Jesteśmy już po piątym dniu spotkań rozgrywanych w ramach Euro 2012. Napastnicy strzelają gole, bramkarze bronią swojej świątyni, którą jest bramka, selekcjonerzy reprezentacji doradzają cennymi wskazówkami, natomiast kibice kibicują i robią całą otoczkę pod najważniejszą imprezę piłkarską na Starym Kontynencie, która jest naprawdę niesamowita. Tym razem pod lupę w iGolu wzięliśmy Strefę Kibica, która znajdowała się w Parku Śląskim w Chorzowie, oraz Ogród Kibica, który został umiejscowiony pod Spodkiem w Katowicach. O ile centrum Katowic słynie już z żywiołowo dopingujących kibiców, którzy mocno trzymają kciuki za „Biało-czerwonych”, chociażby z meczów siatkarzy, to kibice znajdujący się w Parku Śląskim na słynnych Polach Marsowych jeszcze tak znani nie są, ale zapewne już nie długo…
W Chorzowie powstała Strefa Kibica, która jest największa na Górnym Śląsku i może pomieścić ponad dziesięć tysięcy ludzi. Każdy, kto się w niej pojawi, może zarówno zjeść, napić się, ale przede wszystkim przeżywać niezwykłe emocje w doborowym towarzystwie i poczuć ekscytację, która towarzyszy sympatykom futbolu na stadionach. Ponadto warto odnotować, że niedaleko Strefy Kibica położony jest słynny „Kocioł Czarownic”, na którym swego czasu reprezentacja Polski rozgrywała fantastyczne spotkania, jak chociażby te z ostatnich lat z Norwegią, Portugalią czy Czechami. Woń tego magicznego – dla każdego szanującego się kibica futbolu – czuć aż nadto. Co prawda, prace nad konstrukcją dachu stadionu stanęły ostatnio w martwym punkcie, ale jednak atmosfera, która udzielała się kibicom na tym stadionie, skutecznie przeniosła się na Pola Marsowe w Chorzowie.

W momencie, gdy w piątej minucie wślizgiem gola próbował zdobyć Sebastian Boenisch, ludzie zgromadzeni pod Spodkiem już widzieli piłkę w siatce Małafiejewa. Jednak ten trafiony w nogę ostatecznie nie dał się pokonać, co odebrane zostało z niezadowoleniem publiczności. Pewna urodziwa blondynka zapytana o to, jaki wynik przewiduje, powiedziała około pierwszego kwadransa gry, że Polska wygra 2:1. Zaraz podchwyciła to reszta kibiców i zaczęły się śpiewy: „Polska, Biało-czerwoni, Polska, Biało-czerwoni”. To, co krzyczeli kibice, z pewnością słyszeli robotnicy będący na budowie powstającego właśnie nowiutkiego dworca kolejowego w Katowicach. Swoją drogą panowie ci byli zdegustowani, że nie mogli razem z innymi napić się złocistego trunku i emocjonować się meczem, w którym grali podopieczni Franciszka Smudy. Jednak był też optymistyczny akcent w całej tej śmiesznej, bądź co bądź, sytuacji, gdy jeden pan do drugiego pana powiedział: – No co ty, Bolek, nie martw się… Mam radio. Posłuchamy pana Zimocha, on lepiej oddaje emocje niż „ skwitował dyskusję. Nic dodać, nic ująć. Najważniejsze to radzić sobie w każdej sytuacji, czyż nie?












