Wisła Kraków już powoli zaczyna myśleć o walce o upragnioną Ligę Mistrzów. Bez udziału Stana Valckxa, skład „Białej Gwiazdy” został już wzmocniony. Mowa o Rafale Boguskim, który kilka tygodni temu wrócił do treningów. Pomocnik krakowskiego klubu w rozmowie z iGolem deklaruje walkę o miejsce w pierwszym składzie i chęć powrotu do dyspozycji sprzed kontuzji.
Jak się Pan czuje? Kiedy można się spodziewać pełnego powrotu do walki o miejsce w składzie Wisły?
Normalnie trenuję już od około trzech tygodni, a że się sezon skończył, to chwila przerwy, chwila odpoczynku i znów wracamy do treningów i już od pierwszego treningu z drużyną – 11 czerwca jestem na 100% przygotowany do gry.
Czyli teraz już macie urlop, prawda?
Tak.
Jakie są Pana plany na ten odpoczynek?
Tak jak mówiłem – odpocząć kilka dni, a od przyszłego tygodnia treningi – nie tak mocne, ale po prostu by się przygotować do tych trudniejszych zajęć.
Czyli nie ma mowy o dłuższym wypoczynku za granicą bądź np. nad morzem?
Nie, nie, nie – absolutnie nie.
Wewnętrznie ciągle Pan świętuje mistrzostwo czy już powoli myśli o grze w Lidze Mistrzów?
Rafała Boguskiego po raz ostatni w meczu Ekstraklasy grał w październiku zeszłego roku (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Już nie świętuję – fajnie, że zdobyliśmy kolejny tytuł, no ale ja się na razie skupiam na tym, aby się dobrze przygotować do sezonu i walczyć o jak najlepszą pozycję w drużynie. Później wiadomo – jeśli będę miał szansę wybiec na boisko, to zrobię wszystko, żeby jak najlepiej wypaść. Mam nadzieję, że w europejskich pucharach wypadniemy lepiej niż rok temu.
Jakie są Pana wrażenia jeśli chodzi o fetę mistrzowską?
Każdy zdobyty tytuł i każda feta na stadionie czy na Rynku to niepowtarzalne przeżycie. Cały czas człowiek inaczej to odbiera i przechodzi to wszelkie oczekiwania.
Jeśli chodzi o kontuzję – czy Pana piłkarskie argumenty bardzo osłabły od ostatniego występu w październiku ubiegłego roku?
Na pewno kontuzja ma wpływ na moją dyspozycję, ponieważ żeby być w formie, to trzeba grać, brać udział w meczach, zgrupowaniach, występować w spotkaniach pod presją i wtedy łatwiej jest dojść do pełnej sprawności. Myślę, że jeszcze dużo mi brakuje do dyspozycji sprzed kontuzji.
Takie problemy z kontuzjami to nie jednego by podłamały…
Po tej długiej kontuzji nie mam żadnych problemów z psychiką czy mentalnością. Robię wszystko na 100% i nie ma z tym żadnego problemu.
Czy myśląc o walce o Ligę Mistrzów nie chodzą Panu po głowie klęski z Karabachem czy Levadią?
Ubiegłoroczna klęska z Karabachem tak jak i porażka z Levadią, zdaniem Boguskiego, to już historia (fot. Marek Gwóźdź)
Nie – takich myśli w ogóle nie można do siebie brać. Trzeba myśleć, że tym razem będziemy lepsi od przeciwników, których spotkamy na drodze do europejskich pucharów i tylko na tym trzeba się skupić. Nie można myśleć o historii.
Jaki wyciągnął Pan dla siebie wniosek z tych porażek przed tegorocznymi zmaganiami?
Czasem trudno gra się w teoretycznie słabszymi drużynami. Takie właśnie zespoły, jak sprzed roku czy dwóch lat, mogą napsuć dużo krwi i rozgrywa się z nimi trudne mecze.
Jak Pan zatem ocenia szanse Wisły na awans do LM?
Nie chciałbym oceniać naszych szans. Będziemy robili wszystko, żeby zajść jak najdalej i każde spotkanie będziemy chcieli rozstrzygnąć na swoją korzyść.
Jednak pomimo tych doświadczeń i faktu, że od wielu lat Polska nie miała reprezentanta w tych elitarnych rozgrywkach, awans ten jest chyba możliwy?
