Przejęcie klubu przez nowego właściciela okazało się dla wychowanka Pogoni 1945 Staszów prawdziwą próbą ognia. Po odsunięciu na boczny tor w trakcie sezonu Marcin Cebula szybko powrócił do pierwszej jedenastki, by w kolejnych miesiącach stać się podporą zespołu Gino Lettieriego. Graczem według Włocha wartym nawet milion euro i jednym z jasnych punktów walczącej obecnie o utrzymanie w ekstraklasie Korony Kielce.
Po niespełna dziewięciu latach w rękach miasta w kwietniu 2017 roku Korona Kielce w końcu trafiła w ręce prywatnego inwestora. Pakiet 72% akcji klubu nabył Dieter Burdenski, który szybko rozpoczął wprowadzanie zmian na Kolporter Arenie (obecnie obiekt nosi nazwę Suzuki Arena). Jedną z pierwszych decyzji nowo utworzonego zarządu było zwolnienie dotychczasowego szkoleniowca, Macieja Bartoszka, po zakończeniu trwającego jeszcze sezonu. Decyzja wywołała liczne kontrowersje. Tym bardziej że pod okiem byłego trenera Chojniczanki Chojnice kielecki zespół zdołał awansować do grupy mistrzowskiej. Osiągnięty rezultat w żaden sposób nie wpłynął jednak na sytuację szkoleniowca. Zmianie nie uległy także plany przeprowadzenia kadrowej rewolucji przed kolejnym sezonem.
Marcin Cebula nie chciał wypożyczenia
W letniej przerwie władze klubu zatrudniły włoskiego szkoleniowca, Gino Lettieriego, oraz wymieniły zdecydowaną większość kadry. Zespół Korony Kielce miał odtąd docelowo opierać się przede wszystkim na nowo pozyskanych graczach. To w teorii znacznie ograniczyłoby szanse występów szczególnie młodym zawodnikom, którzy pozostali w klubie. Włodarze postanowili więc nakłonić Marcina Cebulę oraz Piotra Pońskiego, by skorzystali z opcji wypożyczenia do innych zespołów. Bezskutecznie, za co obaj gracze trafili do zespołu juniorów.
https://twitter.com/MKSKORONA/status/902996266543714310
Działania włodarzy dziwiły szczególnie w przypadku pierwszego z zawodników. Pod okiem nowego szkoleniowca wychowanek Pogoni 1945 Staszów prezentował się bardzo obiecująco, w spotkaniu z Cracovią trafiając nawet do bramki rywali. Straty gracza z powodów pozasportowych żałował nawet sam Gino Lettieri.
– Szkoda, że nie ma z nami Marcina, ale jest sam sobie winien. Nie zachowywał się najodpowiedniej, a jego agent popełnił duże błędy. Lubimy Marcina i zobaczymy, co z tego w końcu wyjdzie. Do rozmów muszą usiąść Cebula, jego menedżer i klub – mówił na konferencji prasowej włoski szkoleniowiec.
Niespełna dwa tygodnie później osiągnięto już jednak konsensus, dzięki czemu Marcin Cebula powrócił do treningów z pierwszym zespołem. Gino Lettieri z usług zawodnika korzystał odtąd niezwykle chętnie. Wychowanek Pogoni 1945 Staszów z nawiązką odpłacał za powierzone zaufanie, pod okiem włoskiego szkoleniowca czyniąc regularne postępy. Znacznie poprawił operowanie piłką w pełnym biegu oraz umiejętność skutecznego mijania rywali, dzięki czemu tworzył partnerom okazje bramkowe. Nadal zawodził jednak element skuteczności, gdyż do końca sezonu na listę strzelców Marcin Cebula wpisał się jeszcze tylko raz. To jednak wystarczyło, by przyciągnąć zainteresowanie innych klubów.












