Przed nami 62. derby Łodzi. Jeszcze niedawno piłkarskie święto miasta włókniarzy, dziś zwykły mecz. Bo co to za derby bez udziału kibiców gości, bez oprawy, bez tej niesamowitej atmosfery rywalizacji? Żadne.
Ta zapowiedź będzie podzielona na dwie części.
Część pierwsza – publicystyczna
Łódzkie derby traciły swój smaczek stopniowo, powolutku, aż stały się mdłe. Bezsmakowa papka, bez żadnej przyprawy. Brakuje już nawet pieprzu i soli.
Solą piłki są przecież piękne akcje, bramki, dryblingi, walka na całej długości i szerokości boiska. Tu tego nie ma. Już od dawna. Przeciętne drużyny – przeciętny mecz. A i to w najlepszym przypadku, bo zazwyczaj na boisku nie dzieje się nic, albo prawie nic.

Obie łódzkie drużyny podupadły sportowo i nic nie wskazuje na to, że sytuacja na przestrzeni kilku najbliższych lat zmieni się na lepsze. Jeśli już, to raczej będzie gorzej. Stąd też taki, a nie inny poziom derbowych spotkań.
Pieprzu też brakuje. Dlaczego? Ano dlatego, że powoli tradycją stają się derby bez udziału kibiców drużyny gości. Niezależnie od tego, czy mecz jest rozgrywany na stadionie ŁKS-u, czy Widzewa. A co to za derby, gdy dopinguje tylko jedna strona? Żadne.
Nie ma opraw, które naprawdę potrafią uświetnić widowisko, nie ma rywalizacji na trybunach – jednym słowem: nie ma derbów. Bo derby to kibice.

Ktoś powie, że decydują względy bezpieczeństwa. Cóż, wydaje mi się, że kilka lat wstecz problem z bezpieczeństwem na stadionach był większy, a fani obu ekip mogli oglądać spotkania między Widzewem a ŁKS-em.
Bluzgi jak były, tak są. Tego wyeliminować się nie da.
Część druga – statystyczna
Ostatni mecz: Widzew – ŁKS 0:1 (Mięciel)
Bilans spotkań derbowych: 27 zwycięstw Widzewa; 22 remisy; 12 zwycięstw ŁKS-u.
Nie wiadomo, czy w spotkaniu zagrają Dudu, Panka i Ben Radhia w zespole Widzewa. Jeśli chodzi o ŁKS, to na pewno nie zobaczymy na placu gry Marcina Mięciela, a niepewny jest też występ Gancarczyka i Wyparły.











