Pojedynek tych dwóch zespołów wydawał się jednym z najciekawszych spotkań w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Wiele osób oczekiwało piłkarskiego rollercoastera oraz niesamowitej rywalizacji pomiędzy dwiema największymi gwiazdami obu drużyn – Robertem Lewandowskim i Mohamedem Salahem. Rzeczywistość była jednak inna, a mecz w ostateczności nie zachwycił. Piłkarski wtorek w Champions League zwyczajnie zawiódł. W obu dzisiejszych spotkaniach nie zobaczyliśmy goli, a co za tym idzie, widowisko mocno straciło na atrakcyjności dla kibica i pozostawiło pewne rozgoryczenie. Spotkania ograniczały się do poszczególnych momentów, a samej wartości czysto piłkarskiej mieliśmy stosunkowo mało.
Dla Roberta Lewandowskiego dzisiejszy mecz miał być świetną okazją do przypomnienia o sobie byłemu trenerowi Polaka, który obecnie prowadzi Liverpool. Gospodarze za wszelką cenę chcieli udowodnić swoją wartość i pokazać, że są w stanie powtórzyć osiągnięcie z poprzedniego sezonu, w którym doszli do finału.
Rywalizacja w cieniu
Nie mamy wątpliwości, że zarówno polski napastnik, jak i Mo Salah nie błyszczeli w tym spotkaniu. Obaj byli cieniem swoich kolegów z drużyny. W przypadku „Bawarczyków” najjaśniejszą postacią w zespole wydaje się Gnabry, który dawał wartość dodaną w każdym aspekcie gry. Niemiec nie bał się wchodzić w pojedynki biegowe, ale też kilka razy wspomógł swoich kompanów w defensywie.
W drużynie gospodarzy Egipcjanina przyćmili Roberto Firmino i Jordan Henderson, którzy szczególnie w pierwszej części spotkania pokazywali swoje boiskowe atuty. Sam Salah nie zaprezentował tego, czym wielokrotnie raczył wszystkich sympatyków piłki nożnej. Zawodnik Liverpoolu miewał co prawda pojedyncze dobre zagrania, ale w kwestii całego spotkania jego występ był dość przeciętny.
Statystyki – za kim przemawiają?
Jeśli chodzi o sam udział w akcjach swojego zespołu, to tu zdecydowanie lepiej wygląda piłkarz gospodarzy. Na samym początku spotkania Salah oddał strzał z trudnej piłki wrzuconej w pole karne. Druga sytuacja, za którą należy pochwalić skrzydłowego, to jego zmiana kierunku biegu z piłką i zagranie jej piętą do partnera. Lewandowski był mocno osamotniony i nie miał tylu okazji na wzięcie udziału w budowie ataku.










