Nie było litości. Lech jedzie do Bazylei grać z ekipą Derlisa Gonzaleza, Zdravko Kuzmanovicia i Birkira Bjarnasona. Darko Jevtić wraca do rodzimego klubu i ma szansę udowodnić, jak bardzo włodarze mylili się w stosunku do jego osoby. Szanse? Faworytem będą oczywiście Szwajcarzy, ale… No właśnie, czy jest jakieś ale?
Już przed losowaniem wiadomo było, że Lecha czeka o wiele trudniejsza przeprawa niż w II rundzie eliminacyjnej. Drużyna Macieja Skorży nie była rozstawiona (zabrakło sporo, prawie 5 punktów rankingowych) i jasne było, że rywal będzie uznawany za faworyta. Dzisiaj po podziale na koszyki dowiedzieliśmy się, że „Kolejorz” może zagrać z m.in. Steauą Bukareszt, ale też z dobrze znanym polskim kibicom Stjarnanem rywalizującym, nomen omen, z Celtikiem Glasgow.
Ostatecznie Linetty i spółka wylosowali najgorzej jak mogli. Jeżeli uda im się przejść FK Sarajevo (co raczej uznaje się w powszechnej opinii za pewne), przyjdzie im grać z Bazyleą, zeszłorocznym pogromcą Liverpoolu, zespołem, który dotarł aż do 1/8 finału Ligi Mistrzów, a tam dosyć boleśnie spadł z konia w dwumeczu z FC Porto. W pierwszym meczu okazał się jednak równorzędnym przeciwnikiem dla ekipy z Dragao.
Z zespołu przed sezonem odeszło dwóch liderów. Fabian Schaer wybrał Hoffenheim, a kapitan zespołu Fabian Frei wylądował w FSV Mainz. W ich miejsce ściągnięto jednak Kuzmanovicia z Interu i byłego kolegę klubowego Bartosza Salamona z Pescary – Birkira Bjarnasona. Oprócz nich szczególną uwagę trzeba będzie zwrócić na paragwajskiego skrzydłowego Derlisa Gonzaleza, gwiazdę tegorocznego turnieju Copa America, a także młodą nadzieję szwajcarskiego futbolu – Breela Embolo, którego rodzice pochodzą z Kamerunu.
Lech niestety nie mógł trafić gorzej. Szansy należy upatrywać w linii defensywnej, która nie jest monolitem, a także w braku rytmu meczowego zespołu ze Szwajcarii. Dodatkowo pierwszy mecz jest przy Bułgarskiej. W tym przypadku, przy możliwym komplecie publiczności, niesieni dopingiem lechici mogą wypracować zaliczkę. Wybaczcie, będę jednak optymistą.











