Przed nami przedostatnia tegoroczna kolejka niemieckiej ekstraklasy. Jak po spotkaniach w europejskich rozgrywkach przedstawiciele Bundesligi zaprezentują się na krajowym podwórku?
Spoglądając na rezultaty ostatniej kolejki Ligi Mistrzów, nietrudno uwierzyć, że kwartet Monachium – Dortmund – Leverkusen – Gelsenkirchen dominuje w niemieckiej ekstraklasie. Zupełnie co innego przychodzi do głowy, gdy oglądamy ich spotkania. Zmęczenie? Niełatwo stwierdzić, ale coś może w tym być. Kontuzje? Może i tak, lecz przecież trzy ekipy startowały w optymalnych zestawieniach i tylko S04 zaprezentowało się dobrze. To co jest przyczyną gorszej gry prowadzącej w Bundeslidze trójki (Schalke zagrało przyzwoicie)?
Kibicom niemieckiego futbolu pozostaje mieć nadzieję, że odpowiedź przyniosą nam dwa nadchodzące tygodnie. Z całej czwórki najbardziej niezadowolony może być Bayern Monachium. Pep Guardiola postanowił, że monachijczycy zaczną prezentować się jak FC Barcelona. Nie chodzi tylko o powrót do czerwono-niebieskich strojów, ale również o granie tzw. tiki-taki. Spójrzmy na statystyki, które w tym przypadku pokazują to znakomicie. Średnie posiadanie piłki na poziomie 68%, w pojedynczych meczach dochodzące nawet do 80%, i porażająca liczba podań w jednym spotkaniu, która oscyluje w granicach 650, wskazują na kataloński styl gry w stolicy Bawarii. Czy coś, co starcza na niemiecką ekstraklasę, wystarczy również na opanowanie Europy? A jeśli tak, to na jak długo?
Sobotnie spotkanie Bayernu z HSV może być okazją do rewanżu za poprzednią rundę. Poza gorszymi nastrojami po porażce z Manchesterem City problemem może być coraz dłuższa liczba nieobecnych. Boateng, Robben, Schweinsteiger – jak bez nich poradzą sobie gospodarze? Kataloński szkoleniowiec do dyspozycji ma wciąż szeroką ławkę rezerwowych, którą będzie w stanie załatać duże luki na swojej szachownicy, czego pozazdrościć mu może większość trenerów, w tym Bert van Marwijk. Z pierwszej drużyny HSV nie zagra aż siedmiu piłkarzy. Adler, Beister, Westermann czy Demirbay? Nieobecność którego najbardziej odbije się na gorszej dyspozycji składu z Imtech Arena?
Nie da się ukryć, że Hamburg w tym roku i poprzednich latach to zupełnie inne zespoły. Drużyna, która walczyła jak równy z równym z Bayerem Leverkusen, nie jest obecnie w stanie pokonać dużo słabszego Eintrachtu Frankfurt. Czy uda jej się nawiązać walkę z deklasującymi wszystkich „Bawarczykami”? Przypomnijmy, że gospodarze sobotniego spotkania pokonali ostatnio Werder Brema 7:0. Do głów piłkarzy HSV z pewnością powróciły zeszłoroczne dramaty. W rundzie jesiennej zostali rozgromieni przez najbliższych rywali 9:2. Obecnie tamten wynik jest obracany w żart: – Powinniśmy się zastanowić nad wysłaniem zapytania do DFL, czy w Monachium możemy wyjść w trzynastu albo dwoma bramkarzami – mówi Oliver Kreuzer, dyrektor sportowy.
Bayern bije rekord za rekordem. 40 spotkań bez porażki w Bundeslidze! Ta liczba robi wrażenie. Co jeszcze piłkarzom Pepa Guardioli zostało do pobicia? Strzelecki rekord niemieckiej ekstraklasy. Borussia Moenchengladbach wygrała w 1978 roku z Borussią Dortmund aż 12:0. Bild opublikował na swoich łamach dość kontrowersyjną ankietę, w której pyta, czy nowy rekord padnie już w tę sobotę? Skoro 9:2 nie było problemem, to… Resztę dopowiedzcie sobie sami.