Oczywiście, że jest możliwy i to czy będziemy w niej, czy nie, to się okaże za kilka miesięcy, a my, tak jak już powiedziałem, będziemy robili wszystko.
Czy liczy Pan na powrót do składu już w tych pierwszych spotkaniach?
Wiem, że będzie bardzo trudno wskoczyć, bo na mojej pozycji ofensywnego pomocnika gra Maor Melikson. Wybrano go jako odkrycie sezonu i bardzo dobrze wszedł do drużyny, ale będę walczył o to miejsce tak, jak to robiłem co rundę i na pewno nie będę odpuszczał.
Jak się układają Panu relacje z Meliksonem?
Bardzo dobrze, taki normalny, skromny chłopak, od czasu do czasu sobie porozmawiamy i wszystko jest ok.
Boguski zapowiada walkę o miejsce w składzie z Maorem Meliksonem (fot. arka.gdynia.pl)
Gdy Pan grał regularnie, był Pan kluczowym ogniwem zespołu. W związku z tą kontuzją czuje Pan większą presję, że nie zdołał pomóc Wiśle w tym sezonie czy też bardziej wsparcie kibiców i trenera?
Chyba bardziej to drugie, ponieważ wiele razy spotkałem się z dowodami sympatii. Kibice mówili, że czekają na mój powrót. To jest bardzo miłe i jeszcze bardziej uskrzydla, i człowiek coraz bardziej chce wrócić.
Dużo na ten temat rozmawia Pan z trenerem Maaskantem?
Zdaniem Rafała Boguskiego, zatrudnienie Roberta Maaskanta było strzałem w dziesiątkę (fot. Leszek Wasilewski)
Na temat zdrowia już nie rozmawiamy, ponieważ normalnie trenuję, także tego tematu nie ma co poruszać. Nie mniej jednak od czasu do czasu z trenerem rozmawiamy czy to na boisku, czy w szatni i wszystko jest w porządku.
Co Pan o nim powie? Czy swoją osobowością wniósł coś nowego do Wisły?
Na pewno tak. To jest taki otwarty trener, który wie, kiedy musi trzymać dyscyplinę, kiedy wprowadzić trochę luzu i możemy się pośmiać i pożartować. Był piłkarzem i wie, jak się zachować w danym momencie. Dlatego atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i to też ma wpływ na grę Wisły.
Jaki wpływ na Pana jako na człowieka ma współpraca z nim? Czego się Pan nauczył od Holendra?
Żeby szukać pozytywów w każdej sytuacji. Nawet kiedy coś pójdzie nie tak, nie poddawać się, nie załamywać tylko od razu dążyć do tego, żeby być lepszym i grać jak najlepiej.
Gdy ogłoszono go trenerem, był Pan chyba jednak nieco zaskoczony tym, że klub nie postawił na jakieś znane nazwisko?
W międzynarodowym towarzystwie Boguski czuje się bardzo dobrze (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Do końca nie było wiadomo, kto może zostać trenerem. Na pewno zaskoczenie było, bo wcześniej nie znałem tego trenera i nie interesowałem się tak ligą holenderską, i nie wiedziałem jaki zespół trenuje. Kiedy przybył do Krakowa, od razu wprowadził takie fajne relacje między sobą i zawodnikami, i od samego początku wszystko się dobrze układało.
Podsumowując, stawianie na młodych, perspektywicznych trenerów może być czasem lepsze niż wybieranie znanych nazwisk?
Na pewno można powiedzieć, że postawienie na tego trenera, to była bardzo dobra decyzja. Zdarza się jednak tak, że młody trener może osiągać sukcesy, niemniej tacy doświadczeni też zdobywają trofea, stąd nie ma reguły. Zatrudnienie trenera Maaskanta to był strzał w dziesiątkę.
Mówił Pan o „fajnych relacjach”. Na boisku stworzona przez Maaskanta międzynarodowa Wisła wydaje się nieźle scementowana. Czy tak jest też poza murawą?
Poziom Ekstraklasy systematycznie się podnosi. Tak przynajmniej uważa nasz rozmówca (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
W żadnej drużynie nie jest tak, że wszyscy po treningu, meczu idą w to samo miejsce i ze sobą przebywają, bo to by było za wiele. Na pewno w szatni i na boisku jesteśmy drużyną i jednością, ale tak prywatnie to każdy ma swoich bliższych przyjaciół, kolegów i z nimi spędza czas. Ale to nie ma wpływu na naszą grę i sytuację w szatni.
