W ramach 17. kolejki Ekstraklasy w piątkowy dzień doszło do pojedynku zespołów odpowiednio z miejsc dziesiątego i szesnastego. We Wrocławiu po dobrym spotkaniu miejscowy Śląsk zremisował z outsiderem rozgrywek, Cracovią, 0:0.
Mecz we Wrocławiu z animuszem rozpoczęli gospodarze. Piotr Ćwielong już w 2. minucie atomowym strzałem z woleja mógł otworzyć wynik tego widowiska, ale fantastyczną paradą popisał się Wojciech Kaczmarek. Zawodnik ten słusznie miał duże pretensje do swoich kolegów z obrony, gdyż od samego początku w ich szeregach zabrakło odpowiedniej koncentracji. Następnie w 15. minucie pod polem karnym „Pasów” ponownie zrobiło się groźnie. Po rzucie rożnym piłkę przed pole karne wybyli goście, dopadł do niej Waldemar Sobota i oddał mocny strzał w światło bramki, który sparował przed siebie Kaczmarek, a nieskuteczną dobitką popisał się Sebastian Mila. Niestety dla kibiców zgromadzonych przy Oporowskiej, piłka trafiła tylko w boczną siatkę i skończyło się na zawodzie. Podopieczni Szatałowa przynajmniej przez większą cześć pierwszej odsłony sprawiali wrażenie drużyny bardzo ospałej, rozpaczliwie się broniącej, w niczym nieprzypominającej tej sprzed tygodnia.

Przed kolejną okazją Śląsk stanął chwilę później. Wypuszczony prawym skrzydłem Amir Spahić dograł na piąty metr do wbiegającego Gikiewicza. Temu zabrakło dosłownie kilku centymetrów, aby zdążyć i skierować piłkę do siatki. Kolejna okazja podopiecznych Lenczyka miała miejsce tuż przed przerwą. Z 16. metra bardzo groźnie uderzał Kazimierczak i zabrakło kilkanaście centymetrów, by gospodarze wyszli na zasłużone prowadzenie.
Po tym zdarzeniu we Wrocławiu nic godnego uwagi się nie wydarzyło i sędzia zaprosił obie jedenastki do szatni. Trzeba przyznać, że po pierwszych trzech kwadransach tempo tych zawodów stało na przyzwoitym poziomie, a wyraźną przewagę osiągnęli zawodnicy Śląska. Zespół Cracovii na razie dzielnie się bronił i zapobiegał groźnym akcjom dziesiątej siły naszej ligi.
Można powiedzieć, że druga część gry tak naprawdę zaczęła się dopiero w 57. minucie, kiedy dwójkową akcję pomiędzy Milą a Ćwielongiem zakończył ten drugi, nie sprawiając jednak żadnych trudności golkiperowi z Krakowa. Ostatnia drużyna naszej Ekstraklasy wreszcie stworzyła jakąś groźniejszą sytuację dokładnie w 63. minucie. Z rzutu wolnego szczęścia próbował Suvorov i futbolówka nieznacznie minęła lewe okienko bramki Kelemena.












