Stwierdzenie odważne, ale nie bezpodstawne. Dlaczego? Uzasadnienie poniżej.
Po pierwsze

Legia przegrała w tym sezonie pięć meczów, czyli tyle co Śląsk. Warto jednak spojrzeć na daty przegranych przez stołeczną drużynę spotkań. Wtedy zobaczymy ciekawą zależność. Aż cztery z tych meczów były rozgrywane bezpośrednio przed ważnymi meczami w Lidze Europy.
I tak kolejno:
– porażka ze Śląskiem przed meczem ze Spartakiem Moskwa,
– porażka z Podbeskidziem przed meczem z PSV,
– porażka z Koroną przed meczem z PSV,
– i ostatnia, świeża wpadka z Górnikiem przed spotkaniem ze Sportingiem.
Właściwie tylko Polonia Warszawa może się pochwalić zwycięstwem bez usprawiedliwiania podopiecznych Skorży występami na arenie międzynarodowej.
Jeżeli teraz przygoda z pucharami się zakończyła, to tych wpadek – chyba – powinno być mniej.
Po drugie
Legia ograła Śląsk we Wrocławiu aż 4:0. Ograła to złe słowo. Zmiażdżyła – brzmi lepiej. Co to daje? W przypadku równej liczby punktów ze Śląskiem to warszawiacy będą mogli otwierać szampany.
To jednak nie jedyny aspekt tego zwycięstwa, bo ten psychologiczny też się liczy. Zrównać z ziemią największego rywala w wyścigu o mistrzostwo na jego terenie – znamienne.
Po trzecie

Transfery. To chyba najbardziej dyskusyjny punkt i szczerze powiem, że przed meczem z drużyną Oresta Lenczyka bym tego nie napisał. A to dlatego, że myślałem, ba, byłem wręcz pewny, że przy takim osłabieniu linii defensywnej (Borysiuk, Komorowski) Legia musi się posypać, przynajmniej z tyłu. Jednak jeżeli Śląsk, czyli lider tabeli, nie był w stanie porządnie zagrozić bramce Legii, to niewiele pozostaje drużyn, które mogą się o to pokusić.
Jeżeli dołożymy do tego dwójkę doświadczonych graczy dokupionych do ofensywy, czyli Ismaela Blanco i Nacho Novo, to szybko zorientujemy się, że siła rażenia zespołu Skorży znacznie wzrosła. A i tak nie była mała.
Został jeszcze Rybus, który razem z Komorowskim trafił do Tereka Grozny, ale tu akurat wierzę, że ktoś z dwójki Wolski – Żyro godnie go zastąpi.











