W sobotnie popołudnie dojdzie do kolejnego starcia w ramach 20. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Znajdujący się na ostatnim miejscu w tabeli PGE GKS Bełchatów podejmie mistrza Polski – Śląsk Wrocław.
PGE GKS Bełchatów to jednocześnie najlepsza i najgorsza drużyna wiosny. Jak to możliwe? Otóż bełchatowianie jako jedyni nie stracili oraz nie zdobyli bramki na wiosnę. A Śląsk Wrocław? Nie licząc 16. kolejki, która otworzyła wiosnę na ekstraklasowych boiskach, WKS remisował w każdym meczu. Zawsze 1:1. Czyżby sobotnie starcie było skazane na remis?

Co ciekawe, tych remisów nie było zbyt wiele w historii pojedynków obu drużyn. W 18 spotkaniach padły tylko cztery. Osiem razy zwycięscy z murawy schodzili piłkarze ze stolicy Dolnego Śląska. Ostatnie trzy starcia rozstrzygali właśnie na swoją korzyść. PGE GKS Bełchatów zwyciężał sześć razy. Ostatnio w październiku 2011 roku.
Wrocławianie największy problem mogą mieć z Emilijusem Zubasem. Jego gwiazda zaświeciła bardzo jasno w ostatnich tygodniach. Patrząc na liczbę straconych bramek, nie ma w tym nic dziwnego. Respekt do piłkarza zwiększa się, gdy przejrzymy listę klubów, które zatrzymał. A wśród nich – Lech Poznań i Legia Warszawa.

W Śląsku tradycyjnie najgroźniejszym zawodnikiem może być Sebastian Mila. Niestety kapitan „Wojskowych” na wiosnę jakby się zaciął. Nie strzela bramek. Nie asystuje. Nie można jednak zapominać, że to groźny piłkarz, który może zmienić losy meczu. Nie tak dynamiczny jak przed laty, ale wciąż gotowy do walki.
Niełatwo więc cokolwiek wyrokować przed tym meczem. Wydaje się, że Śląsk powinien bez problemu uporać się z rywalem, ale patrząc na listę klubów, które PGE GKS zatrzymał (m.in. Lech, Legia i Wisła), przestaje to być takie oczywiste. Ale ponieważ Śląsk do tej pory zdobywał bramkę w każdym meczu na wiosnę, można się spodziewać, że piłkarze będą chcieli podtrzymać tę tradycję. Jedno jest pewne – albo Bełchatów w końcu straci, albo Śląsk w końcu nie strzeli. Przełamanie jakiejś serii mamy więc zapewnione.











