Piłkarze Śląska Wrocław nie byli w stanie się przełamać podczas wyjazdowego meczu z Widzewem Łódź. Obie drużyny bardzo chciały odnieść zwycięstwo, ale prezentowały za mało swoich walorów, aby zainkasować komplet punktów.
Wbrew pozorom mecz w Łodzi zapowiadał się bardzo ciekawie, bo oba zespoły musiały postawić wszystko na jedną kartę. Widzew zajmował ostatnią lokatę i zwycięstwo było dla niego bardzo ważne, gdyż mogliby polepszyć swoją sytuację. Śląsk od kilku spotkań nie błyszczał, więc drużyna Stanislava Levy’ego chciała się pokazać z lepszej strony w sobotnim meczu.

Jako pierwszy do ataku ruszył Śląsk Wrocław, jednak goście niedokładnie rozegrali akcję i piłkę nie trafiła pod nogi Marco Paixao. Widzew nie chciał być gorszy i kilkukrotnie próbował zaskoczyć golkipera przyjezdnych, lecz wszystkie akcje spaliły na panewce. W pierwszych fragmentach meczu ze strony obu drużyn nie brakowało odwagi, a także determinacji. W 22. minucie poprzeczka uratowała gospodarzy przed stratą gola. Kilka chwil później Przemysław Kaźmierczak z rzutu wolnego próbował zaskoczyć przeciwników, lecz nie był w stanie skierować futbolówki w światło bramki. Widzew nie miał pomysłu na zbudowanie składnego kontrataku, dlatego goście z Wrocławia nie czuli się zagrożeni podczas sobotniego widowiska.
W końcu gospodarze złapali wiatr w żagle. Wyróżniającą postacią w zespole dowodzonym przez Rafała Pawlaka był Eduards Visnakovs. Łotysz starał się precyzyjnym strzałem zaskoczyć wrocławian, ale piłka zatrzymała się na bocznej siatce. W końcowych fragmentach nic ciekawego już się nie wydarzyło i do przerwy nie byliśmy świadkami bramek. Podczas pierwszej połowy trudno było wskazać jednoznacznego faworyta, bo każda strona miała momenty, w których była lepsza. Trenerzy obu drużyn mocno wierzyli, że po przerwie prowadzeni przez nich zawodnicy przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Podopieczni Stanislava Levy’ego na początku drugiej połowy mogli zaskoczyć. Dudu dośrodkował piłkę w pole karne do dobrze ustawionego Paixao, który głową chciał przechytrzyć Macieja Mielcarza. Portugalczyk minimalnie się pomylił, choć uderzał w dość trudnej dla siebie pozycji. Gdyby piłka leciała w światło bramki, golkiper Widzewa nie miałby nic do powiedzenia. Później defensorzy gospodarzy popełniali liczne błędy, jednak Śląsk nie potrafił tego wykorzystać. Przede wszystkim zawodziła skuteczność, bo akcje były bardzo dobrze wyprowadzane.
Widowisko nie było na najwyższym poziomie, bo przez większą część drugiej połowy nic ciekawego się nie działo. Obie drużyny nie miały pomysłu na swoje akcje i gra była bardzo chaotyczna oraz monotonna. Rezultat nie uległ zmianie i ostatecznie na stadionie w Łodzi zespoły podzieliły się punktami. Patrząc na przebieg tego meczu, można śmiało powiedzieć, że jest to sprawiedliwy wynik, bo żaden zespół nie stworzył sobie wystarczającej przewagi, by górować nad przeciwnikiem.











