Na wygnaniu w mieście Łodzi, gdzie nawet piłkarzom granie szkodzi. Ta parafraza słynnej kwestii Cezarego Pazury z filmu „Nic śmiesznego” jest chyba najlepszą pointą tego, co dzieje się ostatnio w obu ekstraklasowych klubach z tego miasta.
Na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że sytuacja w ŁKS-ie jest o wiele, wiele gorsza. Jest po prostu tragiczna.
ŁKS = bankrut, czyli tonący brzytwy się chwyta
Dokładnie 20 stycznia na oficjalnej stronie Łódzkiego Klubu Sportowego pojawiło się pełne żalu i smutku oświadczenie, że obecny właściciel nie jest już w stanie finansować zespołu i ogłasza upadłość klubu.
Wiadomość od razu odbiła się szerokim echem w piłkarskim środowisku. Z dwóch powodów:
Po pierwsze mało kto wierzył, że ŁKS rzeczywiście nie przystąpi do rundy rewanżowej, bo przecież na pewno ktoś pieniądze wyłoży (czyt. miasto, kibice) i klub uda się uratować. Na chwilę.

Po drugie ŁKS oskarżał o całe niepowodzenie trzech piłkarzy, którzy nie zgodzili się podpisać ugody z klubem w sprawie zaległych wypłat. Cóż, tak szczerze mówiąc, to trudno się zawodnikom dziwić, że nie interesowała ich jakże lukratywna oferta otrzymania swoich pieniędzy za siedem lat. Co zresztą też nie było pewne.
Zgodnie z przewidywaniami ŁKS zagra na wiosnę w T-Mobile Ekstraklasie i z tego trzeba się cieszyć. Główną rolę w reanimacji łódzkiego trupa odegrają oczywiście kibice. Czasami odnoszę wrażenie, że fani w Polsce mają większe pojęcie o zarządzaniu klubami niż osoby, które się tym zajmują. Co nie zmienia faktu, że to dobra wiadomość, bo jest to klub, który zajmuje ważne miejsce w historii polskiej piłki. Dlatego jego upadek nie mógłby cieszyć nikogo. Nawet kibiców rywala zza miedzy.
RTS – Ratunek To Sprzedaż
W Widzewie też wesoło nie jest, ale porównując sytuację tego klubu do tej, którą mamy przy alei Unii, to spokojnie możemy stwierdzić, że to raj na ziemi. Do tej pory z Widzewa odeszli Nika Dzalamidze i Adrian Budka, czyli dwaj podstawowi piłkarze. O ile rezygnacji z usług Gruzina można się było spodziewać, to już transfer prawego pomocnika wydaje się co najmniej dziwny. Co prawda nie od dziś wiadomo, że Widzew chciał/chce kilku piłkarzy sprzedać, ale Budkę? Człowieka, który był sercem, płucami i szybkobieżnymi nogami zespołu, nagle oddaje się bez żalu do pierwszoligowej ekipy. To co najmniej dziwne.
Ale to raczej nie koniec wyprzedaży w Widzewie. Do Lubina miał trafić Sebastian Madera, jednak już wiadomo, że tak się nie stanie. Klub będzie chciał się go za wszelką cenę pozbyć, choć i to jest niezrozumiałe, bo piłkarsko ten obrońca na pewno nie odstaje.











