Piłkarzom New York Red Bulls nie udało się zrewanżować Realowi Salt Lake za wyjazdową porażkę 0:1 sprzed kilku tygodni. W spotkaniu dwóch pretendujących do mistrzostwa MLS drużyn nie padły bramki, a emocje były tylko w pierwszej połowie. Podział punktów sprawił, że wiceliderzy Konferencji Zachodniej przedłużyli swoją passę meczów bez porażki do 12 gier, a pierwsi na Wschodzie nowojorczycy powiększyli przewagę nad Columbus Crew do dwóch punktów.
W pierwszej połowie więcej z gry mieli gospodarze, których uskrzydlał doping ponad 20 tysięcy kibiców. Grali ofensywnie i z polotem, dużo strzelali, ale ich akcjom brakowało precyzji i wykończenia. Szczególnie aktywny był nowy nabytek nowojorczyków Marokańczyk Mehdi Ballouchy, który harował po całej szerokości boiska i dwukrotnie bliski był strzelenia bramki. Ten urodzony w Casablance gracz dużo zawdzięcza drużynie z Utah, gdyż właśnie tam rozpoczął swoją karierę w Ameryce (Real wybrał go z nr. 2 w Super Drafcie MLS 2006). Również ikona miejscowych kibiców Juan Pablo Angel trzykrotnie próbował zatrudnić Nicka Rimando, ale czterokrotny reprezentant USA spisywał się bez zarzutu.

Dużo bliżej szczęścia byli za to goście (Jamajczyk Andy Williams i Kolumbijczyk Jamison Olave), po strzałach których piłka dwukrotnie odbijała się od słupka bramki strzeżonej przez rezerwowego zazwyczaj bramkarza Red Bulls Grega Suttona. Absencja pierwszego golkipera – Senegalczyka Bouny Coundoula – związana była z wyjazdem na eliminacyjny mecz Pucharu Narodów Afryki, w którym jego drużyna rozgromiła Mauritius 7:0.
Pod koniec pierwszej części obie grupy miały niemal identyczne szanse na zdobycie gola, ale zarówno Argentyńczyk Javier Morales, jak i Rafael Marquez po rzutach wolnych wykonywanych tuż sprzed linii pola karnego zamiast w bramkę trafiali piłką w mur.
Dużo kontrowersji wzbudziła akcja poprzedzająca strzał Moralesa: znajdujący się w orbicie zainteresowań Boba Bradleya Kyle Beckerman pięknym prostopadłym podaniem obsłużył Alvaro Saborio, który popędził na bramkę gospodarzy. 55-krotny reprezentant Kostaryki nie zdołał jednak oddać strzału, bo naciskany przez Roya Millera padł na granicy pola karnego. Z perspektywy trybun nie było wątpliwości – faul, czerwona kartka i rzut karny, ale powtórki telewizyjne pokazały, że obrońca Red Bulls nawet nie dotknął Saborio! Sprawiedliwości stało się zadość, bo ku uciesze kibiców sędzia boczny najpierw wskazał na miejsce oddalone o milimetry od linii pola karnego, a potem dobrze prowadzący zawody Jair Marrufo pokazał Millerowi kartonik w kolorze żółtym.
O drugiej połowie można w zasadzie powiedzieć tylko tyle, że się odbyła. Gra toczyła się w środku pola, a strzałów i składnych akcji było jak na lekarstwo. Jedyną godną odnotowania okazję zmarnował Morales, który w 82. minucie po raz kolejny próbował pokonać Suttona z rzutu wolnego, ale golkiper miejscowych w pięknym stylu sparował piłkę na rzut rożny.












