Zagłębie Lubin zremisowało bezbramkowo na własnym stadionie z Koroną Kielce w ostatnim meczu 32. kolejki TME grupy spadkowej. Zagłębie nie wykorzystało szansy na odbicie się od strefy spadkowej i znajduje się w coraz gorszej sytuacji.
Zagłębie przez cały mecz miało optyczną przewagę, ale brakowało ostatniego podania. Obydwie drużyny bardziej skupiły się na obronie, przez co spotkanie nie należało do ciekawych. W końcówce „Miedziowi” mieli piłkę meczową, którą zmarnował Paweł Widanow.

Pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie goście, gdy Michał Janota wyłożył piłkę Dejmekowi, jednak ten minął się z nią. W odpowiedzi dośrodkowanie z rzutu rożnego na bramkę mógł zamienić Papadopulos, ale jego strzał głową we wspaniały sposób obronił Małkowski. Chwilę później z pola karnego uderzał Miłosz Przybecki, ale znów górą był golkiper Korony. Przez całą pierwszą połowę w drużynie „Miedziowych” szalał Arkadiusz Piech, który był bardzo widoczny i próbował w pojedynkę zdobyć bramkę. Przed przerwą był tego bliski, kiedy zdecydował się na strzał z dystansu, a piłka po rykoszecie leciała w światło bramki, ale świetnym refleksem popisał się Małkowski.
Od początku drugiej połowy częściej przy piłce byli podopieczni Oresta Lenczyka, ale drużyna nie potrafiła wypracować sobie żadnych okazji. Rywale skupili się bardziej na kontrach, ale również nie potrafili się przebić. Po okresie nudnej gry, pierwsza groźna sytuacja nastąpiła w 71. minucie, gdy Rymaniak popisał się indywidualną akcją i uderzył z linii pola karnego, ale zabrakło precyzji. Podobną akcję chwilę wcześniej przeprowadził Malarczyk – na koniec próbował dośrodkowywać, lecz piłka została zablokowana. Zagłębie dostało prezent od losu w końcówce, ale go nie wykorzystało! W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Widanow dostał piłkę przed pole karne i uderzył bez przyjęcia, ale spudłował.











