Górnicy rundę jesienną u siebie kończyć musieli bez udziału publiczności. Zazwyczaj żywy stadion w Zabrzu świecił pustkami, a do naszych uszu dobiegał każdy krzyk z boiska. Powoli przyzwyczajamy się jednak do tej sytuacji. Tej jesieni zabrzanie już dwukrotnie tracili pełną pulę punktów na własnym obiekcie i to w dwóch meczach z rzędu. Taka sytuacja nie zdarzyła się od bardzo dawna, w poprzedniej kampanii ani razu. Starcie z Cracovią miało pokazać, że porażki były zwykłym wypadkiem przy pracy.
Gdyby nie odjęte przez związek pięć punktów, dziś krakowianie walczyliby o znaczne zbliżenie się do czołówki ligi. A tak nie mogą być pewni tego, że zimę spędzą w górnej połowie ekstraklasy. Ostatnimi czasy atmosfera wokół klubu jest jednak… nieciekawa. W dodatku zespół na pewno nie mógł postawić siebie w roli faworyta i rozpoczął mecz spokojnie, szukając okazji do kontrataku.
Szczelna defensywa
W zespole Górnika do pełni sił wrócili nieobecni dwa tygodnie temu (w pierwszym składzie) Jimenez i Janża. Udział tego pierwszego w przebiegu całego spotkania można było zauważyć natychmiastowo. Hiszpan był bardzo aktywny praktycznie od początkowego gwizdka. Pierwsze minuty to typowe „badanie” się nawzajem przez obie ekipy, jednak kiedy tylko zabrzanie wyczuli, że mogą zepchnąć „Pasy” na ich połówkę – właśnie to zrobili.
To jednak nie tak, że goście nie mieli swoich szans. Dobra postawa w defensywie, próby skontrowania… Wszystko wyglądało poprawnie, natomiast brakowało błysku, dzięki któremu krakowianie mogliby zdobyć bramkę. Gospodarze starali się oddawać strzały, jednak piłka jak w pinballu odbijała się od defensorów ekipy przyjezdnej.
Im dalej w las, tym częściej piłka znajdowała się na połowie Cracovii pod nogami zawodników „Trójkolorowych”. Wielbiciele taktyki na pewno zauważyli, jak dobrze w defensywie poruszają się piłkarze z Krakowa. Łapali graczy gospodarzy na małej przestrzeni, nie dawali im zbyt wiele miejsca na wymienianie podań pod polem karnym Niemczyckiego. Naprawdę wyglądało to nieźle.
Wiatr w oczy
Wiadomo jednak, że im dłużej pozwalamy rywalom kontrolować grę, tym śmielej będą oni konstruować kolejne ataki. Tak było i tym razem, bo w ciągu kilkudziesięciu sekund Górnik stworzył sobie dwie dobre sytuacje. Najpierw Jesus Jimenez uciekł obrońcom, jednak jego strzał powędrował wprost w ręce młodego golkipera. Później błąd popełnili obrońcy Cracovii.











