Od zwycięstwa z reprezentacją Walii (2:1) reprezentacja Polski rozpoczęła bój w tegorocznej edycji Ligi Narodów UEFA. Oczywiście nie mogło obejść się bez pewnej dawki emocji, bo podopieczni Czesława Michniewicza musieli gonić wynik. Ostatecznie bramki Jakuba Kamińskiego i Karola Świderskiego dały nam wygraną. Jednak teraz przychodzi czas na starcie ze znacznie bardziej renomowanym rywalem. Na naszej drodze stanie Belgia.
Mówi się, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Gdybyśmy przykładali do tego dużą wagę, to dyspozycję reprezentacji Polski byłoby trudno określić, ale za to Belgów ocenilibyśmy dość łatwo. Bo jeśli zespół dostaje po głowie aż 1:4, i to na własnym boisku, to coś jest nie tak. Po tej wstydliwej porażce z Holandią Kevin de Bruyne zasłaniał się tym, że on i jego koledzy zdobyli niedawno trofea w klubach i nie nastawiali się mocno na to spotkanie. Belg stwierdził również, że Holendrzy przyjechali wygłodniali, bo niewielu z nich wygrało coś w sezonie klubowym. Prawda jest taka, że Belgowie traktują tę edycję Ligi Narodów jak zło konieczne. Grają w meczach, bo grać muszą, ale gdyby tych spotkań nie było, na pewno by nie płakali.
To już nie ta jakość
Ale prawda jest też taka, że Holendrzy zdominowali swoich sąsiadów, jeśli chodzi o umiejętności boiskowe. Nie można przejść obojętnie wobec tego, że Belgia jest coraz starszą drużyną. Wydaje się, że „Czerwone Diabły” trochę przegapiły moment, w którym można było wpuścić trochę więcej świeżej krwi do pierwszej jedenastki. Przede wszystkim tyczy się to środka defensywy, gdzie główne role wciąż odgrywają Toby Alderweireld i Jan Vertonghen. I w tym przypadku musimy pamiętać, że już nie mówimy o ich „wersjach” z 2019 roku, gdy wraz z Tottenhamem wchodzili do finału Ligi Mistrzów.
Po nich w starciu z Holandią bardzo dobrze było widać upływ czasu. Obaj wypadli już z piłkarskiego topu – Alderweireld gra w katarskim Al-Duhail, a Vertonghen w Benfice Lizbona. Poruszali się z gracją pociągu towarowego, a gdy jeszcze dorzucimy do tego równie zwrotnego Dedrycka Boyatę, to mamy duże problemy. Zapewne inaczej by to wyglądało, gdyby do dyspozycji był Thibaut Courtois, bo Simon Mignolet nie prezentuje tych samych umiejętności, co jego kolega z Realu Madryt.
Belgia pomocnikami stoi?
Wydaje się, że Belgowie najmocniej wyglądają w środku pomocy. Jest tam przede wszystkim wspomniany wyżej , ale nie tylko on wnosi jakość. Witsel, Tielemans czy Vanaken to tylko kilka z tych nazwisk, które mogą dać o sobie znać rywalom. Dodatkowo Roberto Martinez może dobierać zawodników w zależności od taktyki. Gdy chce bardziej zabezpieczyć tyły, wrzuca Tielemansa do Witsela, a de Bruyne gra w bezpośrednim sąsiedztwie napastnika. Natomiast, jeśli gra ma być bardziej nastawiona na atak, gracz Manchesteru City jest ustawiany w jednej formacji z Witselem albo Tielemansem, a ktoś inny zajmuje miejsce za napastnikiem.