Jeśli chodzi o najbliższe towarzystwo, to kto jest dla Pana wśród wiślaków najlepszym przyjacielem i z kim spędza Pan najwięcej czasu?
Na pewno jest to Tomas Jirsak, z którym od początku nawiązaliśmy taką bliższą znajomość, bo on przychodził do Wisły, gdy ja wracałem z wypożyczenia. Od razu na obozie zamieszkaliśmy razem w jednym pokoju i tak od tamtej pory jesteśmy w bliższym kontakcie.
Co Rafał Boguski robi najchętniej w czasie wolnym?
W czasie wolnym to czytam książki i oczywiście też oglądam telewizję, bo jest tego czasu wolnego trochę, to nie tylko książkami żyję, ale lubię się też położyć i coś obejrzeć.
Ma Pan swój ulubiony gatunek książek i kanał telewizyjny?
Jeśli chodzi o telewizję to najbardziej lubię Comedy Central, oglądać komedie, sitcomy. Z książek jest to Fryderyk Forsyth – takie sensacyjno-polityczne książki.
Na koniec podsumujmy ten sezon Ekstraklasy. Wisła przeszła spore zmiany, w szatni roi się od obcokrajowców. Jak się Pan czuje w takim międzynarodowym towarzystwie?
Myślę, że dobrze się czuję, mogę podszlifować język angielski, bo ten dominuje w szatni. Lubię porozmawiać z chłopakami z zagranicy.
Który moment w drodze Wisły do mistrzostwa był przełomowy?
Myślę, że zwycięstwo z Cracovią na wyjeździe po bramce w ostatniej minucie Boukhariego. To chyba dodało skrzydeł zespołowi.
Ekstraklasa bardzo się wyrównała. Czy to dlatego, że jej poziom się obniżył, czy też dlatego, że się podniósł?
Wydaje mi się, że to drugie. Wzmacniają się zespoły nie tylko z czołówki, ale wszystkie kluby pozyskują coraz lepszych zawodników, trenerów i ta liga jest coraz mocniejsza.
Ułożony, inteligentny chłopak… Co prawda obecnie
nie jest w dobrej formie, lecz myślę, że jako
zmiennik będzie się sprawdzał i systematycznie
walczył o lepszą dyspozycję.
Dodaj komentarz
Wisła Kraków już powoli zaczyna myśleć o walce o upragnioną Ligę Mistrzów. Bez udziału Stana Valckxa, skład „Białej Gwiazdy” został już wzmocniony. Mowa o Rafale Boguskim, który kilka tygodni temu wrócił do treningów. Pomocnik krakowskiego klubu w rozmowie z iGolem deklaruje walkę o miejsce w pierwszym składzie i chęć powrotu do dyspozycji sprzed kontuzji.
Jak się Pan czuje? Kiedy można się spodziewać pełnego powrotu do walki o miejsce w składzie Wisły?
Normalnie trenuję już od około trzech tygodni, a że się sezon skończył, to chwila przerwy, chwila odpoczynku i znów wracamy do treningów i już od pierwszego treningu z drużyną – 11 czerwca jestem na 100% przygotowany do gry.
Czyli teraz już macie urlop, prawda?
Tak.
Jakie są Pana plany na ten odpoczynek?
Tak jak mówiłem – odpocząć kilka dni, a od przyszłego tygodnia treningi – nie tak mocne, ale po prostu by się przygotować do tych trudniejszych zajęć.
Czyli nie ma mowy o dłuższym wypoczynku za granicą bądź np. nad morzem?
Nie, nie, nie – absolutnie nie.
Wewnętrznie ciągle Pan świętuje mistrzostwo czy już powoli myśli o grze w Lidze Mistrzów?
Rafała Boguskiego po raz ostatni w meczu Ekstraklasy grał w październiku zeszłego roku (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Już nie świętuję – fajnie, że zdobyliśmy kolejny tytuł, no ale ja się na razie skupiam na tym, aby się dobrze przygotować do sezonu i walczyć o jak najlepszą pozycję w drużynie. Później wiadomo – jeśli będę miał szansę wybiec na boisko, to zrobię wszystko, żeby jak najlepiej wypaść. Mam nadzieję, że w europejskich pucharach wypadniemy lepiej niż rok temu.
Jakie są Pana wrażenia jeśli chodzi o fetę mistrzowską?
