Siedemnaście kolejek Bundesligi już za nami. Każdy weekend z niemiecką ekstraklasą przynosił nam kolejne emocje, kolejne bramki, kolejne niespodzianki. Koniec roku zawsze wiąże się z podsumowaniami. Waszym oczom ukazała się już nasza jedenastka rundy – dzisiaj chcemy zaprezentować sylwetkę trenera, który naszym zdaniem w ostatnich miesiącach zaliczył największy progres.
W ostatnich latach wyróżniały się tak naprawdę wciąż te same osoby. Jupp Heynckes czy Juergen Klopp – większość podsumowań „rozbijała” się o jedynie te dwie osoby. Już w przedbiegach wielkie media wykluczały innych ludzi, których nazwiska nie są tak medialne, którym brakuje sukcesów i w końcu tych, którzy nie prowadzą ekip z wielką, renomowaną marką. Jak wiemy Jupp Heynckes po zdetronizowaniu całej ligi odszedł na zasłużoną emeryturę. Szkoleniowiec Borussii Dortmund po kilku latach „złotej Borussii” już tak nie zachwyca. Kto więc od dziewiątego sierpnia do dzisiaj doprowadził nas swoimi przywódczymi i taktycznymi umiejętnościami do największych oklasków? Mimo burzliwych obrad wybór mógł być tylko jeden. Panie, Panowie. Przed Wami trener rundy jesiennej – Lucien Favre.
Szwajcarski trener po odejściu z Herthy Berlin przez półtora roku nie był w stanie znaleźć sobie angażu. Przygoda ze stołeczną drużyną trwała jedynie dwa lata, jednak była dość owocna i zaskakująca. W sezonie 2008/2009, prowadząc ekipę z trzynastym budżetem doprowadził „Starą Damę” do gry w europejskich pucharach. Było to zaskoczenie nie tylko dla kibiców „Niebiesko-białych”, ale również całych piłkarskich Niemec. Obecnie 56-letni szkoleniowiec został wybrany trenerem roku w Bundeslidze i pokładano w nim jeszcze większe nadzieje. Łączenie trzech frontów nie wyszło mu jednak najlepiej. Dość dobrze wyglądający skład został pozbawiony trzech gwiazd: Simunicia, Voronina i Pantelicia i nie wyglądał już tak dobrze. Piłkarze ze Stadionu Olimpijskiego spadali w dół tabeli, a gdy frustracja osiągnęła apogeum – Favre został zwolniony.
Swoją miłość do „Die Fohlen” Szwajcar ogłosił oficjalnie czternastego lutego 2011 roku. To właśnie w święto Walentego został zatrudniony jako trener przy Borussia-Park. Już na początku swojej przygody został okrzyknięty bohaterem. Czwarte miejsce w tabeli – wynik, którego nikt się nie spodziewał. Rezultat był połączeniem trenerskiego nosa do młodych zawodników i filozofii gry wyznawanej przez byłego piłkarza m.in. Toulouse. Dynamika, szybki atak i utrzymywanie się przy piłce w mądry sposób pozwoliły na grę w eliminacjach Champions League i fazie grupowej Ligi Europy. Gdyby tego było mało – „Źrebaki” prezentowały jednej z najprzyjemniejszych stylów futbolu w całej niemieckiej ekstraklasie. Swego rodzaju fenomenem było zaprezentowanie specjalnej taktyki. Ustawienie 4-4-1-1 przyniosło oczekiwane rezultaty, a wiele renomowanych marek nie było w stanie znaleźć recepty na szybkich i zwrotnych piłkarzy Luciena Favre. Pod jego nadzorem wychowały się gwiazdy, o których w tym momencie jest głośno nie tylko w kraju, ale na całym kontynencie. Marc-Andre ter Stegen jest przymierzany obecnie do FC Barcelony. Marco Reus został sprzedany do Borussii Dortmund z wielkim zyskiem. To tylko dwaj zawodnicy, których przy Borussia-Park jest jeszcze pełno. Herrmann, Raffael, Xhaka czy Nordtveit czekają już w kolejce na odejście do lepszych ekip.








