W pierwszym sobotnim spotkaniu 32. kolejki Barclays Premier League ekipa Sunderlandu bezbramkowo zremisowała u siebie z londyńskim Tottenhamem. Nieco lepiej spisywali się gospodarze, poziom widowiska nie powalił jednak nikogo na kolana.
Początek spotkania był niezwykle wyrównany. Atakowały obie drużyny. Żadna z nich swych prób nie potrafiła jednak zamienić na bramkę. Nieco wyższą jakością odznaczały się ataki gości. W 7. minucie z dystansu strzelał Assou-Ekotto. Obrońcy „The Spurs” wyraźnie zabrakło precyzji. Kilka chwil później pokonać Mignoleta próbował Modrić. Chorwat uderzył wprost w ręce golkipera Sunderlandu – ten nie miał problemów z zatrzymaniem strzału. Kontrowersje wywołała sytuacja z 14. minuty. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Bale. Futbolówka poszybowała wprost na głowę Adebayora – uderzenie togijskiego snajpera odbiło się od ramienia Bardsleya, lecz arbiter Chris Foy pozostał niewzruszony wobec protestów graczy przyjezdnych.

Wśród zawodników „The Black Cats” wyróżniał się Sessegnon. To on napędzał kontrataki podopiecznych Martina O’Neilla. Koledzy z zespołu nie nadążali jednak za akcjami reprezentanta Beninu bądź wykazywali się sporą bezmyślnością (np. McClean). Tradycyjnie już bardzo groźnie było też po stałych fragmentach gry wykonywanych przez Sebastiana Larssona. W 25. minucie po rzucie wolnym bitym przez Szweda zakotłowało się w polu karnym „Kogutów”. Do piłki próbowało doskoczyć trzech graczy Sunderlandu, ostatecznie futbolówkę na rzut rożny wybił Kyle Walker.
Dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy fatalny błąd popełnił gracz Tottenhamu, Sandro. Brazylijczyk nieumiejętnie przyjął piłkę w okolicy linii środkowej. Do futbolówki niezwłocznie doskoczył Sessegnon i próbował ruszyć w kierunku bramki Friedela. Pomocnik „Kogutów” szybko się jednak zreflektował i czystym wślizgiem powstrzymał mknącego zawodnika. Gdyby nie ta interwencja, mogłoby być naprawdę gorąco. W 42. minucie po raz kolejny w roli głównej wystąpił Larsson. Jego centrę z prawej strony boiska próbował zamknąć Turner, ale do wszystkiego włączył się wspomniany wcześniej Sandro i przytomnie przeszkodził graczom Sunderlandu. W pierwszej połowie nie zobaczyliśmy zatem żadnych bramek na Stadium of Light.
Od początku drugiej odsłony spotkania stopniowo do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Harry’ego Redknappa. Londyńczycy wykazywali więcej inwencji w konstruowaniu ofensywnych ataków niż w pierwszych 45 minutach. Nieźle spisywał się Gareth Bale. Walijczyk odznaczył się niezłym przechwytem piłki, kiedy to skutecznie powstrzymał Colbacka. Skrzydłowy „Kogutów” poszedł za ciosem i sprytnie dograł do van der Vaarta (futbolówkę po drodze dotknął jeszcze Modrić). Holender uderzył jednak bardzo niecelnie. W odstępie kilku minut swoje okazje miele jeszcze Assou-Ekotto i Bale, ale obaj nie zmusili Mignoleta do ofiarnych interwencji.












