W meczu rozpoczynającym piątkowe granie w ramach 20. kolejki naszej Ekstraklasy pomiędzy Lechią Gdańsk a PGE GKS-em Bełchatów doszło do ciekawej konfrontacji. Bramek w tym spotkaniu nie oglądaliśmy, ale wszystkim kibicom zgromadzonym na stadionie zawody mogły się podobać.
Naprzeciw siebie stanęły dziś drużyny, które cały czas walczą o zakwalifikowanie się do europejskich pucharów. Przez pierwsze pięć minut od gwizdka sędziego oznajmiającego początek rywalizacji na murawie nie działo się nic szczególnego, a akcje przeprowadzane były jedynie w środku pola. Po chwili GKS wypracował sobie jako pierwszy dwie dogodne sytuacje do zdobycia gola. W 8. minucie szczęścia najpierw próbował Maciej Małkowski, jednak piłka powędrowała wysoko nad bramką. Kilkadziesiąt sekund później w pole karne dośrodkował Cetnarski, lecz w odpowiednią porę zorientowali się gdańscy defensorzy i ostatecznie zażegnali niebezpieczeństwo.

Gospodarze z dobrej strony pokazali się w 20. minucie. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Pawła Nowaka najprzytomniej w polu karnym zachował się Luka Vucko, po czym futbolówka minimalnie minęła światło bramki strzeżonej przez Łukasza Sapelę. Gospodarze wynik meczu mogli otworzyć w 24. minucie, ale po wrzutce Traore zarówno Dawidowski jak i Buval minimalnie spóźnili się z akcją i spaliła ona na panewce. „Biało-zieloni” do końca pierwszej odsłony byli groźniejsi i lepiej poczynali sobie na boisku przy ul. Traugutta, jednak do przerwy goli nie odnotowaliśmy.
W dalszej części spotkania podopieczni Tomasza Kafarskiego nadal przeważali. W 59. minucie z 25 metrów potężnie huknął Marko Bajić, ale piłka minęła lewy słupek Sapeli. Najlepszą okazję do zdobycia upragnionej bramki miejscowi stworzyli w 66. minucie. Najpierw po pierwszym kontakcie z piłką uderzał Lukjanovs, a golkiper „Brunatnyh” wybił ją na róg. Następnie po dośrodkowaniu Nowaka głową uderzał niepilnowany Vucko, ale i tym razem Sapela nie dał się zaskoczyć.
Zarówno jedni jak i drudzy losy tej potyczki mogli rozstrzygnąć na 10 minut przed końcem. Po katastrofalnym błędzie Abdou Razacka Traore w środkowej części boiska sam na sam z Sebastianem Małkowskim znalazł się Dawid Nowak, ale przegrał ten pojedynek. Dosłownie kilkanaście sekund później odpowiedzieli gospodarze, także bez efektu w postaci bramki. Bełchatów szukał sposobu na rozmontowanie defensywy rywali, ale brakowało pomysłu. Trochę strachu w 88. minucie gościom napędził jeszcze Lukjanovs, który trafił w słupek. Po chwili sędzia Borski zakończył stojący na przyzwoitym poziomie mecz. Bliżej zwycięstwa byli miejscowi, jednak nie wykorzystali kilku świetnych okazji i zespoły podzieliły się solidarnie punktami.











