Liverpool nie dał dziś szans ekipie „The Villans”, pewnie zwyciężając na jej stadionie 2:0. Świetne spotkanie rozgrywali Craig Bellamy i Luis Suarez. Walijczyk był dziś „spiritus movens” świetnej gry podopiecznych Kenny’ego Dalglisha, żaden z defensorów Aston Villi nie był w stanie go zatrzymać. O postawie formacji ofensywnej gospodarzy lepiej nic nie mówić.
Spotkanie Aston Villi z Liverpoolem reklamowane było jako jednen z ciekawszych pojedynków 16. kolejki Barclays Premier League. Obie drużyny spisują w tym sezonie poniżej oczekiwań i dobry rezultat w tym pojedynku mógłby wywindować jedną z nich na wyższą lokatę w lidze.

Pierwsza połowa należała do Liverpoolu. Goście od początku spotkania przeważali, wyróżniał się zwłaszcza Stewart Downing, który jeszcze rok temu występował w ekipie „The Villans”. Jednak to nie on zadał pierwszy celny cios. W głównej roli wystąpił bowiem Craig Bellamy. Niepokorny Walijczyk w 11. minucie otwarł wynik meczu. Skrzydłowy wykorzystał potworne zamieszanie w polu karnym gospodarzy i w efekcie dobił piłkę do pustej bramki. Niedługo potem ten sam gracz świetnie dośrodkował z rzutu rożnego i Martin Skrtel głową podwyższył na 2:0. Gracze Aston Villi próbowali odpowiedzieć, spore zagrożenie dla Liverpoolu stwarzał N’Zogbia, jednak jego strzałom brakowało precyzji. Tempo meczu było bardzo szybkie, przebieg gry mógł robić wrażenie. Liverpool bardzo dobrze wykonywał stałe fragmenty gry, niejeden ich korner siał popłoch wśród defensywy podopiecznych Alexa McLeisha. Nie doczekaliśmy się już jednak żadnych bramek.
Kilka chwil po wznowieniu meczu powinno być 3:0 dla „The Reds”. Fantastyczną centrą popisał się Bellamy, ale Daniel Agger z trzech metrów nie trafił głową do bramki Guzana. W przeciągu kolejnych dziesięciu minut dwukrotnie bardzo bliski zdobycia gola był Luis Suarez, ale napastnik trafiał odpowiednio w słupek i poprzeczkę. Fortuna nie sprzyjała dzisiaj Urugwajczykowi. Swoją dogodną okazję miał też Charlie Adam, ale do szczęścia zabrakło kilku centymetrów – o tyle właśnie jego uderzenie minęło bramkę gospodarzy. Pod koniec pojedynku na Villa Park z zawodników Liverpoolu nieco uszło powietrze. Widząc to, Alex McLeish mógł postawić wszystko na jedną kartę i nakazać swym graczom zmasowanych ataków. Duch zespołu gospodarzy był jednak dzisiaj uśpiony, na dobrą sprawę nie stworzyli oni żadnej klarownej okazji do zdobycia kontaktowej bramki w drugiej połowie. Zniesmaczeni kibice na kilka minut przed końcem zaczęli opuszczać trybuny stadionu, co jest chyba najbardziej wymowną recenzją postawy Aston Villi. Liverpool pewnie wygrał dziś 2:0.











