Za nami runda jesienna T-Mobile Ekstraklasy. Przed rozpoczęciem sezonu w gronie kandydatów do spadku stawiano beniaminków. Teraz okazuje się, że każdy, kto tak twierdził, zwyczajnie się na tym przejechał.
Przyjęło się, że zazwyczaj drużyny wchodzące do wyższej klasy rozgrywkowej są z automatu spisywane na straty. Tak również było i w tym roku. Górnik Łęczna oraz GKS Bełchatów, po mniejszym lub większym rozbracie z ekstraklasą, powróciły na szczyt polskiej piłki klubowej. Od początku sezonu nie ciążyła na nich żadna presja, bo po prostu nie spodziewano się po nich zbyt wiele. Właśnie głównie to spowodowało, że obie drużyny wielokrotnie podczas rundy potrafiły zaskakiwać rywali, a także kibiców.
Królowie defensywy
Bełchatowianie po rocznej banicji na zapleczu T-ME postanowili budować skład w oparciu o zawodników, którzy wciąż mają coś do udowodnienia. W poprzednich klubach byli wręcz niechciani. Pozwoliło to włodarzom drużyny na stworzenie w Bełchatowie całkiem przyzwoitej kadry.
https://twitter.com/cwiakala/status/541230923514384384
Arkadiusz Malarz, Błażej Telichowski, Bartosz Ślusarski czy bracia Makowie mieli stanowić o sile „Brunatnych”. Dość szybko okazało się, że wielu z tych zawodników zaczęło się wyróżniać na tle innych zespołów ekstraklasy. Choćby Malarz, który był jednym z większych objawień tej rudny. Do szkieletu bełchatowian wkomponowano innych zawodników. Mójta i Baranowski w każdym kolejnym meczu potwierdzali swoją przydatność dla zespołu.
W Bełchatowie stworzyli naprawdę solidną ekipę. Przekonała się o tym choćby Legia Warszawa, która w pierwszej kolejce przegrała z beniaminkiem na własnym stadionie. Przyjęło się, że w polskiej ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. Początek sezonu musiał być dla wielu kibiców szokiem, po czterech kolejkach na czele tabeli znajdował się bowiem właśnie GKS. O tym, że Bełchatów świetnie radzi sobie na własnym boisku, przekonały się ekipy Śląska Wrocław oraz Górnika Zabrze. Bilans zawodników Kamila Kieresia na własnym boisku to: cztery zwycięstwa, cztery remisy i jedna porażka. Jedyną drużyną, która zdobyła bełchatowską twierdzę, była Legia, która wzięła rewanż za przegrane starcie w pierwszej kolejce. Mimo wszystko GKS Bełchatów może zaliczyć rundę za udaną. Nikt nie spodziewał się tak dobrej gry po bełchatowianach.













