Chyba nikt nie ma wątpliwości, która z formacji reprezentacji wygląda najgorzej na pół roku przed Euro. Nasi środkowi obrońcy popełniają mnóstwo błędów, co nie wróży dobrze przed bodaj najważniejszym turniejem w historii naszego futbolu. Dość niespodziewaną receptą na zmartwienia Franciszka Smudy może być młody obrońca Lecha Poznań, Marcin Kamiński.

Urodzony w Koninie piłkarz karierę rozpoczynał w miejscowym Aluminium, gdzie jeszcze w wieku juniora był… napastnikiem. To właśnie wtedy wypatrzyli go skauci Lecha, którzy zaoferowali mu grę w Poznaniu. Początkowo Kamiński grał w juniorach, by później znaleźć się w drużynie Młodej Ekstraklasy. W pierwszym zespole zadebiutował 21 listopada 2009 roku w wygranym meczu z Ruchem Chorzów. Wprawdzie na murawie spędził zaledwie kilkadziesiąt sekund, ale ten występ wywarł spory wpływ na kształtowanie się młodego piłkarza. Później w wyniku kontuzji defensorów Lecha rozegrał jeszcze cztery spotkania.
Kamiński cały czas trenował z pierwszą drużyną. Ivan Djurdjević, z którym miałem okazję rozmawiać w mistrzowskim sezonie Lecha, podkreślał, jak wielki potencjał drzemie w młodym zawodniku. Serb twierdził, że jeśli utalentowany junior nadal będzie rozwijał się w takim tempie, to na długie lata może być wzmocnieniem defensywy „Kolejorza”.

W tym sezonie 19- latek zagrał w 15 z 17 meczów w T-Mobile Ekstraklasie. Kamiński wykorzystał nieszczęście kontuzjowanych kolegów. Po tym jak urazu doznał Arboleda, Marcin wskoczył do pierwszego składu i do tej pory nie oddał swojego miejsca. Co zatem sprawia, że Jose Maria Bakero zaufał tak młodemu piłkarzowi?
Mimo wieku Kamiński gra bardzo dojrzale. Popełnia niewiele błędów, bardzo dobrze gra głową, czemu sprzyja jego wysoki wzrost. Wśród stoperów występujących w naszej lidze wyróżnia go umiejętność rozegrania akcji. Dzięki temu może on grać także jako defensywny pomocnik. Trzeba przyznać, że próżno szukać wśród reprezentacyjnych obrońców osoby potrafiącej wyprowadzić piłkę z własnej połowy.












