Mimo wielu sytuacji, szybkiego tempa w Boltonie żadna drużyna nie trafiła do siatki. Zarówno goście, jak i gospodarze mają czego żałować.
Ostatni mecz 23. kolejki zgromadził kibiców na Reebok Stadium. Do Boltonu przyjechał piąty zespół rozgrywek – Arsenal Londyn. Gospodarze są bardzo gościnni, zawsze bowiem pozwalają przyjezdnym na wiele – „Kłusaki” na swoich śmieciach straciły już 25 goli, najwięcej z drużyn występujących w ekstraklasie. Goście natomiast stracili taką samą liczbę bramek na wyjazdach. Również pod tym względem są na szczycie wśród angielskich drużyn.
W obu zespołach aż roi się od kontuzjowanych. Dla kibiców stołecznych były jednak dobre wieści – od pierwszych minut zagrali Bacary Sagna i Mikel Arteta. Ostatnie sześć meczów pomiędzy tymi drużynami to pięć zwycięstw „Kanonierów” i jedno piłkarzy Owena Coyle’a. Dzisiejsi gospodarze dostali w tych pojedynkach dwie czerwone kartki. Arsenal tak malej liczby punktów po 22 meczach nie miał od sezonu 1995/1996. Bolton na swoim gruncie może pochwalić się wysokim zwycięstwem nad Liverpoolem.
Spotkanie zaczęło się od huraganowych ataków gospodarzy. Najlepszy strzelec ligi najpierw uderzył z trudniej pozycji głową – obok bramki, a następnie pięknie obsłużył wchodzącego w pole karne Ramseya. Walijczyk, uderzając piłkę wślizgiem, posłał ją wprost w ręce wychodzącego Bogdana.
Piłkarze ochłonęli, zaczęli rozgrywać piłkę. Bolton tylko okazjonalnie wchodził na połowę Arsenalu. Goście bombardowali bramkę „Kłusaków” z każdej strony. Najpierw van Persie nad poprzeczką, potem dwukrotnie Alex Oxlade-Chamberlain.
Dopiero około 20. minuty piłkarze Boltonu doszli do głosu. Steinsson zagrał długą piłkę do wychodzącego N’Goga, który zastawiając Kościelnego, uderzył na bramkę przeciwnika – Szczęsny na posterunku! Niespełna dziesięć minut później N’Gog znów wyszedł oko w oko z Polakiem, ale tym razem jego strzał minął długi słupek.
Przed przerwą świetną okazję miał Walcott, który będąc sam na sam z Bogdanem, uderzył w nogi bramkarza. Chris Foy doliczył tylko minutę do podstawowych 45 minut.
Druga połowa zaczęła się bardzo podobnie. To Arsenal przejął inicjatywę i atakował wszelkimi dostępnymi sposobami. Środkowi pomocnicy próbowali wszystkiego, tylko to wszystko było bardzo niedokładne, zbyt szybkie, za bardzo pod publiczkę.
Nie mniej efektowne, albo dużo bardziej ryzykowne, było zagranie Szczęsnego, który już któryś raz zaczął bawić się z napastnikami przeciwnika. Tym razem N’Gog był naprawdę blisko odbioru piłki polskiemu bramkarzowi.
W 68. minucie akt frustracji Wengera – Francuz ściągnął z boiska najlepszego, jak w dwóch ostatnich meczach, Aleksa Oxlade-Chamberlaina i wprowadził Thierry’ego Henry’ego.
Bardzo aktywnego N’Goga zmienił kapitan i ulubieniec kibiców z Reebok Stadium – Kevin Davies. Gospodarze zagrozili najpierw rzutem wolnym, potem serią rzutów rożnych. Jednak za każdym razem obrońcy Arsenalu stawali na posterunku.
Na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem Robin van Persie trafił w poprzeczkę. Strzał Holendra był bliźniaczo podobny do strzału jego krajana Dennisa Bergkampa!