Bayern Monachium: Neuer – Lahm, Van Buyten, Dante, Alaba – Javi Martinez – Mueller, Thiago, Kroos, Ribery – Goetze
Hamburg SV: Drobny – Mancienne, Tah, Djourou, Jansen – Rincon, Badelj, Arslan, Calhanoglu – van der Vaart – Lasogga
Wicemistrz Niemiec gra przeciętnie nie tylko w Champions League, ale również na krajowym podwórku. Awans do fazy pucharowej rzutem na taśmę i dopiero czwarta lokata w niemieckiej ekstraklasie nie napawają optymizmem przed nadchodzącymi dwoma kolejkami. Do tego jeszcze tragedia z kontuzjami. Nieobecnymi można by spokojnie zapełnić całą ławkę rezerwowych. Mimo to po pokonaniu Marsylii zawodnicy w Dortmundzie są w dobrych nastrojach. Juergen Klopp po spotkaniu z Olympique najpierw pogratulował Kubie, by po chwili kazać mu „ruszyć dupę” z wywiadem, którego akurat udzielał. Po godzinach świętowania przyszedł czas na powrót na boisko treningowe i ciężką pracę, która ma sprawić, że nie dojdzie do powtórki z końcówki lat 90., po czym BVB wpadło w wielki dołek formy i kryzys finansowy. W wyniku tego Borussia spadła w ligowe czeluści. Przed jeszcze większym pogorszeniem sytuacji w tabeli ma uchronić ją zwycięstwo nad Hoffenheim, z którym zagra o 15:30 14 grudnia.
Trzy punkty nie zostaną oddane bez walki. „Hoffe” dość niespodziewanie znajduje się w środku tabeli i gra dużo lepiej niż w zeszłym roku. Nawet jeżeli nie pokona podopiecznych Kloppa, to z pewnością napsuje im mnóstwo krwi. W szczególności ma się o to postarać Schipplock, który zostanie (prawdopodobnie) wystawiony na szpicy „Wieśniaków”. Spory popłoch w szeregach defensywy Borussii będzie też siało trio ofensywnych pomocników Volland – Firmino – Johnson. Nie chodzi o (nic im nie ujmując) wielką klasę tych zawodników, ale o młodość, niepewność i brak doświadczenia, szczególnie w centrum defensywy gości. Tuż przed Weidenfellerem stanąć powinien Friedrich i debiutujący w rozgrywkach Marian Saar. Dla młodzieżowego reprezentanta Niemiec będzie to pierwsza okazja do pokazania się tak wielkiej publiczności w Niemczech.
Najważniejsze zadanie tego dnia czeka pomocników i napastników, którzy mają odciągać zagrożenie od „szesnastki” Romana Weidenfellera. – Musimy atakować, wykorzystywać nasze sytuacje i bronić się rewelacyjnie – powiedział przed meczem szkoleniowiec BVB. Markus Gisdol, trener Hoffenheim, jest świadomy, że zwycięstwo Borussii w Lidze Mistrzów utrudni zdobycie oczek jego podopiecznym: – Zwycięstwo w Marsylii zapewni im właściwy rytm, ale te dwie podróże odbiją się na ich psychice. No właśnie. W grę ponownie wchodzi zmęczenie. Czy grający co trzy dni zawodnicy wytrzymają trudy sezonu do końca rundy i będą w stanie zmniejszyć stratę do prowadzących drużyn?
Na koniec piłkarskiego weekendu czeka nas spotkanie na BayArena, gdzie trzeci reprezentant Niemiec w Lidze Mistrzów zmierzy się z Eintrachtem Frankfurt. „Orły” po znakomitym ostatnim sezonie od początku utrzymują się w strefie spadkowej i wiele nie zanosi się na razie na to, by coś się miało zmienić. Zawodnicy „Die Adler” w czwartek zapewnili sobie awans do fazy pucharowej Ligi Europy. Podopieczni Armina Veha na najwyższym poziomie grają jedynie w europejskich pucharach. W Bundeslidze brak zwycięstw od dziesięciu meczów przemawia sam za siebie – Eintracht nie jest gotowy gry na trzech frontach.
