Pięć koni biegnących po tytuł mistrza Anglii już przebiegło pewien dystans. Na czoło wysunęły się dwa ze stolicy Anglii. Prowadzi nadal ten z zachodniej części Londynu, tuż za nim plasuje się reprezentant północnych dzielnic. Na kolejnych miejscach znajdują się konie ze stajni Manchesteru, najpierw czerwony, a potem depczący mu po piętach niebieski. Stawkę zamyka jeszcze jeden reprezentant Londynu, jednak on traci już do pozostałych uczestników spory dystans. Czas na podsumowanie kolejnych pięciu kolejek angielskiej Premiership w drugiej już części „Bitwy o Anglię”.
Czołg się popsuł

Po fantastycznym początku sezonu, gdzie zdarzyła się tylko jedna wpadka z Manchesterem City, czołg zwany Chelsea popsuł się. Pierwszymi objawami zmęczenia był bezbramkowy remis z Aston Villą. „The Blues” stać było na jeszcze jeden zryw w postaci zwycięstw 2:0 nad Wolves i 2:1 nad Blackburn. Potem rozpoczęły się męczarnie. Najpierw podopieczni Carlo Ancelottiego pojechali na Anfield Road, by zmierzyć się Liverpoolem, który w tym sezonie na własnym obiekcie potrafił przegrać z Blackpool. Jednak zawodnicy Roya Hodgsona zagrali bardzo dobry mecz i zasłużenie wygrali 2:0. Katem londyńczyków był Fernando Torres, który zdobył obie bramki. Po tej porażce na Stamford Bridge przyjechało Fulham. Dzięki bramce Essiena udało się zdobyć cenne trzy punkty, jednak zostały one przypieczętowane stratą Ghańczyka na trzy kolejne spotkania z powodu czerwonej kartki i zdarzenia, za które ją otrzymał. O ostatniej kolejce chyba każdy kibic klubu z zachodniego Londynu chciałby zapomnieć. Sunderland, który był skazany na pożarcie przez „The Blues”, prawie ten sam zespół co w styczniu tego roku na Stamford Bridge przegrał aż 2:7, udanie się zrewanżował i wbił Chelsea aż trzy bramki. Jedynym zawodnikiem zasługującym na pochwałę w tym meczu był Petr Cech, bo gdyby nie czeski bramkarz, to spotkanie zakończyło by się pogromem. Wnioski? Krótkie i treściwe. Bez swojej głównej armaty w postaci Didiera Drogby i dwóch motorów napędowych, jakimi są Frank Lampard i Michael Essien, „The Blues” mogą przegrać z każdym. Ponadto kontuzjowany jest John Terry, a duet na środku obrony Ferreira – Ivanović nie jest żadną przeszkodą dla napastników drużyny przeciwnej. Zresztą swoje „umiejętności” pokazali oni w meczu z „Czarnymi Kotami”. Jeśli Ancelotti chce obronić mistrzowski tytuł, musi pomyśleć o kupieniu jakiegoś klasowego środkowego obrońcy.
„Kanonierzy” wreszcie strzelają













