Birmingham City pokonał w finale Pucharu Ligi Angielskiej na Wembley Arsenal 2:1. Gola na wagę zdobycia trofeum i gry w następnym sezonie w Lidze Europejskiej zdobył po koszmarnym błędzie Laurenta Kościelnego Obefemi Martins. Wojciech Szczęsny, niestety, nie będzie mile wspominał tego spotkania.
Arsenal chciał zdobyć pierwsze z czterech trofeów, po jakie zamierza sięgnąć w tym sezonie. Ostatni triumf „Kanonierów w Pucharze Ligi Angielskiej miał miejsce w 1993 roku. Ich rywalem było Birmigham City, które w przypadku wygranej w tych rozgrywkach zapewniało sobie udział w Lidze Europejskiej. Ostatnie zwycięstwo „Blues” w tym pucharze pamiętają już najstarsi kibice tego klubu, bo było ono w 1963 roku.
Spotkanie na Wembley, które jest areną finału Pucharu Ligi Angielskiej od 2008 roku, rozpoczęło się po myśli „Kanonierów”, którzy od pierwszych minut starali się narzucić swój styl gry. Na efekty nie trzeba było długo czekać, już w 6. minucie doskonałą okazję miał Robin van Persie, jednak jego strzał trafił w boczną siatkę. 60 sekund później obrońcami „Blues” zakręcił Andrij Arszawin, ale Ben Foster nogami wybił jego uderzenie. W 13. minucie na indywidualną akcję skusił się Samir Nasri, ale i jego strzał był niecelny.
Po tym szybkim początku tempo meczu wyraźnie opadło, obie drużyny skupiały się na ataku pozycyjnym. Żadna drużyna nie potrafiła przejść szczelnej obrony rywala ani nawet oddać jakiegoś strzału. Kibice, którzy zasiedli na Wembley, na gola czekali aż do 27. minuty. Niespodziewanie na prowadzenie wyszli piłkarze z Birmingham, a na listę strzelców wpisał się Nikola Żigić, który wykorzystał zbyt wczesne wyjście z bramki Wojciecha Szczęsnego i kompletnie niepilnowany pokonał Polaka strzałem głową z najbliżej odległości.
Arsenal mógł szybko wyrównać stan meczu, ale główka Robina van Persiego minimalnie minęła okienko bramki strzeżonej przez Bena Fostera. „Kanonierzy” coraz bardziej dominowali, jednak nie potrafili się przebić przez szczelną defensywę podopiecznych Aleksa McLeisha. Sztuka ta udała im się w 38. minucie, gdy stan meczu wyrównał Robin van Persie. Najpierw Jack Wilshire popisał się fantastyczną bombą zza pola karnego, jednak piłka odbiła się od spojenia i po małym zamieszaniu trafiła pod nogi Andrija Arszawina. Rosjanin minął dwóch obrońców „Blues” i dośrodkował w pole karne, a całą akcję strzałem w woleja wykończył pełniący pod nieobecność Cesca Fabregasa funkcję kapitana Robin van Persie. Mimo iż sędzia doliczył aż cztery minuty do końca pierwszej połowy, wynik nie uległ zmianie.
Trzy minuty po wznowieniu gry znakomitą okazję miał Tomas Rosicky, jednak jego strzał był minimalnie niecelny. Tempo gry znowu opadło, a obie drużyny skupiły się na ataku pozycyjnym. Więcej z gry mieli podopieczni Arsene Wengera, ale nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną w tym dniu obronę Birmingham.
Spotkanie znowu się ożywiło w końcowych 15 minutach. Najpierw Ben Foster powstrzymał skuteczną interwencją strzał Tomasa Rosicky’ego, a później w fantastyczny sposób wybronił uderzenie Samira Nasriego. „Kanonierzy”, podobnie jak w końcówce pierwszej połowy, zepchnęli do głębokiej defensywy podopiecznych Aleksa McLeisha, zamykając ich na swojej połowie. Jednak piłkarze z północnego Londynu wciąż mieli problem z dostaniem się w pole karne przeciwnika, a ewentualne strzały z dystansu były wyłapywane przez Fostera lub były bardzo niecelne. Arsenalowi nawet nie pomogło wprowadzenie dwóch napastników, bo ani Niklas Bendtner, ani Mourane Chamakh nic nie wnieśli nowego do gry.










