Śląsk Wrocław po rundzie jesiennej był głównym faworytem do tytułu mistrza Polski. Dziś wrocławianie wciąż liczą się w walce o ostateczny triumf, lecz oglądając mecze tej drużyny, wydaje się, że jest to zupełnie inny Śląsk. Może powodem jest fakt, że zupełnie inny jest trener Orest Lenczyk?
Trener Śląska to postać wyjątkowo barwna w polskiej rzeczywistości futbolowej. Żaden z obecnych szkoleniowców nie może się pochwalić równie dużym doświadczeniem, nikt nie ma też tak dobrej reputacji wśród ekspertów. Wielu chciało nawet typować Lenczyka, który słynie z twardej ręki, na następcę obecnego selekcjonera reprezentacji Polski, Franciszka Smudy. Trener ten wzbudza też szacunek u kibiców, którzy potrafią docenić inteligentnych ludzi w piłce nożnej. Opiekun Śląska nie odpowiadał prozaicznie na pytania, nie zadowalał się stwierdzeniem przegraliśmy, bo tak wyszło, nie szukał też wymówek, jeżeli coś nie poszło po jego myśli. W zeszłym sezonie dowódca wrocławskiego plutonu zaczarował wszystkich swoją wyjątkową osobowością, jednocześnie wymagał od innych szacunku, na który niewątpliwie zasługiwał. Dziś ten szacunek mu się oczywiście należy, ale chyba tylko ze względu na zaawansowany wiek i doświadczenie, bo nie za to, co dzieje się w klubie.

Wyniki Śląska są dalekie od oczekiwań. W dotychczasowych dziewięciu meczach rundy wiosennej wrocławianie zdobyli dziewięć punktów. To trochę mało jak na klub, który chce ubiegać się o miano najlepszego w kraju. Ale nie w tym rzecz. Porażki czy zła passa mogą przytrafić się każdemu. Powody też mogą być różne. Kontuzje, niekorzystny terminarz, kontrowersyjne decyzje arbitrów czy niepewna sytuacja finansowa mogą wpłynąć na wyniki drużyny. Problem leży zupełnie gdzie indziej.
Znacie trenera, który drży o wynik przed meczem z zespołem ze środka tabeli? Jeśli spojrzymy w przeszłość, to w lidze polskiej pewnie taki się znajdzie, ale nikt o zdrowych zmysłach nie posądziłby o to Oresta Lenczyka. I tu mamy pierwszy dowód chaosu: – Był to mecz, w którym obawialiśmy się o wynik, szczególnie biorąc pod uwagę naszą słabszą grę i dobry styl Podbeskidzia mimo ostatnich porażek. To słowa trenera Lenczyka po meczu z Podbeskidziem. Czyli wychodzi na to, że opiekun wicelidera obawiał się o wynik z przeciętnym zespołem, który ostatnio kilka meczów zdążył przegrać. Po rozgrywce z Polonią trener Śląska również pokusił się o głębokie zwierzenia: − Utrata drugiego gola spowodowała, że zaczęliśmy grać słabej. Drżałem o to, by nie było kolejnych bramek, przypominając sobie wynik z jesieni [4:0 dla Śląska – przyp. red.]. Tu wygląda na to, że trener nie boi się jedynie porażki, ale obawia się jakiejś totalnej kompromitacji. Idźmy dalej tym tropem. Przed starciem z Widzewem Łódź Orest Lenczyk był optymistą. – Zastanawia zwrot „mam nadzieję”. Czy to wypowiedź opiekuna drużyny czy jakiegoś obserwatora? No i finał: … To oczywiście o pamiętnym meczu z Legią przegranym 0:4. Może piłkarze Śląska nie mają już ochoty słuchać swojego generała?











