Po siedmiu kolejkach T-Mobile Ekstraklasy Widzew Łódź w dalszym ciągu pozostaje niepokonany. O ile defensywa prezentuje się bardzo dobrze, o tyle widoczne są problemy z grą w ataku. Jarosław Bieniuk uważa, że trzeba solidnie popracować nad stwarzaniem sytuacji, bo sama dobra gra w obronie nie wystarczy, by zdobywać punkty.

Gra defensywna w Waszym wykonaniu była dziś bez zarzutu. Zarówno bramkarz, jak i obrońcy Widzewa zasługują dzisiaj na słowa pochwały.
Mnie to osobiście cieszy, że obrona jest w dobrej dyspozycji i stawiamy rywalom wysoko poprzeczkę. Ciężko jest nam strzelić gola, do tej pory straciliśmy tylko trzy bramki, ale wiecznie to trwać nie będzie, musimy zacząć strzelać gole, bo jest problem z konstruowaniem akcji z przodu i stwarzaniem sytuacji.
Z czego to wynika Pańskim zdaniem?
Nie wiem, musimy wspólnie usiąść i zastanowić się, na czym polega problem, przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Czeka nas naprawdę bardzo trudny mecz z Jagiellonią u siebie i jeżeli zagramy w takim stylu, to prawdopodobnie nie zdobędziemy punktów. Trzeba się porządnie zastanowić i w kolejnym spotkaniu zagrać o wiele lepiej.
Mimo wszystko kilka okazji na strzelenie bramki dziś było.
Kilka, ale widać za mało, żeby wygrać.
Zagłębie dopiero w końcówce tak naprawdę Wam zagroziło.
W ostatnich pięciu minutach rzeczywiście cofnęliśmy się, Zagłębie zaczęło atakować. Nie wiem, z czego to wynika, zmiany też nie wnosiły ożywienia do naszej gry ofensywnej. Wcześniej zawodnicy, którzy wchodzili, zmieniali oblicze gry, zwłaszcza w drugiej połowie. Dzisiaj tego zabrakło, w poprzednim meczu też tego zabrakło. Trzeba coś zmienić i zagrać zdecydowanie lepiej.
Czy tej młodej krwi nie było za dużo w końcówce meczu?
Co ja mogę powiedzieć? Nie jestem trenerem i trudno mi tak na gorąco po meczu oceniać. Sztab musi się zastanowić, co należy poprawić, żeby w meczu z Jagiellonią zaprezentować się o wiele lepiej.
Gdy na boisku przebywali Dzalamidze, Okachi czy Grzelczak, Widzew stwarzał jakieś zagrożenie, po ich zejściu tych sytuacji podbramkowych zabrakło.
Jeśli Piotrek (Grzelczak – dop. red.) jest w nie najwyższej formie i Nika Dzalamidze nie gra z takim polotem, z jakim grał wcześniej, to brakuje nam z przodu trochę siły ognia. Szkoda, że te zmiany nie wprowadziły zbyt wiele. Nie można powiedzieć, że nic nie dały – chłopcy zagrali solidnie, bez większych błędów, ale nie mogliśmy w końcówce stworzyć sytuacji, było kilka okazji ku temu, żeby skontrować Zagłębie, nie udało się. Jedyny pozytyw jest taki, że nie przegraliśmy.











