Eintracht Frankfurt ograł Hamburger SV 3:2. Goście całą drugą połowę grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Petra Jiracka. Beniaminek Bundesligi do tej pory wygrał swoje wszystkie mecze.
Ekipa gospodarzy, która świetnie spisuje się na początku sezonu, bez kompleksów od pierwszego gwizdka sędziego ruszyła do przodu. Już w 2. minucie Inui po zejściu do środka próbował strzału z dystansu, ale nie trafił w bramkę. Kolejne minuty to wyraźna przewaga drużyny beniaminka, jednak bez efektów w postaci groźnych akcji. W 13. minucie Inui z łatwością wbiegł w pole karne i technicznym strzałem w kierunku dłuższego słupka pokonał bramkarza. chwilę później van der Vaart uderzył z rzutu wolnego tuż pod poprzeczkę, ale świetnie spisał się Trapp. Nieco ponad pięć minut później po rzucie rożnym nisko bita piłka przeszła przez kilku obrońców, odbiła się od piłkarza Frankfurtu i trafiła do Occeana, który z dwóch metrów bez problemów wpakował futbolówkę do siatki. Po chwili po kolejnym kornerze ponownie w polu karnym Hamburga doszło do ogromnego zamieszania, ale tym razem bez przykrych konsekwencji dla gości.
Jak w 22. minucie Hamburg nie zdobył gola kontaktowego, wie tylko Son. Badelj kapitalnie wyłożył piłkę Koreańczykowi, który jednak nie potrafił pokonać wychodzącego z bramki Trappa. Co prawda piłka uciekała od środka boiska, ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia strzelca. Kilka minut później równie źle zachował się Rudniew. Van der Vaart świetnie obsłużył Łotysza, ale król strzelców polskiej ekstraklasy uderzył wprost w bramkarza. W Lechu takie sytuacje bezlitośnie wykorzystywał. Już w 33. minucie doszło do pierwszej zmiany. Fatalnie grającego Manceinne’a zmienił Diekmeier. W kolejnych minutach gracze z Hamburga nieco więcej byli przy piłce, ale ich akcje ofensywne akcje kończyły się na niecelnych strzałach z dystansu lub rajdach zatrzymywanych przed polem karnym. Tuż przed końcem pierwszej połowy mogło być praktycznie po meczu. Po długim, wysokim podaniu w pole karne piłkę głową zgrał Aigner, a wbiegającego Occeana ubiegł Adler.
Chwilę później HSV zdobyło gola. Van der Vaart dośrodkował z rzutu rożnego na dalszy słupek, piłkę głową zgrał Rudniew, do niepilnowanego na trzecim metrze Westermanna, któremu pozostawało tylko kopnąć futbolówkę przed siebie. Kiedy wydawało się, że obie drużyny spokojnie dotrwają do przerwy, wydarzył się dramat w zespole gości. Jiracek wszedł wślizgiem wyprostowaną nogą. Trafił najpierw w piłkę, potem cofał nogę, ale siłą rozpędu wszedł jeszcze w stopę rywala. Sędzia zdecydował się na pokazanie czerwonej kartki, co można uznać za pewnego rodzaju kontrowersję.
Frankfurt nie miał zamiaru się cofać, tylko postanowił dobić przeciwnika, który grał bez trenera, bo na koniec pierwszej połowy na trybuny został odesłany Thorsten Fink. W 52. minucie tuż przed polem karnym piłkę podbił sobie Meier, przeniósł ją nad wszystkimi obrońcami, doszedł do niej Aigner i pięknie przelobował bramkarza. Osłabiony Hamburg co prawda przeprowadzał akcje na połowie rywala, ale przychodziło mu to z ogromnym trudem i nie potrafił stworzyć realnego zagrożenia aż do 63. minuty. Błąd popełnił Zambrano, van der Vaart chciał zagrać do Rudniewa, ale piłka odbiła się Andersona i trafiła do Sona. Koreańczyk zrewanżował się za zmarnowanie poprzedniej okazji, ze spokojem mijając bramkarza i strzelając do pustej bramki. Frankfurt starał się kontrolować grę, ale średnio to wychodziło, bo dziesięć minut później mógł być już remis. Son zagrał prostopadłą piłkę za obrońców, ta ponownie odbiła się od jednego z defensorów i ponownie dopadł do niej piłkarz HSV, konkretnie Westermann. Udowodnił jednak, że jego pozycja jest na środku obrony, bo w sytuacji sam na sam uderzył dość mocno, ale na tyle blisko bramkarza, że ten nie miał sposobu z obroną tego strzału.








