Będzie cud?


22 lutego 2012 Będzie cud?

Awans dwóch polskich drużyn do fazy pucharowej Ligi Europy był dla całego polskiego futbolu, cierpiącego wszak na chroniczny brak sukcesów, ogromnym osiągnięciem. Mieliśmy nadzieję, że Legia i Wisła pójdą za ciosem i, nie mając nic do stracenia, wyeliminują nie najtrudniejszych przecież rywali. Gwoli ścisłości, nie pomyliliśmy się zbytnio.


Udostępnij na Udostępnij na

Legia, czyli chodźmy pod górkę

Warszawianie z pewnością nie byli faworytami spotkania ze Sportingiem Lizbona. Rywal renomowany, grający szybki, techniczny futbol, będący w rytmie meczowym. W dodatku Maciej Skorża nieraz miał problemy z odpowiednim przygotowaniem swoich zespołów pod względem fizycznym w przerwie między rozgrywkami. Co z tego wynikło?

Danijel Ljuboja, pod nieobecność Miroslava Radovicia będzie jedynym żądłem Legii
Danijel Ljuboja, pod nieobecność Miroslava Radovicia będzie jedynym żądłem Legii (fot. Rafał Rusek /igol.pl)

Ano to, że Legia zagrała przy Łazienkowskiej bardzo dobrze, Sporting zaprezentował się zdecydowanie gorzej i powinien wracać na Półwysep Iberyjski z bagażem co najmniej trzech goli (poza bramkami Wawrzyniaka i Gola trafić powinni jeszcze Wolski i Ljuboja). Brak skuteczności, a także głupie błędy w obronie spowodowały, że zamiast pewnego zwycięstwa „Lwy” osiągnęły wymarzony w tych okolicznościach rezultat, czyli remis 2:2.

Biorąc pod uwagę obraz gry, wynik ten Legię krzywdzi, rokowania przed rewanżem nie są najlepsze. Mając na uwadze sytuację, jaka panuje obecnie w stołecznym zespole, szanse jeszcze spadają. Normalna drużyna nie sprzedaje bowiem trzech zawodników podstawowego składu w momencie, kiedy ma szansę na historyczny sukces. W normalnej drużynie o kształcie kadry powinien decydować trener, tym bardziej jeśli pracuje naprawdę dobrze. W Legii jest inaczej.

Ktoś być może doszedł do wniosku, że przygód w Europie już wystarczy, a grubo ponad 20 milionów złotych za Borysiuka, Rybusa i Komorowskiego piechotą przecież nie chodzi. A w lidze zespół poradzi sobie bez nich. Pudło, wystarczyło, że legioniści wybrali się do Zabrza, by przekonać się, że o punkty na rodzimym podwórku będzie im równie ciężko co w Lidze Europy. Jakie będą losy Legii w Lizbonie? Zważywszy na to, że rywale również nie są w wybitnej formie (wygrana ze słabiutkim Pacos Ferreira po samobóju), szanse istnieją. Trzeba tylko strzelić trzy gole i nie pozwolić strzelić sobie więcej. Albo po prostu wygrać. Jeśli się uda, Maciejowi Skorży będzie się należał pomnik.

Wisła, czyli gramy do końca

Jeśli chodzi o rywali „Białej Gwiazdy” w drodze do 1/8 finału Ligi Europy, czyli drużynę Standardu Liege, to została ona zgodnie uznana jako rywal jak najbardziej do przejścia. Kierując się stereotypami, można jednak łatwo się przejechać, Belgowie w swojej grupie stracili tylko jednego gola, strzelili dziewięć, a wyprzedzili takie ekipy jak solidny Hannover i jeszcze do niedawna grającą w Lidze Mistrzów Kopenhagę. A Włodzimierz Lubański, znający belgijską ligę na wylot, ostrzegał przed lekceważeniem Standardu.

Maor Melikson w ostatnich tygodniach jest w świetnej dyspozycji. Czy przełoży się ona na awans Wisły?
Maor Melikson w ostatnich tygodniach jest w świetnej dyspozycji. Czy przełoży się ona na awans Wisły? (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)

Remis w pierwszym meczu z takim rywalem jest zatem wynikiem niezłym. A dobrym, biorąc pod uwagę, że Wisła niemal cały mecz grała w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Czekaja. Z drugiej strony, krakowianie dominowali na początku meczu tak mocno, że gdyby nie nieszczęście spowodowane głupotą Nuneza (podanie do rywala w polu karnym) zanosiło się na pewne zwycięstwo. Zespołowi podcięto skrzydła, stracił obrońcę i gola z rzutu karnego, a w perspektywie miał 70 minut spotkania przeciwko mocnemu fizycznie, będącemu w regularnym cyklu meczowym zespołowi. I co? I Wisła w dalszym ciągu przeważała, swoje okazje mieli również Belgowie, ale to ostatecznie gospodarzom, za sprawą Genkowa, udało się wyrównać.

Tak grająca Wisła wcale nie stoi na straconej pozycji w Liege. Żeby jednak nie było zbyt dobrze, podopieczni Kazimierza Moskala postanowili zremisować mecz ze słabiutkim Zagłębiem w Lubinie, ponownie prezentując się świetnie (ale nieskutecznie) w ataku i zastraszająco niefrasobliwie w obronie. Poza tym ze składu zespołu do końca sezonu wykluczył się jeden z najważniejszych zawodników „Białej Gwiazdy”, Patryk Małecki.

Korpulentny skrzydłowy w beznadziejnym w swoim wykonaniu meczu w Krakowie przeciwko Standardowi został zmieniony, nie podał ręki trenerowi i zamiast na ławkę rezerwowych, czmychnął do szatni. Następnego dnia nie stawił się na rozmowie wychowawczej i zamiast wyrazić skruchę, jeszcze bardziej się pogrążył (ponoć miał powiedzieć, że nie chce już grać w klubie). Wisła zawiesiła zawodnika na pół roku. Słuszna decyzja. Również ze sportowego punktu widzenia, bo taki Małecki to żadne zagrożenie dla bramki rywala. A rywal w ostatniej kolejce przegrał na wyjeździe z przeciętnym Zulte Waregem aż 4:2. Miejmy nadzieję, że defensywa Belgów będzie równie dziurawa w meczu z Wisłą…

Obydwa mecze można będzie obejrzeć na kanale Polsat Sport. Transmisje o godzinie 19:00 (Wisła) i 21:05 (Legia).

Komentarze
~typer (gość) - 14 lat temu

Ciekawe ... http://programbukmacherski.pl

~szymooon (gość) - 14 lat temu

jeśli to sie uda, to Maciejowi Skorży bedzie sie
należał pomnik... w naszych realich to predzej
kadra.

~genaro (gość) - 14 lat temu

jaki cud? chyba normalka wisła i legia wygra

Najnowsze