W meczu Borussia Dortmund – VfB Stuttgart nie obejrzeliśmy bramek. Najbliżej tego był Mats Hummels, ale najpierw jego strzał obronił Sven Ulreich, a potem piłkę na linii bramkowej zablokował Arthur Boka. Na poziom spotkania nie można jednak narzekać, gdyż było ono rozgrywane w bardzo dobrym tempie, a i ciekawych sytuacji nie brakowało.
Przed spotkaniem BVB ze Stuttgartem wszyscy liczyli na powtórkę z II rundy poprzedniego sezonu. Wtedy to po szalonym meczu padł remis 4:4. Żaden z kibiców zgromadzonych na stadionie nie byłby rozczarowany podobnym wynikiem.
Już w 2. minucie strzałem z dystansu formę Weidenfellera sprawdził Gentner. Uderzenie było jednak za słabe, aby poważnie zagrozić bramce gospodarzy. Chwilę później również próbą zza pola karnego odpowiedział Gündogan. Groźnie było również w 7. minucie. Gentner najpierw z dziecinną łatwością położył Suboticia, ale jego strzał zablokował Piszczek i piłka wyszła na rzut rożny. Po tym stałym fragmencie gry do strąconej futbolówki doszedł Harnik, ale uderzył wysoko ponad bramką. W 9. minucie piłka znalazła się w siatce gości, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Schmelzera piłkę trącił Hummels, ale za szybko wybiegł zza linii obrony. W kolejnej akcji ładnie z przodu znalazł się Schmelzer i groźnie uderzył z dystansu, ale niewiele obok słupka.
W kolejnych minutach gra skupiła się bardziej w środku pola, przez co oglądaliśmy więcej walki niż wirtuozyjnych zagrań. W 18. minucie z boiska powinien wylecieć Holzahauser, który podczas walki w powietrzu łokciem uderzył Kehla w twarz. Jak się okazało, kapitan BVB musiał zejść z boiska. Zastąpił go Moritz Leitner. Po rzucie rożnym strzał Hummelsa z trzech metrów na poprzeczkę sparował Ulreich. Piłka wróciła do niemieckiego obrońcy, który głową starał się dobić ją do bramki. Uderzenie zablokował jednak Boka, a ostatecznie bramkarz gości wyłapał futbolówkę. To była fantastyczna okazja, której nie można było zmarnować!
Niedługo trzeba było czekać na odpowiedź Stuttgartu. Świetna akcja na skrzydle Sakaiego zakończyła się zagraniem w pole karne. Harnik musiał cofać się do piłki, przez co poślizgnął się i jego strzał nie mógł zagrozić bramce. Tempo meczu wyraźnie się podwyższyło, obie drużyny chciały jako pierwsze objąć prowadzenie. Nie zapominały jednak również o obronie, przez co zarówno podopiecznym Jürgena Kloppa, jak i Bruno Labbadii brakowało najczęściej ostatniego podania. Nieco lepiej wyglądali gospodarze, którzy mimo wszystko częściej potrafili znaleźć się w polu karnym rywala. W pierwszej połowie żadnej z drużyn nie udało się jednak zdobyć bramki, choć w końcówce po błędzie Weidenfellera piłka spadła pod nogi Ibisevicia, ale ten nie zdołał jej opanować.
Początek drugiej połowy niczym nie odstawał od tego, co zobaczyliśmy w pierwszej odsłonie. Oba zespoły odważnie atakowały, jednak najczęściej kończyło się tylko na strachu kibiców jednej bądź drugiej drużyny. Ze strony BVB próbował Reus, ale trafił tylko w boczną siatkę, a po kontrze świetną okazję mógł mieć Lewandowski, ale Götze nie zdecydował się na podanie do niego. Z kolei w Stuttgarcie z trudnej piłki głową uderzał Ibisević, ale obok bramki po kontrze dogranie Traore zostało wybite przez obrońców.