Co innego Bayer Leverkusen, który od kilku sezonów znakomicie prezentuje się na przeróżnych boiskach świata. Obecne rozgrywki są jednak dla niego najlepsze od 11 lat. To w końcówce roku 2002 „Aptekarze” zagrali na wiosnę zarówno w Champions League, jak i Pucharze Niemiec. Podopieczni Samiego Hyypii ostatni raz przegrali w Bundeslidze z beniaminkiem, Eintrachtem Brunszwik, w Święto Zmarłych. To pokazuje różnicę klas obu tych drużyn.
Sytuacja kadrowa Eintrachtu i Bayeru nie jest najlepsza, ale nie można jej porównać do tego, co dzieje się chociażby w Monachium czy Dortmundzie. Większy problem z ułożeniem jedenastki powinien mieć Armin Veh. Szkoleniowiec gospodarzy nie skorzysta z ważnego dla zespołu Alexandra Meiera. Ponadto niedyspozycyjni będą Celozzi, Stendera i Aigner. Na BayArena nie pojawią się również Reinartz, Sam i Hilbert, a za czerwoną kartkę pauzować będzie Emir Spahić. Bośniak w spotkaniu z Borussią Dortmund najpierw sfaulował Roberta Lewandowskiego, a następnie wdał się w drobną sprzeczkę z Mkhitaryanem, którego odepchnął. Jak bez doświadczonego obrońcy poradzą sobie gospodarze? Czy zwycięstwo w Lidze Europy sprawi, że Eintracht odblokuje się w Bundeslidze?
Przypuszczalne składy:
Bayer 04 Leverkusen: Leno – Donati, Wollscheid, Toprak, Can – Bender, Rolfes, Castro – Kruse, Kiessling, Son
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Przed nami przedostatnia tegoroczna kolejka niemieckiej ekstraklasy. Jak po spotkaniach w europejskich rozgrywkach przedstawiciele Bundesligi zaprezentują się na krajowym podwórku?
Spoglądając na rezultaty ostatniej kolejki Ligi Mistrzów, nietrudno uwierzyć, że kwartet Monachium – Dortmund – Leverkusen – Gelsenkirchen dominuje w niemieckiej ekstraklasie. Zupełnie co innego przychodzi do głowy, gdy oglądamy ich spotkania. Zmęczenie? Niełatwo stwierdzić, ale coś może w tym być. Kontuzje? Może i tak, lecz przecież trzy ekipy startowały w optymalnych zestawieniach i tylko S04 zaprezentowało się dobrze. To co jest przyczyną gorszej gry prowadzącej w Bundeslidze trójki (Schalke zagrało przyzwoicie)?
Kibicom niemieckiego futbolu pozostaje mieć nadzieję, że odpowiedź przyniosą nam dwa nadchodzące tygodnie. Z całej czwórki najbardziej niezadowolony może być Bayern Monachium. Pep Guardiola postanowił, że monachijczycy zaczną prezentować się jak FC Barcelona. Nie chodzi tylko o powrót do czerwono-niebieskich strojów, ale również o granie tzw. tiki-taki. Spójrzmy na statystyki, które w tym przypadku pokazują to znakomicie. Średnie posiadanie piłki na poziomie 68%, w pojedynczych meczach dochodzące nawet do 80%, i porażająca liczba podań w jednym spotkaniu, która oscyluje w granicach 650, wskazują na kataloński styl gry w stolicy Bawarii. Czy coś, co starcza na niemiecką ekstraklasę, wystarczy również na opanowanie Europy? A jeśli tak, to na jak długo?
