PGE GKS Bełchatów zremisował bezbramkowo z Wisłą Kraków. Był to mecz 16. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Po tym spotkaniu „Brunatni” są na dnie tabeli z zaledwie siedmioma punktami na koncie.
Od początku obydwie drużyny grały jak równy z równym. Zarówno Wisła, jak i PGE GKS Bełchatów regularnie atakowały bramkę rywala, choć nie były to sytuacje stuprocentowe. Na dobrą sprawę w pierwszej połowie spotkania takiej okazji nie zobaczyliśmy ani jednej.

Jako pierwsi zaatakowali gospodarze. Podopieczni Kamila Kieresia wymienili kilka podań, piłka doszła do Mateusza Maka, ale pomocnik bełchatowian stracił futbolówkę tuż przed polem karnym gości. Po chwili z kontrą wychodzili wiślacy, lecz Sikorski niedokładnym podaniem zmarnował sytuację podopiecznych Tomasza Kulawika.
W 19. minucie spotkania wiślakom w końcu udało się nastraszyć defensywę z Bełchatowa. Po zamieszaniu w środkowej strefie boiska Cezary Wilk dobrze zagrał do Iliewa, a jego groźne uderzenie wybronił Emilijus Zubas. Tuż przed końcem spotkania Łukasz Madej dograł na czystą pozycję do Bartosiaka i gdy ten miał przed sobą tylko bramkarza, sędzia odgwizdał spalonego. Trzeba przyznać, że o tej decyzji przesądziły centymetry, lecz był to dobry ruch sędziego.

Po przerwie obydwie drużyny wyszły na plac gry w takich samych składach, co mogło oznaczać dalszy brak emocji. Niestety, te przypuszczenia się sprawdziły. Po kilku minutach gry ciekawym uderzeniem popisał się Patryk Małecki, ale piłka poszybowała wprost w ręce bramkarza.
W 61. minucie gospodarze przeprowadzili całkiem przyzwoitą akcję. Wacławczyk zagrał do Basty na skrzydło, a ten dośrodkował. Kamil Wacławczyk zdołał oddać strzał na bramkę Pareiki, ale estoński bramkarz poradził sobie z uderzeniem bez żadnych problemów. Po chwili cały stadion bił brawo Łukaszowi Madejowi. Pomocnik bełchatowian po indywidualnym rajdzie znalazł się tuż przed Pareiką i spróbował go przelobować, lecz piłka przeleciała ponad bramką.












