Zespół PGE GKS-u Bełchatów rzutem na taśmę zdobył trzy punkty z Widzewem Łódź. Bramkę w ostatnich sekundach meczu zdobył Marcin Drzymont.
Pierwszą godną odnotowania okazją był niewątpliwie strzał z 16 metrów Marcina Robaka. Wychowanek Konfeksu Legnica uderzył niesamowicie mocno, jednak Sapela (choć z kłopotami) obronił próbę napastnika Widzewa. Przez pierwsze minuty mecz był bardzo otwarty i gra przenosiła się z jednej bramki pod drugą. Raz próbowali szczęścia widzewiacy, a innym razem bełchatowianie.

W 11. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, bardzo ładnym strzałem głową popisał się Jacek Popek. Zawodnik PGE GKS-u jednak minimalnie chybił. Ten sam gracz kilkaset sekund później ponownie próbował zaskoczył Macieja Mielcarza, lecz skutek był taki sam jak w akcji poprzedniej. W odpowiedzi na bramkę podopiecznych Macieja Bartoszka strzelał Dudu, ale celność tego uderzenia pozostawiała wiele do życzenia.
Najlepszą okazję w pierwszej połowie miał Grzegorz Kuświk, który ruszył na bramkę Widzewa po otrzymaniu prostopadłego podania. Napastnik Bełchatowa z łatwością, na zamach minął Ben Radhię, strzelił w kierunku długiego słupka bramki, lecz niecelnie.
To tak naprawdę były najlepsze sytuacje w pierwszej połowie meczu. Dobrych, składnych akcji można było policzyć na palcach jednej ręki. Gra nie była porywająca. Toczyła się w środku pola. Troszkę lepsze wrażenie sprawiali niewątpliwie bełchatowianie. W grze łodzian nie widać było choć przez minutę gry takiej jak w poprzedniej kolejce z liderem tabeli – Jagiellonią Białystok.
Podobnie jak na początku pierwszej odsłony spotkania, tak i w drugiej w idealnej sytuacji znalazł się Marcin Robak. Piłkarz Widzewa po minięciu Łukasza Sapeli, ale tak sobie wypuścił futbolówkę, że dobiegł do niej dopiero przy linii końcowej i trafił w boczną siatkę bramki. Była to odpowiedź na niecelne uderzenie Macieja Małkowskiego w 46. minucie.
Przez kolejne minuty żaden z zespołów nie kwapił się do przejęcia inicjatywy w meczu. Sytuacji było jak na lekarstwo. Kibice zgromadzeniu na stadionie przy ulicy Sportowej w Bełchatowie wydawali się bardzo cierpliwi.












