Za nami już 24 weekendy z niemiecką Bundesligą. W 25. kolejce ekstraklasy obejrzymy m.in. derby „Borussen” oraz starcie trzeciej z szóstą drużyną ligi. W niedzielę zobaczymy również mecze ekip walczących o utrzymanie.
Kibice różnych drużyn Bundesligi czekają na różne bezpośrednie starcia rywalizujących ze sobą drużyn. Na północy w Nordderby walczą między sobą HSV i Werder Brema. Po drugiej stronie kraju Bayern Monachium rozgrywa derby Bawarii z Norymbergą. W Zagłębiu Ruhry fanów i ultrasów elektryzuje potyczka BVB z Schalke 04. Na co, co pół roku, czekają kibice „Die Fohlen”? Co najmniej dwa razy na 365 dni oglądać możemy starcie dwóch imienniczek – z Moenchengladbach i Dortmundu.
Derby „Borussen” elektryzują tak naprawdę tylko kibiców „Źrebaków”. Dla BVB jest to jedno z wielu ważnych spotkań, które po prostu trzeba wygrać. Nie znaczy to jednak, że spotkaniu nie towarzyszy specjalna otoczka, walka na doping oraz tekst choć trochę ośmieszające przeciwnika. Dla wielu – wynik na boisku jest sprawą drugorzędną. Tą osobą nie jest jednak Juergen Klopp, który mimo wielu przeciwności losu, wystawi z pewnością najsilniejszą jedenastkę. Niestety, na 99% na Signal Iduna Park nie zobaczymy Reusa: – Marco wziął udział w treningu, w trakcie którego poczuł lekki ból. Jeśli nie stanie się cud, w sobotę znajdzie się poza osiemnastką – powiedział były szkoleniowiec FSV Mainz. Ponadto za kartki będzie pauzował Ormianin, Henrich Mkhitaryan. Na jego pozycję idealnie nadawać mogą się Jonas Hofmann oraz Milos Jojić. Nowy nabytek dortmundzkiej ekipy nie miał jeszcze okazji do zbyt wielu prezentacji przed żółto-czarną publicznością. Nieczęsto na boisku pojawia się również ten pierwszy, który dawno nie zaliczył wyjścia w pierwszej jedenastce. Jeśli nie teraz, to kiedy?
Zdecydowanie mniejsze problemy kadrowe ma Lucien Favre. Szwajcar nie skorzysta jedynie z jednego zawodnika. Oscar Wendt, bo o nim mowa, nie jest ostoją defensywy. W ostatnich tygodniach radził sobie wręcz bardzo słabo, jednak doświadczony zawodnik w defensywie zawsze może się przydać, w szczególności jeśli spojrzymy na ostatnie „popisy” obrońców i ter Stegena.
Rzućmy jeszcze okiem na historię, która nie jest zbyt korzystna dla BVB. Bilans ogólny minimalnie przemawia za gospodarzami sobotniego spotkania. 28 zwycięstw Dortmundu, tyle samo remisów i 27 triumfów „Die Fohlen”. Ponadto M’Gladbach strzeliło imienniczce o trzy bramki więcej (139:136). Nieco gorzej dla podopiecznych Favre’a wygląda bilans bezpośrednich starć na SIP. Dziewiętnastokrotnie „Żółto-czarni” zachowywali komplet punktów, a dziesięć razy pozwalali sobie odebrać wszystkie trzy oczka. Są to jednak jedynie statystyki, które nie ukazują obecnej formy obu drużyn. Wiemy bardzo dobrze, jak słabo w ostatnich tygodniach radzą sobie „Źrebaki”. Przełamanie się w meczu z takim rywalem pozwoli nie tylko na odbudowanie znakomitej dyspozycji z rundy jesiennej, ale również nadrobienie straty do uciekającego trio Wolfsburg – Augsburg – Mainz, które cały czas rywalizuje o miejsca gwarantujące walkę w europejskich rozgrywkach. Czy w roli czarnego konia do tej walki dołączy również Moenchengladbach? Odpowiedź poznamy w sobotę.
Już w piątek do batalii o miejsce w fazie grupowej Champions League przystąpi kolejna drużyna, Schalke 04 Gelsenkirchen, która po trzy oczka wyjedzie do Augsburga. Podopieczni Markusa Weinzierla zaliczyli ostatnio minimalną zwyżkę formy, co znaczy, że nie przegrali już od trzech spotkań. O ile zwycięstwo nad Freiburgiem przyszło dość łatwo, tak urwania punktów Borussii Moenchengladbach oraz Hannoverowi 96 wiele osób się nie spodziewało.
