W pierwszym ćwierćfinale FA Cup Everton zremisował u siebie z Sunderlandem 1:1. Oznacza to, że o wyjazd na Wembley zawodnicy powalczą drugi raz. Gole strzelali dzisiaj Tim Cahill dla gospodarzy i Phil Bardsley dla gości.
Pierwsi zaatakowali gospodarze, już w 3. minucie McClean główkował nad poprzeczką. Chwilę później z drugiej strony w taki sam sposób dośrodkowanie Colemana wykończył Osman. Następnie gospodarze domagali się rzutu karnego i mieli ku temu powody, bo rzeczywiście kontakt między Gardnerem a Drenthe w polu karnym był, gwizdek sędziego Marrinera milczał jak zaklęty.

Zamiast „jedenastki” mieliśmy w 12. minucie gola dla gości. Piłkarze Evertonu nieco zaspali przy rzucie wolnym dla Sunderlandu, co wykorzystał Colback, krótko zagrywając do Bardsleya. Ten zdecydował się na strzał z dystansu i była to jedna z lepszych decyzji w jego życiu. Prawy obrońca uderzył płasko i tak mocno, że kamera ustawiona w dolnym rogu, tuż za siatką, ledwo przetrwała.
„The Toffees” najpierw próbowali odpowiedzieć niecelnymi strzałami Osmana, a później Heitngi z rzutu wolnego. W 23. minucie liverpoolczycy byli już skuteczniejsi. Leighton Baines dośrodkował, piłkę przedłużył głową Jelavić, a Tim Cahill, już opadając, skierował ją, również głową, do siatki i mieliśmy remis. Gospodarze chcieli pójść za ciosem i kilka minut później po dobrym podaniu strzelca bramki Jelavić uderzył z linii pola karnego obok słupka.
Następnym, który miał swoją okazję, był Cahill. Australijczyk wygrał pojedynek główkowy z Turnerem, ale Mignolet obronił, a dobitka Distina okazała się mocno niecelna. Ostatnią sytuację przed przerwą miał Drenthe. Holender popisał się pięknym strzałem z rzutu wolnego. Golkiper Sunderlandu nie miałby szans, uratowała go jednak poprzeczka. Chwilę później sędzia zarządził natomiast przerwę.
W drugiej połowie pierwsi zaatakowali goście, ale strzał Colbacka był łatwy do obrony dla Howarda. Bardziej z drugiej strony po uderzeniu Cahilla musiał wysilić Mignolet, jednak i on spisał się bez zarzutu. Później dobrze w pole karne wdarł się Coleman i trafił nawet w siatkę, tyle że ze złej, patrząc z jego perspektywy, strony. Po rzucie rożnym kilka chwil później Fellaini zgrał piłkę Cahillowi, ale tym razem Australijczykowi zabrakło siły, by pokonać bramkarza.
Kolejnym, który próbował, był Jelavić w 64. minucie. Po rzucie wolnym Bainesa Chorwat główkował jednak zbyt wysoko. Kilka chwil później ten sam zawodnik znowu strzelał głową i tym razem piłka została zablokowana przez Johna O’Shea. Ręką, w polu karnym, czego po raz kolejny nie zauważył sędzia. Następnie mieliśmy lekki przestój i tak naprawdę na kolejną szansę na gola musieliśmy czekać prawie do samego końca. Jednak co to była za okazja! Po dośrodkowaniu w pole karne Mignolet świetnie obronił główkę Heitingi, szybko się podniósł i odbił również dobitkę Jelavicia.











