Piąte z rzędu zwycięstwo w Premier League odniosła drużyna Newcastle. Tym tazem ofiarami podopiecznym Alana Pardew zostali zawodnicy Boltonu. Gospodarze wygrali 2:0, Papiss Cisse znowu nie zawiódł i zdobył gola, ale tak naprawdę przyćmił go Hatem Ben Arfa, który po pięknej indywidualnej akcji zdobył pierwszego tego popołudnia gola.
Nikt z oglądających ten mecz nie mógłby po pierwszej połowie stwierdzić, że naprzeciwko siebie stanęły zespoły, z których jeden walczy o Ligę Mistrzów, a drugi o utrzymanie w lidze. Można by raczej wyciągnąć wniosek, że nie tylko Sławek Peszko zbyt hucznie obchodził Wielkanoc. Ponad pół godziny obaj bramkarze musieli czekać, żeby popisać się swoimi umiejętnościami. W 31. minucie w końcu Martin Petrow wdarł się w pole karne i oddał strzał, który jednak zagrozić Krulowi nie mógł, więc Holender spokojnie złapał piłkę.
W odpowiedzi rozruszać Ada Bogdana postanowił Coloccini. Uderzeniu Argentyńczyka precyzji nie brakowało, ale siły jak najbardziej. W 38. minucie goście mogli sami sobie wbić gola. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Bogdan wyszedł z bramki i wypiąstkował piłkę. Zrobił to jednak w taki sposób, że znokautował futbolówką swojego kolegę z zespołu, Sama Rickettsa, jednak na szczęście dla przybyszy z Reebok Stadium, obyło się bez gola samobójczego. Tuż przed przerwą na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Ben Arfa. Nigdy się nie dowiemy, czy strzał byłby celny czy nie, ponieważ po drodze zablokował go… Demba Ba. Chwilę potem rozległ się błogi dźwięk gwizdka przerywającego na kwadrans to marne przedstawienie.
Początek po zmianie stron należał zdecydowanie do gości. W 48. minucie w polu karnym odnalazł się Eagles, ograł jednego z rywali i stanął praktycznie oko w oko z Krulem. Holender jednak zrobił to, co w tym sezonie wychodzi mu najlepiej, czyli wspaniale obronił. Newcastle potrafiło odgryźć się zaledwie serią rzutów rożnych, z których nic nie wynikało. Dużo lepszą okazję miał za to w 65. minucie Mark Davies. Po dośrodkowaniu z prawej strony przyjął sobie piłkę w polu karnym i znalazł się z nią kilka metrów przed bramką, ale nie włożył w swój strzał wystarczająco dużo siły, by zaskoczyć Krula. 180 sekund później w końcu mieliśmy strzał na bramkę Bogdana. Ben Arfa spróbował z rzutu wolnego, jednak nawet nie zmusił Węgra do interwencji.
Francuz w 73. minucie zrekompensował kibicom zgromadzonym na Sports Direct Arena ponad godzinę nudnej gry, którą wcześniej musieli oglądać. Skrzydłowy przejął piłkę na własnej połowie i popędził z nią na bramkę Bogdana. Faulować próbowali go kolejno Ricketts, Mark Davies i Wheather. Nie udało się żadnemu z nich, Hatem minął ich jak tyczki i na koniec pewnie pokonał Bogdana. Gdyby pomalować pasy strojów Newcastle na nieco inne kolory, to pewnie większość by pomyślała, że tę akcję przeprowadził inny niewielki geniusz grający z numerem dziesięć. Minęło dziesięć minut i było praktycznie po meczu. Po długim zagraniu z głębi pola Shola Ameobi z łatwością przepchnął Reama i wyłożył piłkę Papissowi Cisse, który tylko dopełnił formalności, strzelając swojego dziesiątego gola w dziewiątym występie dla Newcastle.










