W meczu 1. kolejki tureckiej Süper Lig Besiktas Stambuł pokonał Trabzonspor 2:0. „Czarne Orły” weszły w sezon lepiej niż ich rywale zza miedzy, Fenerbahce, którzy wczoraj przegrali na wyjeździe z Konyasporem 2:3. Cały mecz na ławce rezerwowych spędził Adrian Mierzejewski.

Już pierwsza akcja Besiktasu mogła przynieść bramkę. Po dobrym dośrodkowaniu z lewej strony i przebiciu piłki przez Dentinho groźny, ale zablokowany strzał oddał Mustafa Pektemek. W tym momencie piłkarze obu ekip uznali chyba, że zbyt dużo emocji może zaszkodzić kibicom w tak gorącym klimacie, więc postanowili ograniczyć się do bezproduktywnego kopania piłki w środku pola. Dopiero w 17. minucie groźny atak przeprowadzili gospodarze, jednak Pektemek tym razem zbyt długo tańczył z piłką w polu karnym i padła ona łupem obrońców. W tym momencie gospodarze jakby trochę się obudzili, ale ich ataki pewnie rozbijała obrona zespołu z Trabzonu. W 24. minucie żółtą kartkę zobaczył Colman. Goście nie byli w stanie przeprowadzić nawet jednej groźnej akcji. W ich szeregach wyróżniał się jedynie Volkan Sen, który starał się szarpać na lewym skrzydle. Tymczasem piłkarze Slavena Bilicia atakowali z czymś, co można by nazwać polotem, ale nieskutecznie. „Atakowali” to jednak duże słowo – dopiero w 35. minucie stworzyli realną szansę na bramkę, jednak w gąszczu nóg z trzech metrów nie trafił wspomniany Pektemek. W 39. minucie trafił za to Malouda – był jednak na spalonym, więc goście nie objęli prowadzenia. Chwilę później z boiska mógł wylecieć Colman, lecz sędzia nie dał mu drugiej żółtej kartki, na którą gracz ewidentnie zasłużył. Na tym skończyły się emocje w pierwszej połowie, chociaż z obowiązku przytoczę fakt, że pierwszy w tym meczu celny – ale niegroźny – strzał na bramkę oddano w… 42. minucie.

W drugiej połowie oba zespoły postanowiły odrobinę podkręcić tempo – już na początku po niezłej kombinacji przed polem karnym szansę mieli gospodarze. W 54. minucie groźną kontrę na bramkę mogli zamienić koledzy Adriana Mierzejewskiego – piłkę świetnie przeciął jednak Kurtulus. Chwilę później z drugiej strony boiska groźnie strzelał Fernandes. W czasie akcji gospodarzy – czy to z gry, czy to po rzutach rożnych – dobrymi interwencjami popisywali się obrońcy, kryjąc bramkę czym się dało. W 64. minucie po rzucie wolnym dla Trabzonsporu błąd popełnił Zengin, jednak do wyplutej przez bramkarza piłki szybciej dobili obrońcy i zażegnali niebezpieczeństwo. W drugiej połowie na boisku pojawiły się spięcia niemające za dużo wspólnego z grą – dosłownie co kilka chwil sędzia musiał uspokajać bardziej krewkich zawodników. W pewnym momencie Fernandes skoczył do gardła Maloudzie, jednak obyło się bez kartek.











