Wracamy z Barwami Ekstraklasy, bo nie było nas stanowczo za długo. Start T-Mobile Ekstraklasy zbliża się wielkimi krokami, trzeba więc wziąć się do roboty i troszkę o niej popisać. Niestety wesoło w polskiej piłce nie jest, dlatego też kolor dzisiejszych barw taki, a nie inny.
Czarne koszule
Zamieszanie wokół Polonii Warszawa było, mówiąc językiem fizyki, swego rodzaju wartością constans w polskiej lidze. Prezes Wojciechowski co rusz dostarczał nam rozrywki. A to założył klub Kokosa, a to zwolnił/zatrudnił trenera, a to nawrzucał piłkarzom czy wreszcie kupował hurtowo zawodników polecanych przez swojego prawnika, zamiast słuchać rad dyrektora sportowego.
Oj, wesoło było, nie ma co.

Jednak to, co działo się ostatnio wokół warszawskiego klubu, to już totalne nieporozumienie. W sukurs Wojciechowskiemu przyszedł Ireneusz Król i razem zrobili takie zamieszanie, jakiego nie powstydziłby się Joker. Tak, ten z Gotham City. Bo panowie W. i K. tak nabałaganili w polskiej piłce, że chyba tylko komiksowe porównanie jest w stanie w pełni oddać groteskę tej sytuacji.
Jeden najpierw nie wiedział, komu sprzedać, drugi nie wiedział, gdzie chce grać, a Lechia Gdańsk nie wiedziała, jakie plakaty ma drukować przed pierwszym meczem sezonu. Czy zagra z KP Katowice, czy Polonią Warszawa, a może jednak skończy się na Łysicy Bodzentyn, bo przecież wersja zmieniała się prawie codziennie.
Ostatecznie (chyba) Polonia zostanie przy Konwiktorskiej, a GKS nadal będzie GKS-em, a nie KP Katowice. To chyba dobrze, bo awanse przy zielonym stoliku zabijają całe piękno piłki nożnej.
Gdzieś tam obok tych wielkich pieniędzy, biznesu, lansu itp. itd. powinna być jednak cząstka sportowej rywalizacji, od której to wszystko się zaczęło.
Czarny Bełchatów
Wczoraj, czyli 24 lipca 2012 roku, jak Polska długa i szeroka gruchnęła wieść, że w centralnej Polsce dzieje się źle. Konkretnie źle się dzieje w Bełchatowie, gdzie tamtejszy GKS Bełchatów stracił sponsora – stąd GKS, a nie PGE GKS.
Co to oznacza? Ano to, że wielka piłka w tym mieście powoli staje się przeszłością. Pieniądze się kończą, nie wiadomo, czy klub dociągnie do końca rozgrywek, a nic nie wskazuje na to, żeby nagle miał pojawić się prężny sponsor, który wyłoży pieniądze na działanie bełchatowskiego zespołu.
Najbardziej w całej sprawie zaskoczyło nas to, że okres wypowiedzenia umowy sponsorskiej to – uwaga, uwaga – jeden miesiąc (!). Co najmniej dziwne, a na pewno niekorzystne. Cóż, nam daleko do tego, by brać się za konstruowanie umów sponsorskich, ale raczej próbowalibyśmy zapewnić sobie więcej czasu na znalezienie ewentualnego następcy niż 30 dni.