Spotkanie jest o tyle interesujące, że wywalczony komplet punktów może zwiększyć szanse każdej z ekip, by dojść do swojego celu. „Die Konigsblauen” do wyprzedzenia „Aptekarzy” potrzebują jedynie jednego oczka. Natomiast Augsburgowi każde oczko pozwoli bardziej odjechać Mainz, M’Gladbach i Hercie, które wręcz depczą mu po piętach. Podopieczni Jensa Kellera po drobnym dołku formy (trzy mecze bez zwycięstwa) i kompromitujących porażkach (1:6 z Realem Madryt, 1:5 z Bayernem) prawdopodobnie odbili się w spotkaniu z Hoffenheim i teraz jedyne, co może ich czekać, to przeskoczenie fatalnego w ostatnich spotkaniach Bayeru Leverkusen.
Zadanie to będzie o tyle trudniejsze, że kontuzjowanych jest aż siedmiu zawodników z pierwszej osiemnastki szkoleniowca „Niebieskich”! Aogo, Fuchs, Kirchhoff, Uchida, Clemens, Hoger, Farfan – nieobecność każdego z nich pozostawi dużą rysę na wizerunku Schalke. Problemy nie omijają jednak gospodarzy, którzy bez Verhaegha i Moldersa mogą sobie nie poradzić. Smutne jest to, że o ważnych rozstrzygnięciach (poza tym, kto zdobędzie mistrzowską paterę) decydują urazy.
Mimo absencji Saschy Moldersa, Arkadiusz Milik nie ma zagwarantowanego miejsca w wyjściowej jedenastce. Na boisku prawdopodobnie znowu zobaczymy słabego Raula Bobadillę, który ostatnie dobre spotkanie rozegrał w… 15. kolejce Bundesligi. To chyba dość dobitnie pokazuje, jaki jest poziom naszej ligowej piłki – ekstraklasowy ekstratalent, który nie może pokonać napastnika „klasy średniej”. Na szczęście reprezentant naszego kraju będzie mógł liczyć na ławkę rezerwowych. Trzymajmy kciuki, by szkoleniowiec Augsburga dał mu w piątkowy wieczór szansę, bo okazji do pokazania się z podziurawioną defensywą gości z pewnością będzie wiele.
FC Augsburg: Manninger – Vogt, Callsen-Bracker, Klavan, Ostrzolek – Baier – Hahn, Moravek, Altintop, Werner – Bobadilla
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Za nami już 24 weekendy z niemiecką Bundesligą. W 25. kolejce ekstraklasy obejrzymy m.in. derby „Borussen” oraz starcie trzeciej z szóstą drużyną ligi. W niedzielę zobaczymy również mecze ekip walczących o utrzymanie.
Kibice różnych drużyn Bundesligi czekają na różne bezpośrednie starcia rywalizujących ze sobą drużyn. Na północy w Nordderby walczą między sobą HSV i Werder Brema. Po drugiej stronie kraju Bayern Monachium rozgrywa derby Bawarii z Norymbergą. W Zagłębiu Ruhry fanów i ultrasów elektryzuje potyczka BVB z Schalke 04. Na co, co pół roku, czekają kibice „Die Fohlen”? Co najmniej dwa razy na 365 dni oglądać możemy starcie dwóch imienniczek – z Moenchengladbach i Dortmundu.
Derby „Borussen” elektryzują tak naprawdę tylko kibiców „Źrebaków”. Dla BVB jest to jedno z wielu ważnych spotkań, które po prostu trzeba wygrać. Nie znaczy to jednak, że spotkaniu nie towarzyszy specjalna otoczka, walka na doping oraz tekst choć trochę ośmieszające przeciwnika. Dla wielu – wynik na boisku jest sprawą drugorzędną. Tą osobą nie jest jednak Juergen Klopp, który mimo wielu przeciwności losu, wystawi z pewnością najsilniejszą jedenastkę. Niestety, na 99% na Signal Iduna Park nie zobaczymy Reusa: – Marco wziął udział w treningu, w trakcie którego poczuł lekki ból. Jeśli nie stanie się cud, w sobotę znajdzie się poza osiemnastką – powiedział były szkoleniowiec FSV Mainz. Ponadto za kartki będzie pauzował Ormianin, Henrich Mkhitaryan. Na jego pozycję idealnie nadawać mogą się Jonas Hofmann oraz Milos Jojić. Nowy nabytek dortmundzkiej ekipy nie miał jeszcze okazji do zbyt wielu prezentacji przed żółto-czarną publicznością. Nieczęsto na boisku pojawia się również ten pierwszy, który dawno nie zaliczył wyjścia w pierwszej jedenastce. Jeśli nie teraz, to kiedy?
