Śląsk Wrocław zremisował na własnym stadionie z Wisłą Kraków 0:0. Obie strony miały swoje szanse, lecz nie potrafiły z nich skorzystać.
Piłkarze Śląska Wrocław zamierzali w meczu przeciwko Wiśle Kraków zdobyć komplet punktów. Wrocławianie po dwóch ligowych kolejkach mieli tylko jedno oczko na swoim koncie i chcieli to koniecznie zmienić. Jednak podopieczni Franciszka Smudy nie przyjechali do Dolnego Śląska, aby za darmo oddać punkty rywalom. Również chcieli wygrać, by uplasować się w górnej części tabeli.

Już w 2. minucie meczu Wisła mogła objąć prowadzenie. Jednak sprytne uderzenie zawodnika gości sprzed pola karnego wybronił Rafał Gikiewicz. Podopieczni Franciszka Smudy dość pewnie rozgrywali futbolówkę na połowie Śląska Wrocław. Kilka chwil później Michał Chrapek podawał do Brożka, a ten z ostrego kąta starał się zaskoczyć bramkarza wrocławian. Jednak goście musieli zadowolić tylko rzutem rożnym. Gospodarze mogli objąć prowadzenie. Sylwester Patejuk dogrywał piłkę na głowę Paixao, a ten minimalnie chybił. Dobrą okazję do zdobycia gola miał także Dalibor Stevanović. Słoweniec chciał zaskoczyć Michała Miśkiewicza strzałem z dystansu, lecz ten wybił futbolówkę na rzut rożny.
Podczas niedzielnego wieczoru kilka dobrych interwencji zaliczył golkiper Wisły. Piłkarze Śląska Wrocław mieli problem, aby umieścić piłkę w siatce. W 32. minucie Sebastian Mila zagrał piłkę do Sylwestra Patejuka. Ten chciał zaskoczyć bramkarza gości, lecz golkiper poradził sobie z uderzeniem zawodnika wrocławskiego zespołu. Swych sił spróbował również Tomasz Hołota, uderzając na bramkę z dalszej odległości. Jednak Michał Miśkiewicz bez kłopotów poradził sobie ze strzałem pomocnika wrocławian. Piłkarze Śląska dwoili się i troili, ale nie potrafili zdobyć gola przed przerwą.
W drugiej połowie oba zespoły miały nadzieję, że uda się zdobyć gola. Już w pierwszych fragmentach widoczna była przewaga gospodarzy na placu gry. W 55. minucie przed szansą na otworzenie wyniku stanęła krakowska Wisła. Gordan Bunoza rozegrał piłkę do Rafała Boguskiego, a ten trafił prosto w ręce Gikiewicza. Goście próbowali zaskoczyć podopiecznych Stanislava Levy’ego, lecz ci na to nie pozwolili, bo grali bardzo konsekwentnie w formacji obronnej.
W 67. minucie kolejną szansę zmarnowała Wisła. Piłka po uderzeniu głową przez Pawła Brożka minimalnie minęła bramkę. Śląsk nie chciał być gorszy i starał się przechytrzyć defensywę piłkarzy Franciszka Smudy. Sprawy w swoje ręce wziął Waldemar Sobota, który po podaniu od Paixao zdecydował się na strzał. Jednak Michał Miśkiewicz był na posterunku. W końcówce spotkania Śląsk miał kilka okazji, ale nie potrafił ich w należyty sposób wykorzystać. Żadna strona w ostatnich fragmentach nie potrafiła postawić kropki nad i, dlatego to spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.