Każdy zdobyty tytuł i każda feta na stadionie czy na Rynku to niepowtarzalne przeżycie. Cały czas człowiek inaczej to odbiera i przechodzi to wszelkie oczekiwania.
Jeśli chodzi o kontuzję – czy Pana piłkarskie argumenty bardzo osłabły od ostatniego występu w październiku ubiegłego roku?
Na pewno kontuzja ma wpływ na moją dyspozycję, ponieważ żeby być w formie, to trzeba grać, brać udział w meczach, zgrupowaniach, występować w spotkaniach pod presją i wtedy łatwiej jest dojść do pełnej sprawności. Myślę, że jeszcze dużo mi brakuje do dyspozycji sprzed kontuzji.
Takie problemy z kontuzjami to nie jednego by podłamały…
Po tej długiej kontuzji nie mam żadnych problemów z psychiką czy mentalnością. Robię wszystko na 100% i nie ma z tym żadnego problemu.
Czy myśląc o walce o Ligę Mistrzów nie chodzą Panu po głowie klęski z Karabachem czy Levadią?
Ubiegłoroczna klęska z Karabachem tak jak i porażka z Levadią, zdaniem Boguskiego, to już historia (fot. Marek Gwóźdź)
Nie – takich myśli w ogóle nie można do siebie brać. Trzeba myśleć, że tym razem będziemy lepsi od przeciwników, których spotkamy na drodze do europejskich pucharów i tylko na tym trzeba się skupić. Nie można myśleć o historii.
Jaki wyciągnął Pan dla siebie wniosek z tych porażek przed tegorocznymi zmaganiami?
Czasem trudno gra się w teoretycznie słabszymi drużynami. Takie właśnie zespoły, jak sprzed roku czy dwóch lat, mogą napsuć dużo krwi i rozgrywa się z nimi trudne mecze.
Jak Pan zatem ocenia szanse Wisły na awans do LM?
Nie chciałbym oceniać naszych szans. Będziemy robili wszystko, żeby zajść jak najdalej i każde spotkanie będziemy chcieli rozstrzygnąć na swoją korzyść.
Jednak pomimo tych doświadczeń i faktu, że od wielu lat Polska nie miała reprezentanta w tych elitarnych rozgrywkach, awans ten jest chyba możliwy?
Oczywiście, że jest możliwy i to czy będziemy w niej, czy nie, to się okaże za kilka miesięcy, a my, tak jak już powiedziałem, będziemy robili wszystko.
Czy liczy Pan na powrót do składu już w tych pierwszych spotkaniach?
Wiem, że będzie bardzo trudno wskoczyć, bo na mojej pozycji ofensywnego pomocnika gra Maor Melikson. Wybrano go jako odkrycie sezonu i bardzo dobrze wszedł do drużyny, ale będę walczył o to miejsce tak, jak to robiłem co rundę i na pewno nie będę odpuszczał.
Jak się układają Panu relacje z Meliksonem?
Bardzo dobrze, taki normalny, skromny chłopak, od czasu do czasu sobie porozmawiamy i wszystko jest ok.
Boguski zapowiada walkę o miejsce w składzie z Maorem Meliksonem (fot. arka.gdynia.pl)
Gdy Pan grał regularnie, był Pan kluczowym ogniwem zespołu. W związku z tą kontuzją czuje Pan większą presję, że nie zdołał pomóc Wiśle w tym sezonie czy też bardziej wsparcie kibiców i trenera?
Chyba bardziej to drugie, ponieważ wiele razy spotkałem się z dowodami sympatii. Kibice mówili, że czekają na mój powrót. To jest bardzo miłe i jeszcze bardziej uskrzydla, i człowiek coraz bardziej chce wrócić.
Dużo na ten temat rozmawia Pan z trenerem Maaskantem?
Zdaniem Rafała Boguskiego, zatrudnienie Roberta Maaskanta było strzałem w dziesiątkę (fot. Leszek Wasilewski)
Na temat zdrowia już nie rozmawiamy, ponieważ normalnie trenuję, także tego tematu nie ma co poruszać. Nie mniej jednak od czasu do czasu z trenerem rozmawiamy czy to na boisku, czy w szatni i wszystko jest w porządku.
Co Pan o nim powie? Czy swoją osobowością wniósł coś nowego do Wisły?
