W meczu zamykającym sobotnią serię spotkań w ramach siódmej kolejki niemieckiej Bundesligi HSV pokonało Bayern Monachium 1:0. Gola na wagę trzech punktów strzelił w drugiej połowie Mladen Petrić.
Konfrontacja na HSH Nordbank Arena zapowiadała się niezwykle ciekawie. Zespół HSV przed tą kolejką był liderem niemieckiej Bundesligi, a Bayern po słabym początku zaczął seryjnie zdobywać po trzy punkty. Imponował także styl, w jakim „Bawarczycy” odnosili kolejne zwycięstwa. Inkasowali rywalom po kilka bramek, nie pozostawiając złudzeń, kto był lepszy w danym spotkaniu. Gospodarze tego starcia natomiast od początku rozgrywek utrzymują stabilną, wysoką formę. Oczekiwania przed tym meczem były zatem duże.
Już w pierwszych trzech minutach gry podopieczni Bruno Labbadii oddali dwa strzały na bramkę Hansa-Jorga Butta. Były to jednak uderzenia niecelne, choć tymi próbami chcieli pokazać, że będą walczyć o „całą pulę”. W 11. minucie prostopadłą piłkę w pole karne otrzymał Arjen Robben. Reprezentant Oranje zdecydował się na płaski strzał w długi róg, lecz futbolówka minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Franka Rosta. Przez kolejne minuty gra toczyła się w spokojnym tempie, ale to goście częściej byli przy piłce, starając się umiejętnie ją rozgrywać i konstruować ataki pozycyjne. W 26. minucie po centrze w okolice piątego metra od bramki monachijczyków najwyżej do futbolówki wyskoczył Mladen Petrić. Jego strzał głową jednak minimalnie przeleciał nad poprzeczką. Niesamowitymi umiejętnościami wykazał się Butt pięć minut później. Niemiec sparował bowiem zmierzające między słupki uderzenie Jerome Boatenga. Była to najlepsza okazja do tego, by otworzyć wynik meczu.
Do końca premierowej odsłony więcej okazji nie mieliśmy. I choć niektóre akcje po obu stronach budziły podziw, to nie zakończyły swojego biegu w siatce jednej z bramek. Zdecydowanie więcej można było oczekiwać po pierwszych trzech kwadransach. Piłkarze zatem schodzili do szatni, a fani zgromadzeni na stadionie z nadzieją liczyli na lepszą drugą połowę meczu. Gorąco pod bramką Butta zrobiło się siedem minut po wznowieniu gry. Golkiper z Bawarii zmuszony był do interwencji przy uderzeniu Petricia z rzutu wolnego. Po odbiciu piłki przed siebie, w zamieszaniu na piątym metrze zwycięscy okazali się gracze w czarnych strojach i ostatecznie zażegnali niebezpieczeństwo.
W 56. minucie swoich byłych kolegów mógł pokonać Ivica Olić. Chorwat płaskim strzałem z bliskiej odległości nie zdołał jednak pokonać Rosta. Bramkarz gospodarzy w tej sytuacji popisał się genialnym instynktem, odbijając futbolówkę nogami. Niemoc strzelecka została przełamana w 72. minucie. Ku uciesze miejscowych kibiców, to właśnie ich drużyna wyszła na prowadzenie. Po dynamicznym rajdzie i wbiegnięciu z piłką w pole karne, wzdłuż bramki zagrał Brazylijczyk Ze Roberto. Formalnością dla Mladena Petricia było skierowanie piłki do pustej już bramki. Z kryciem Chorwata spóźnił się natomiast chwalony ostatnio Philipp Lahm. Od tego momentu zawodnicy HSV cofnęli się na swoją połowę, czekając na to, co zrobią podopieczni Louisa Van Gaala. Sześć minut przed ostatnim gwizdkiem arbitra do siatki trafili co prawda gracze Bayernu. Nie ulega jednak wątpliwości, że bramka padła ze spalonego i słusznie nie została ona zaliczona przez Michaela Weinera.








