„Krystian Bielik w Arsenalu! Czy okaże się następcą Patricka Vieiry?” Na tego typu newsy ostatnimi czasy można trafić praktycznie wszędzie – w prasie, telewizji lub portalach poświęconych T-Mobile Ekstraklasie. Szczerze mówiąc, chwilami mam wrażenie, że Krystian Bielik, czyli nowy pomocnik Arsenalu, zakupiony przez klub z północnego Londynu za kwotę ok 2,5 mln euro, już został skazany przez polskie media na odniesienie rychłego sukcesu i zrobienie oszałamiającej kariery. Złośliwi dodają jednak, iż siedemnastolatek został sprowadzony do stolicy Anglii tyko po to, by w kadrze „The Gunners” zgadzała się liczba Polaków. Wojciech Szczęsny musi mieć przecież u boku swego krajana, którego rolę wcześniej spełniali dwaj Łukaszowie: Fabiański i Podolski.
To jednak tylko nieliczne głosy złośliwców zazdroszczących Bielikowi sławy, jaką ostatnio zdobył. Bo nietrudno zauważyć, że od otwarcia zimowego okienka transferowego nazwisko młodzieńca było odmieniane przez wszystkie przypadki. Polscy kibice z wypiekami na twarzy śledzili batalię kilku uznanych klubów europejskich o pozyskanie utalentowanego pomocnika, którego ostatecznie do przejścia na Emirates przekonywał sam Arsene Wenger. Czy Krystian jest naprawdę wart pieniędzy, jakie za niego zapłacili włodarze Arsenalu i dlaczego wszyscy oszaleli na jego punkcie, skoro nie ma nawet pewności, że zdoła w bieżącym sezonie zadebiutować na Wyspach?
No właśnie, sam zawodnik zdaje sobie sprawę z konkurencji, jaka panuje w Arsenalu, ale ponoć trener londyńczyków opracował trzyletni plan wdrażania Bielika do pierwszego składu „Kanonierów”. Co więcej, sam Boss, jak nazywa się Wengera, powiedział, iż Krystian za chwilę rozpocznie treningi z dorosłą kadrą 13-krotnych mistrzów Anglii. Wszystko wygląda więc pięknie, jednak chyba zbyt pięknie, by mogło okazać się prawdziwe. Od razu trzeba powiedzieć jasno: były już gracz Legii zaryzykował bardzo dużo, podpisując kontrakt z „Kanonierami”. Mógł przecież pozostać na Łazienkowskiej i próbować zaistnieć w drużynie Henninga Berga, bo właściwie młody pomocnik nic jeszcze na polskiej ziemi nie zdołał osiągnąć. W T-Mobile Ekstraklasie zaliczył raptem pięć spotkań plus jedno w Lidze Europy. To jednak wystarczyło, by zwrócić na siebie uwagę kilku znanych ekip Starego Kontynentu. Krystian pojechał zatem do Londynu jako gracz jeszcze bardzo mało ukształtowany, niedoświadczony. Trudno przypuszczać, by Wenger zaczął na niego od razu odważnie stawiać. Bo niby kiedy Bielik miałby zadebiutować? W Premier League, gdzie Arsenal toczy co tydzień zażarte boje o zajęcie co najmniej czwartego miejsca? Wątpię. A może zagra w FA Cup, czyli właściwie jedynych rozgrywkach, które „Kanonierzy” mogą (dodajmy: drugi raz z rzędu) wygrać? Raczej nie. To co nam zostaje? Liga Mistrzów? Wolne żarty.
https://www.youtube.com/watch?v=R3u0ZrRfLg8
Tak naprawdę Bielik powinien cieszyć się, jeżeli chociaż raz w tym sezonie zdoła powąchać trawę podczas jakiegokolwiek spotkania swojej nowej ekipy. Trudno przypuszczać, by natychmiast zdołał wygryźć ze składu „Kanonierów” Flaminiego, Artetę czy Wilshere’a. A są jeszcze przecież nie gorsi od wymienionych wcześniej piłkarzy Francis Coquelin i Tomas Rosicky. Żadnego z tych pomocników Bielik nie ma szans pozbawić choćby miejsca na ławce rezerwowych. Choć znając Wengera, kto wie? Francuz już niejednokrotnie potrafił zadziwić wszystkich i z chuderlawego młodzieniaszka zrobić piłkarza przez duże P.











