Kilka dni temu Sam Allardyce stwierdził, że w 2006 roku zasługiwał na stołek selekcjonera reprezentacji Anglii. Dziś, dziewięć lat po jego rozczarowaniu, „Big Sam” rozpoczyna pracę w Sunderlandzie. Szczyt marzeń? Niekoniecznie.
Sam Allardyce to poniekąd weteran wśród angielskich trenerów klubowych (rocznik 1954). W swojej karierze prowadził (z wieloma sukcesami) m.in. Bolton Wanderers, a ostatnio był szkoleniowcem West Hamu, z którym udało mu się, co prawda bocznymi drzwiami i dzięki klasyfikacji fair play, awansować do Ligi Europy. „Młoty” pod wodzą Allardyce’a prezentowały futbol nieco archaiczny, pozbawiony polotu czy finezji, według Jose Mourinho futbol z XIX wieku. „Big Sam” to wyznawca tradycyjnego wyspiarskiego „kick and rush”. Jest niejako niewolnikiem swojego własnego stylu gry, który bazuje na ogromnej liczbie długich podań, kierowanych w stronę klasycznej „9”. Środek pola w drużynach Sama Allardyce’a to mieszanka ambicji i brutalności. Z kolei linię defensywną tworzą zazwyczaj obrońcy dość mocno ograniczeni swoimi technicznymi umiejętnościami. Jednak podejściu „Big Sama” do futbolu nie można odmówić jednego – skuteczności działania. Właśnie tego potrzebuje Sunderland.
https://www.youtube.com/watch?v=wQaZW8wvFyM
Trudno powiedzieć, w jaki sposób Allardyce zestawi jedenastkę „Czarnych Kotów”. Można się jednak spodziewać, że na boisku częściej widywać będziemy dobrze znanego nam z ostatnich dni Szkota, Stevena Fletchera. Stylem gry do złudzenia przypomina on Andy’ego Carolla, co idealnie pasuje do koncepcji „Big Sama”. Niezwykle ważną rolę będzie z pewnością odgrywał doświadczony Jermain Defoe. Jego rozgrywanie i rutyna, być może nawet kilkukrotnie, zadecyduje o losach niezwykle ważnych meczów.

Dyscyplina taktyczna, praca na rzecz wspólnego dobra, a przede wszystkim boiskowa solidarność – tylko to pozwoli Sunderlandowi zakończyć obecne rozgrywki z happy endem.
Allardyce już w pierwszych dniach swojego urzędowania na „Stadium of Light” dał jasno do zrozumienia, że klub ma poważne problemy, a jedyną receptą na ich rozwiązanie jest spokojna, systematyczna praca. Dużą rolę w całym procesie odbudowy Sunderlandu mają odegrać fanatyczni kibice, którzy już niejednokrotnie dowiedli swojej lojalności. Tym, co dziś wyróżnia Sunderland spośród ligowej szarzyzny, jest właśnie dwunasty zawodnik – zawsze oddany i wierny. Być może wsparcie trybun będzie swoistą kartą przetargową dla nowego oblicza Sunderlandu.
Sam Allardyce to z całą pewnością jeden z najbardziej doświadczonych trenerów w lidze angielskiej. Szkoleniowiec, który z niejednego pieca chleb jadł. Premier League to dla niego otwarta księga, której strony może wertować bez żadnych oporów. Pytanie, czy kadra, którą zarządza obecnie Sunderland, jest wystarczająca dobra do tego, aby „Big Sam” spełnił swoje menedżerskie ambicje. Futbolowy pragmatyzm może być wielką zaletą Sunderlandu, dla którego najważniejsze są punkty, a nie styl gry. Allardyce wcieli się w rolę rzeźbiarza, który w dość niesfornym materiale musi wykonać solidny posąg. Posąg, który przetrwa wielorakie zmiany, zawirowania i perturbacje. Posąg, który mówiąc w skrócie, pozostanie na dziedzińcu Premier League przez kolejny sezon.











