Lechia Gdańsk zremisowała bezbramkowo z Lechem Poznań w ostatnim sobotnim spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy. Obie drużyny mogły przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale zabrakło zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych.
Od początku spotkania mecz toczył się w spokojnym tempie. W 7. minucie po serii podań Traore huknął z całej siły z około dwudziestu metrów, ale Burić z wielkimi problemami wypiąstkował piłkę, chociaż strzał zmierzał w środek bramki. Chwilę później Stilić znakomicie wypatrzył wychodzącego na wolne pole Rudneva, jednak ten zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i piłkę spod nóg wybił mu Vucko.

Kolejna okazja, tym razem Lechii, miała miejsce w 18. minucie. Świetnie na lewym skrzydle do akcji włączył się Andruskievicius, który dośrodkował w pole karne gości, a tam zabrakło kilku centymetrów Traore, żeby trafić w futbolówkę. Przyczajony Lech w 23. minucie omal nie objął prowadzenia. Rudnev uciekł obrońcom i posłał piłkę obok interweniującego Pawłowskiego, ale ta trafiła tylko w słupek.
Po blisko pół godzinie gry emocje na boisku zaczęły niespodziewanie studzić… dwa zraszacze trawy, przez co mieliśmy kilkuminutową przerwę. W 38. minucie Rudnev znalazł sobie kilka metrów wolnej przestrzeni i uderzył minimalnie obok prawego słupka. Pod koniec pierwszej połowy Andruskievicius zgrał piłkę klatką piersiową wprost pod nogi Wojtkowiaka, który znalazł się sam przed Pawłowskim, ale trafił tylko w boczną siatkę. Chociaż okazji do zdobycia bramki nie brakowało, pierwsza odsłona zakończyła się bezbramkowym remisem.
Po przerwie obie ekipy wyczekiwały na błąd w szeregach rywali, nie podejmując niepotrzebnego ryzyka, przez co byliśmy świadkami głównie walki w środku pola. Po blisko godzinie gry w roli głównej wystąpili bramkarze obu drużyn. Najpierw piękny strzał Stilicia sprzed pola karnego obronił Pawłowski, a chwilę później Burić wygarnął piłkę spod nóg Traore, który był z nim w sytuacji sam na sam.
Na kolejną klarowną sytuację musieliśmy czekać do 72. minuty, gdy Runev wbiegł w pole karne, zwiódł obrońcę, ale będąc przed Pawłowskim, posłał piłkę obok lewego słupka. W ostatnim kwadransie spotkania na boisku dominował Lech, wykazując większą chęć wyjścia na prowadzenie. W 84. minucie będącą w głębokiej defensywie Lechię przed utratą bramki uchroniła poprzeczka, w którą z woleja trafił Wilk. W samej końcówce Tadić spudłował z kilku metrów, a niedługo potem sędzia zakończył mecz.