Zdecydowanie mniejsze problemy kadrowe ma Lucien Favre. Szwajcar nie skorzysta jedynie z jednego zawodnika. Oscar Wendt, bo o nim mowa, nie jest ostoją defensywy. W ostatnich tygodniach radził sobie wręcz bardzo słabo, jednak doświadczony zawodnik w defensywie zawsze może się przydać, w szczególności jeśli spojrzymy na ostatnie „popisy” obrońców i ter Stegena.
Rzućmy jeszcze okiem na historię, która nie jest zbyt korzystna dla BVB. Bilans ogólny minimalnie przemawia za gospodarzami sobotniego spotkania. 28 zwycięstw Dortmundu, tyle samo remisów i 27 triumfów „Die Fohlen”. Ponadto M’Gladbach strzeliło imienniczce o trzy bramki więcej (139:136). Nieco gorzej dla podopiecznych Favre’a wygląda bilans bezpośrednich starć na SIP. Dziewiętnastokrotnie „Żółto-czarni” zachowywali komplet punktów, a dziesięć razy pozwalali sobie odebrać wszystkie trzy oczka. Są to jednak jedynie statystyki, które nie ukazują obecnej formy obu drużyn. Wiemy bardzo dobrze, jak słabo w ostatnich tygodniach radzą sobie „Źrebaki”. Przełamanie się w meczu z takim rywalem pozwoli nie tylko na odbudowanie znakomitej dyspozycji z rundy jesiennej, ale również nadrobienie straty do uciekającego trio Wolfsburg – Augsburg – Mainz, które cały czas rywalizuje o miejsca gwarantujące walkę w europejskich rozgrywkach. Czy w roli czarnego konia do tej walki dołączy również Moenchengladbach? Odpowiedź poznamy w sobotę.
Już w piątek do batalii o miejsce w fazie grupowej Champions League przystąpi kolejna drużyna, Schalke 04 Gelsenkirchen, która po trzy oczka wyjedzie do Augsburga. Podopieczni Markusa Weinzierla zaliczyli ostatnio minimalną zwyżkę formy, co znaczy, że nie przegrali już od trzech spotkań. O ile zwycięstwo nad Freiburgiem przyszło dość łatwo, tak urwania punktów Borussii Moenchengladbach oraz Hannoverowi 96 wiele osób się nie spodziewało.
Spotkanie jest o tyle interesujące, że wywalczony komplet punktów może zwiększyć szanse każdej z ekip, by dojść do swojego celu. „Die Konigsblauen” do wyprzedzenia „Aptekarzy” potrzebują jedynie jednego oczka. Natomiast Augsburgowi każde oczko pozwoli bardziej odjechać Mainz, M’Gladbach i Hercie, które wręcz depczą mu po piętach. Podopieczni Jensa Kellera po drobnym dołku formy (trzy mecze bez zwycięstwa) i kompromitujących porażkach (1:6 z Realem Madryt, 1:5 z Bayernem) prawdopodobnie odbili się w spotkaniu z Hoffenheim i teraz jedyne, co może ich czekać, to przeskoczenie fatalnego w ostatnich spotkaniach Bayeru Leverkusen.
Zadanie to będzie o tyle trudniejsze, że kontuzjowanych jest aż siedmiu zawodników z pierwszej osiemnastki szkoleniowca „Niebieskich”! Aogo, Fuchs, Kirchhoff, Uchida, Clemens, Hoger, Farfan – nieobecność każdego z nich pozostawi dużą rysę na wizerunku Schalke. Problemy nie omijają jednak gospodarzy, którzy bez Verhaegha i Moldersa mogą sobie nie poradzić. Smutne jest to, że o ważnych rozstrzygnięciach (poza tym, kto zdobędzie mistrzowską paterę) decydują urazy.
Mimo absencji Saschy Moldersa, Arkadiusz Milik nie ma zagwarantowanego miejsca w wyjściowej jedenastce. Na boisku prawdopodobnie znowu zobaczymy słabego Raula Bobadillę, który ostatnie dobre spotkanie rozegrał w… 15. kolejce Bundesligi. To chyba dość dobitnie pokazuje, jaki jest poziom naszej ligowej piłki – ekstraklasowy ekstratalent, który nie może pokonać napastnika „klasy średniej”. Na szczęście reprezentant naszego kraju będzie mógł liczyć na ławkę rezerwowych. Trzymajmy kciuki, by szkoleniowiec Augsburga dał mu w piątkowy wieczór szansę, bo okazji do pokazania się z podziurawioną defensywą gości z pewnością będzie wiele.
FC Augsburg: Manninger – Vogt, Callsen-Bracker, Klavan, Ostrzolek – Baier – Hahn, Moravek, Altintop, Werner – Bobadilla