Piątek był dniem zmagań o punkty eliminacji mistrzostw świata 2014. W Europie grano na całego, warto więc podsumować, jak to wyglądało w grupach od A do D.
Duet liderów pewnie wygrał
W grupie A wykrystalizowała nam się dwójka liderów, która już zdecydowanie odskoczyła od reszty stawki. Jednym z nich jest Chorwacja, która w bałkańskich derbach pokonała Serbię 2:0. Goście grający bez swoich kibiców na trybunach (obie federacje umówiły się na takie rozwiązanie, by uniknąć zamieszek, a ryzyko takowych było niemałe, ponieważ mieszkańcy obu krajów nie darzą się sympatią) dorównywali miejscowym tylko i wyłącznie w brutalności. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to zdecydowanie lepiej wypadli Chorwaci. Zwycięstwo zapewnili sobie już w pierwszej połowie po golach Mario Mandzukicia i Ivicy Olicia. Przebudzenie Serbów po przerwie na nic się zdało, nie udało się im zdobyć nawet gola kontaktowego i marzenia o występie na mundialu będą musieli chyba odłożyć o cztery lata. Więcej o tym spotkaniu do przeczytania TUTAJ: Chorwacja pewnie wygrywa.

Belgowie, czyli druga drużyna z duetu liderów, grała na wyjeździe z Macedonią, znając już wynik swoich głównych rywali do awansu. „Czerwone Diabły” odpowiedziały Chorwatom identycznym rezultatem. Prowadzenie goście objęli za sprawą Kevina De Bruyne’a, który strzelił w krótki róg, a macedoński golkiper zdecydowanie za wcześnie się położył i piłka wpadła do siatki. Choć fani miejscowych wywiesili przed spotkaniem baner, na którym prosili Edena Hazarda, by ich nie kopał, to rozgrywający Chelsea był bezlitosny. W 63. minucie wykorzystał rzut karny i zapewnił swojej drużynie trzy punkty.
Ostatnim meczem tej grupy również były derby, tyle że Wysp Brytyjskich, bo Szkocja podejmowała Walię. Gospodarze mieli od początku ogromną przewagę optyczną, ale nie potrafili tego udokumentować. Co więcej, stracili gola do szatni, gdyż świetną główką po dośrodkowaniu Mulgrew z rzutu rożnego popisał się tuż przed końcem pierwszej połowy Hanley. Co gorsza, na drugą połowę nie wyszedł Gareth Bale i to gospodarze mieli przewagę w jej początkowych fragmentach. Snodgrass był najbliżej podwyższenia prowadzenia, ale trafił w słupek. Ten sam zawodnik stał się jednak źródłem wszelkich kłopotów Szkotów w 72. minucie. Jego spóźniony wślizg w nogi Guntera oznaczał rzut karny dla Walii i drugą żółtą kartkę dla samego faulującego. „Jedenastkę” na gola pewnie zamienił Ramsey i znowu był remis. Nie minęło 120 sekund i Walijczycy prowadzili, gdyż kolejną tego wieczoru piękną główką popisał się Robson-Kanu po dośrodkowaniu Kinga. Gra w przewadze jednego zawodnika bardzo pomogła gościom, a w dowiezieniu zwycięstwa do końca nie przeszkodziła im nawet czerwona kartka dla Aarona Ramseya w 93. minucie.