Na pewno tak. To jest taki otwarty trener, który wie, kiedy musi trzymać dyscyplinę, kiedy wprowadzić trochę luzu i możemy się pośmiać i pożartować. Był piłkarzem i wie, jak się zachować w danym momencie. Dlatego atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i to też ma wpływ na grę Wisły.
Jaki wpływ na Pana jako na człowieka ma współpraca z nim? Czego się Pan nauczył od Holendra?
Żeby szukać pozytywów w każdej sytuacji. Nawet kiedy coś pójdzie nie tak, nie poddawać się, nie załamywać tylko od razu dążyć do tego, żeby być lepszym i grać jak najlepiej.
Gdy ogłoszono go trenerem, był Pan chyba jednak nieco zaskoczony tym, że klub nie postawił na jakieś znane nazwisko?
W międzynarodowym towarzystwie Boguski czuje się bardzo dobrze (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Do końca nie było wiadomo, kto może zostać trenerem. Na pewno zaskoczenie było, bo wcześniej nie znałem tego trenera i nie interesowałem się tak ligą holenderską, i nie wiedziałem jaki zespół trenuje. Kiedy przybył do Krakowa, od razu wprowadził takie fajne relacje między sobą i zawodnikami, i od samego początku wszystko się dobrze układało.
Podsumowując, stawianie na młodych, perspektywicznych trenerów może być czasem lepsze niż wybieranie znanych nazwisk?
Na pewno można powiedzieć, że postawienie na tego trenera, to była bardzo dobra decyzja. Zdarza się jednak tak, że młody trener może osiągać sukcesy, niemniej tacy doświadczeni też zdobywają trofea, stąd nie ma reguły. Zatrudnienie trenera Maaskanta to był strzał w dziesiątkę.
Mówił Pan o „fajnych relacjach”. Na boisku stworzona przez Maaskanta międzynarodowa Wisła wydaje się nieźle scementowana. Czy tak jest też poza murawą?
Poziom Ekstraklasy systematycznie się podnosi. Tak przynajmniej uważa nasz rozmówca (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
W żadnej drużynie nie jest tak, że wszyscy po treningu, meczu idą w to samo miejsce i ze sobą przebywają, bo to by było za wiele. Na pewno w szatni i na boisku jesteśmy drużyną i jednością, ale tak prywatnie to każdy ma swoich bliższych przyjaciół, kolegów i z nimi spędza czas. Ale to nie ma wpływu na naszą grę i sytuację w szatni.
Jeśli chodzi o najbliższe towarzystwo, to kto jest dla Pana wśród wiślaków najlepszym przyjacielem i z kim spędza Pan najwięcej czasu?
Na pewno jest to Tomas Jirsak, z którym od początku nawiązaliśmy taką bliższą znajomość, bo on przychodził do Wisły, gdy ja wracałem z wypożyczenia. Od razu na obozie zamieszkaliśmy razem w jednym pokoju i tak od tamtej pory jesteśmy w bliższym kontakcie.
Co Rafał Boguski robi najchętniej w czasie wolnym?
W czasie wolnym to czytam książki i oczywiście też oglądam telewizję, bo jest tego czasu wolnego trochę, to nie tylko książkami żyję, ale lubię się też położyć i coś obejrzeć.
Ma Pan swój ulubiony gatunek książek i kanał telewizyjny?
Jeśli chodzi o telewizję to najbardziej lubię Comedy Central, oglądać komedie, sitcomy. Z książek jest to Fryderyk Forsyth – takie sensacyjno-polityczne książki.
Na koniec podsumujmy ten sezon Ekstraklasy. Wisła przeszła spore zmiany, w szatni roi się od obcokrajowców. Jak się Pan czuje w takim międzynarodowym towarzystwie?
Myślę, że dobrze się czuję, mogę podszlifować język angielski, bo ten dominuje w szatni. Lubię porozmawiać z chłopakami z zagranicy.
Który moment w drodze Wisły do mistrzostwa był przełomowy?
Myślę, że zwycięstwo z Cracovią na wyjeździe po bramce w ostatniej minucie Boukhariego. To chyba dodało skrzydeł zespołowi.
Ekstraklasa bardzo się wyrównała. Czy to dlatego, że jej poziom się obniżył, czy też dlatego, że się podniósł?
Wydaje mi się, że to drugie. Wzmacniają się zespoły nie tylko z czołówki, ale wszystkie kluby pozyskują coraz lepszych zawodników, trenerów i ta liga jest coraz mocniejsza.