Po dwóch efektownych wygranych z wyżej notowanymi rywalami Śląsk Wrocław remisuje w meczu 25. kolejki z Polonią Bytom. Dla gości jeden punkt jest bardzo ważny w kontekście walki o utrzymanie.
Pierwszą wartą odnotowania sytuacją była ta z 10. minuty spotkania. Co ciekawe, nie była to bynajmniej akcja, która miała miejsce na murawie, ale na trybunach. Otóż kibice zarówno gospodarzy, jak i gości, solidarnie zeszli z trybun stadionu Śląska w geście protestu dla zamkniętych stadionów Lecha oraz Legii. Sympatycy obydwu zespołów wrócili na swoje miejsca po około dziesięciu minutach, witani owacjami kibiców, którzy pozostali na trybunie krytej.

Groźnie pod bramką gospodarzy zrobiło się w 21. minucie, kiedy do słabo wybitej piłki przed polem karnym dopadł Łukasz Tymiński i strzałem bez przyjęcia starał się zaskoczyć Kelemena. Niestety dla gości, zakończyło się jedynie rzutem rożnym, po którym mieli oni kolejną sytuację. Groźnie z obrębu pola karnego uderzał Jurecki, ale jego strzał poszybował ponad poprzeczką.
Wyraźnie poirytowany niemocą strzelecką kolegów po pół godzinie gry, na strzał z narożnika pola karnego zdecydował się Marek Gancarczyk. Piłka musnęła jeszcze jednego z obrońców Polonii, jednak ostatecznie wylądowała w rękach Marcina Juszczyka. Obiecująco zapowiadała się akcja, którą rozwinął Waldemar Sobota, jednak ostatecznie skrzydłowy Śląska, wychodząc z kontrą i mając lepiej ustawionych partnerów, posłał piłkę w trybuny.
Druga połowa rozpoczęła się od znakomitej okazji wrocławian, kiedy to obrońcom gości urwał się Piotr Ćwielong, i z jedenastu metrów starał się pokonać Juszczyka. Niestety dla gospodarzy, skrzydłowy Śląska musiał uznać wyższość golkipera Polonii. Kilka minut później analogiczną sytuację stworzył sobie Mila, ale i tym razem nie do przejścia okazał się były bramkarz Wisły Kraków.

Dziesięć minut po wznowieniu gry, po wyjściu z szatni, Marek Gancarczyk zwiódł obrońców bytomskiego klubu na prawej flance, po czym oddał bardzo ładny strzał lewą nogą. Uderzenie zaskoczyło Juszczyka, jednak piłka minimalnie minęła słupek bramki gości. Bytomianie odpowiedzieli na kwadrans przed zakończeniem meczu, kiedy Marcin Radzewicz wbiegł w pole karne i mimo asysty dwóch obrońców, oddał groźny strzał. Marian Kelemen zdołał przenieść futbolówkę nad poprzeczką, a goście mieli jedynie rzut rożny.