Sobotnie spotkanie Bayernu z HSV może być okazją do rewanżu za poprzednią rundę. Poza gorszymi nastrojami po porażce z Manchesterem City problemem może być coraz dłuższa liczba nieobecnych. Boateng, Robben, Schweinsteiger – jak bez nich poradzą sobie gospodarze? Kataloński szkoleniowiec do dyspozycji ma wciąż szeroką ławkę rezerwowych, którą będzie w stanie załatać duże luki na swojej szachownicy, czego pozazdrościć mu może większość trenerów, w tym Bert van Marwijk. Z pierwszej drużyny HSV nie zagra aż siedmiu piłkarzy. Adler, Beister, Westermann czy Demirbay? Nieobecność którego najbardziej odbije się na gorszej dyspozycji składu z Imtech Arena?
Nie da się ukryć, że Hamburg w tym roku i poprzednich latach to zupełnie inne zespoły. Drużyna, która walczyła jak równy z równym z Bayerem Leverkusen, nie jest obecnie w stanie pokonać dużo słabszego Eintrachtu Frankfurt. Czy uda jej się nawiązać walkę z deklasującymi wszystkich „Bawarczykami”? Przypomnijmy, że gospodarze sobotniego spotkania pokonali ostatnio Werder Brema 7:0. Do głów piłkarzy HSV z pewnością powróciły zeszłoroczne dramaty. W rundzie jesiennej zostali rozgromieni przez najbliższych rywali 9:2. Obecnie tamten wynik jest obracany w żart: – Powinniśmy się zastanowić nad wysłaniem zapytania do DFL, czy w Monachium możemy wyjść w trzynastu albo dwoma bramkarzami – mówi Oliver Kreuzer, dyrektor sportowy.
Bayern bije rekord za rekordem. 40 spotkań bez porażki w Bundeslidze! Ta liczba robi wrażenie. Co jeszcze piłkarzom Pepa Guardioli zostało do pobicia? Strzelecki rekord niemieckiej ekstraklasy. Borussia Moenchengladbach wygrała w 1978 roku z Borussią Dortmund aż 12:0. Bild opublikował na swoich łamach dość kontrowersyjną ankietę, w której pyta, czy nowy rekord padnie już w tę sobotę? Skoro 9:2 nie było problemem, to… Resztę dopowiedzcie sobie sami.
Przypuszczalne składy:
Bayern Monachium: Neuer – Lahm, Van Buyten, Dante, Alaba – Javi Martinez – Mueller, Thiago, Kroos, Ribery – Goetze
Hamburg SV: Drobny – Mancienne, Tah, Djourou, Jansen – Rincon, Badelj, Arslan, Calhanoglu – van der Vaart – Lasogga
Wicemistrz Niemiec gra przeciętnie nie tylko w Champions League, ale również na krajowym podwórku. Awans do fazy pucharowej rzutem na taśmę i dopiero czwarta lokata w niemieckiej ekstraklasie nie napawają optymizmem przed nadchodzącymi dwoma kolejkami. Do tego jeszcze tragedia z kontuzjami. Nieobecnymi można by spokojnie zapełnić całą ławkę rezerwowych. Mimo to po pokonaniu Marsylii zawodnicy w Dortmundzie są w dobrych nastrojach. Juergen Klopp po spotkaniu z Olympique najpierw pogratulował Kubie, by po chwili kazać mu „ruszyć dupę” z wywiadem, którego akurat udzielał. Po godzinach świętowania przyszedł czas na powrót na boisko treningowe i ciężką pracę, która ma sprawić, że nie dojdzie do powtórki z końcówki lat 90., po czym BVB wpadło w wielki dołek formy i kryzys finansowy. W wyniku tego Borussia spadła w ligowe czeluści. Przed jeszcze większym pogorszeniem sytuacji w tabeli ma uchronić ją zwycięstwo nad Hoffenheim, z którym zagra o 15:30 14 grudnia.
