Górnik Zabrze zremisował z Koroną Kielce 0:0 w meczu 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Podopieczni Ryszarda Wieczorka mogą mówić o sporym szczęściu, gdyż od 53. minuty grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Mańki.

W pierwszej połowie Górnik starał się narzucić Koronie swój styl gry. Kielczanie czekali z kolei na możliwość skontrowania. Gospodarze oddali kilka strzałów z dystansu, ale żadne nie trafiło w światło bramki Małkowskiego. Zabrzanie w ciągu 20 minut wywalczyli pięć rzutów rożnych, ale nie potrafili w ten sposób stworzyć zagrożenia. Gdy Górnik nieco odpuścił pressing, do głosu doszli goście. W 28. minucie fantastycznym prostopadłym podaniem popisał się Cebula, ale Kiełb w sytuacji sam na sam strzelił obok bramki Kasprzika. Zabrzanie postanowili ponownie zaatakować. Dopiero w 39. minucie zdołali stworzyć klarowną sytuację do strzelenia bramki. Iwan przejął w środku pola piłkę od Dejmka i natychmiastowo uruchomił podaniem Madeja. Ten po przebiegnięciu kilkunastu metrów znalazł się w sytuacji sam na sam z Małkowskim, ale strzelił obok słupka. Pod koniec tej części spotkania sędzia Borski sam dostosował się do poziomu gry i zamiast odgwizdać faul na Madeju pod polem karnym Korony… zakończył bezbarwną pierwszą połowę.
Druga połowę znów z animuszem rozpoczęli gospodarze. Po dośrodkowaniu Majtana Małkowski uderzył głową, ale piłka przeleciała tuż obok bramki Korony. Najbardziej przełomowym momentem meczu mogła być czerwona kartka dla Mańki. Po rzucie rożnym bramkarz Korony, Małkowski, przejął piłkę i wyekspediował ją daleko w stronę wychodzącego na czysta pozycję Korzyma. Ten jednak został sprowadzony do parteru przez prawego obrońcę Górnika, w związku z czym wyleciał z boiska. Korona postanowiła zaatakować i zaraz po czerwieni dla Mańki stworzyła kilka dogodnych sytuacji. W 58. minucie Pilipczuk strzelił po dośrodkowaniu Malarczyka wprost w Kasprzika w stuprocentowej okazji. Na bramkę strzelali jeszcze Korzym, Trytko i Stano, ale obaj w dogodnych sytuacjach albo nie potrafili umieścić piłki w świetle bramki, albo zostali powstrzymani przez świetnie dysponowanego Kasprzika. Górnik cofnął się zdecydowanie na własną połowę i wyczekiwał końcowego gwizdka meczu. Korona kilkukrotnie siała postrach w szeregach gospodarzy, ale nie potrafiła wykorzystać przewagi liczebnej.
Mecz zakończył się remisem, który z jednej strony z pewnością nie satysfakcjonuje Korony, mającą szansę wywieźć z Roosevelta 3 punkty, ale także Górnika. Ten ostatni nie potrafi pokonać bramkarza rywali już od czterech spotkań. Teraz Zabrzanie jadą do Bydgoszczy, gdzie zagrają z Zawiszą, natomiast Korona podejmie u siebie Lechię Gdańsk.











