Lechia Gdańsk zremisowała bezbramkowo z Widzewem Łódź w ostatnim sobotnim meczu T-Mobile Ekstraklasy. Bliżej wygranej byli gospodarze, którzy na początku drugiej połowy mogli przesądzić losy spotkania.
Pierwsza połowa starcia na PGE Arenie nie wypadła zbyt okazale. Na boisku nie działo się prawie nic interesującego, a z trybun często było słychać gwizdy, którymi miejscowi fani wyrażali dezaprobatę dla marnej gry Lechii.

Na początku spotkania do ataku ruszyli goście. W 7. minucie Budka pomknął prawym skrzydłem i próbował wyłożyć piłkę Grzelczakowi, ale obrońcy Lechii przecięli jego podanie. Po upływie nudnego kwadransa gry Bieniuk niepewnie interweniował po centrze Janickiego, trącając piłkę w kierunku własnej bramki, jednak na posterunku był Mielcarz.
W 24. minucie Traore uderzył z lewej nogi, jednak futbolówka przeleciała tuż obok słupka. Z minuty na minutę fani byli coraz bardziej poirytowani nieporadną grą Lechii, która nie kwapiła się do ataków, a jak już próbowała, to nie potrafiła wymienić kilku celnych podań. W 39. minucie Grzelczak główkował nad poprzeczką po centrze z rzutu rożnego i była to ostatnia ciekawa akcja podbramkowa w tej części spotkania.
Po przerwie gra się ożywiła. Tuż po wznowieniu meczu z dystansu strzelał Nowak, ale piłkę spokojnie wyłapał Mielcarz. W 50. minucie Traore wygarnął na lewym skrzydle piłkę Bieniukowi, dośrodkował dokładnie do Wiśniewskiego, jednak ten w dogodnej sytuacji strzelił wprost w środek bramki. Chwilę później po błędzie defensywy Widzewa piłka spadła wprost pod nogi Wiśniewskiego, ale ten nie trafił w nią czysto i sytuacja została zaprzepaszczona.
W odpowiedzi z dystansu mocno uderzył Budka, jednak nie na tyle silnie czy precyzyjnie, aby zaskoczyć Pawłowskiego. W 59. minucie Traore wrzucił w pole karne łodzian, a Tadić główkował prosto w Mielcarza. Warto zauważyć, że przez pierwszy kwadrans drugiej połowy Lechia oddała cztery celne strzały, z czym miała duży kłopot w pierwszych 45 minutach.
W 67. minucie Widzew wyszedł z kontrą czterech na trzech, ale w porę zdążyli wrócić zawodnicy z Gdańska, zażegnując niebezpieczeństwo. Końcowa część spotkania toczyła się pod dyktando gospodarzy, którzy atakowali zdecydowanie większą liczbą zawodników. Dopiero po wejściu na boisko Dzalamidze Widzew przejął na chwilę inicjatywę. W 82. minucie Pawłowski musiał wybić piłkę poza boisko po strzale w krótki róg Budki. Do końca spotkania bramki nie padły.