Trzy punkty nie zostaną oddane bez walki. „Hoffe” dość niespodziewanie znajduje się w środku tabeli i gra dużo lepiej niż w zeszłym roku. Nawet jeżeli nie pokona podopiecznych Kloppa, to z pewnością napsuje im mnóstwo krwi. W szczególności ma się o to postarać Schipplock, który zostanie (prawdopodobnie) wystawiony na szpicy „Wieśniaków”. Spory popłoch w szeregach defensywy Borussii będzie też siało trio ofensywnych pomocników Volland – Firmino – Johnson. Nie chodzi o (nic im nie ujmując) wielką klasę tych zawodników, ale o młodość, niepewność i brak doświadczenia, szczególnie w centrum defensywy gości. Tuż przed Weidenfellerem stanąć powinien Friedrich i debiutujący w rozgrywkach Marian Saar. Dla młodzieżowego reprezentanta Niemiec będzie to pierwsza okazja do pokazania się tak wielkiej publiczności w Niemczech.
Najważniejsze zadanie tego dnia czeka pomocników i napastników, którzy mają odciągać zagrożenie od „szesnastki” Romana Weidenfellera. – Musimy atakować, wykorzystywać nasze sytuacje i bronić się rewelacyjnie – powiedział przed meczem szkoleniowiec BVB. Markus Gisdol, trener Hoffenheim, jest świadomy, że zwycięstwo Borussii w Lidze Mistrzów utrudni zdobycie oczek jego podopiecznym: – Zwycięstwo w Marsylii zapewni im właściwy rytm, ale te dwie podróże odbiją się na ich psychice. No właśnie. W grę ponownie wchodzi zmęczenie. Czy grający co trzy dni zawodnicy wytrzymają trudy sezonu do końca rundy i będą w stanie zmniejszyć stratę do prowadzących drużyn?
Na koniec piłkarskiego weekendu czeka nas spotkanie na BayArena, gdzie trzeci reprezentant Niemiec w Lidze Mistrzów zmierzy się z Eintrachtem Frankfurt. „Orły” po znakomitym ostatnim sezonie od początku utrzymują się w strefie spadkowej i wiele nie zanosi się na razie na to, by coś się miało zmienić. Zawodnicy „Die Adler” w czwartek zapewnili sobie awans do fazy pucharowej Ligi Europy. Podopieczni Armina Veha na najwyższym poziomie grają jedynie w europejskich pucharach. W Bundeslidze brak zwycięstw od dziesięciu meczów przemawia sam za siebie – Eintracht nie jest gotowy gry na trzech frontach.
Co innego Bayer Leverkusen, który od kilku sezonów znakomicie prezentuje się na przeróżnych boiskach świata. Obecne rozgrywki są jednak dla niego najlepsze od 11 lat. To w końcówce roku 2002 „Aptekarze” zagrali na wiosnę zarówno w Champions League, jak i Pucharze Niemiec. Podopieczni Samiego Hyypii ostatni raz przegrali w Bundeslidze z beniaminkiem, Eintrachtem Brunszwik, w Święto Zmarłych. To pokazuje różnicę klas obu tych drużyn.
Sytuacja kadrowa Eintrachtu i Bayeru nie jest najlepsza, ale nie można jej porównać do tego, co dzieje się chociażby w Monachium czy Dortmundzie. Większy problem z ułożeniem jedenastki powinien mieć Armin Veh. Szkoleniowiec gospodarzy nie skorzysta z ważnego dla zespołu Alexandra Meiera. Ponadto niedyspozycyjni będą Celozzi, Stendera i Aigner. Na BayArena nie pojawią się również Reinartz, Sam i Hilbert, a za czerwoną kartkę pauzować będzie Emir Spahić. Bośniak w spotkaniu z Borussią Dortmund najpierw sfaulował Roberta Lewandowskiego, a następnie wdał się w drobną sprzeczkę z Mkhitaryanem, którego odepchnął. Jak bez doświadczonego obrońcy poradzą sobie gospodarze? Czy zwycięstwo w Lidze Europy sprawi, że Eintracht odblokuje się w Bundeslidze?
Przypuszczalne składy:
Bayer 04 Leverkusen: Leno – Donati, Wollscheid, Toprak, Can – Bender, Rolfes, Castro – Kruse, Kiessling, Son