Dług. Słowo, które wywołuje dreszcze. U wszystkich. Nikt nie chce mieć długów. Ja nie chcę, Jan Kowalski nie chce, szewc z Poronina nie chce, firma produkująca tostery nie chce i kluby piłkarskie też nie chcą. Jednym słowem dług jest be. Niedobry, zły i brzydki.
Przeglądając ostatnio wiadomości z obozu ekstraklasy, zacząłem się zastanawiać, czy jest w tej lidze drużyna, która długów nie ma. Bardzo prawdopodobne, że tylko Polonia nie ma. Chyba że Józef Wojciechowski powie, że nagle KSP ma mu kasę oddać.

No ale weźmy taki Śląsk Wrocław. Jeszcze kilka tygodni temu cała piłkarska Polska żyła w przekonaniu, że to eldorado. No może nie eldorado, ale kraina mlekiem i miodem płynąca to już na pewno. Nowy, piękny stadion, bogaty inwestor i współpracujące miasto. Idylla.
A tu nagle szok, zdziwienie. Kasa pusta, zaległości w płacach, kontrakty nie będą przedłużane, a stadion nie nadaje się do gry. Kibice nie chcą już w klubie Zygmunta Solorza, który ich zdaniem prowadzi klub w złą stronę, miasto też się zastanawia, czy ten związek ma jakikolwiek sens, a piłkarze też nie rozpieszczają, bo przegrywają z kim tylko się da (z Cracovią się nie da, więc wygrali). Jakaś plaga.

Ale to nie koniec złych wieści z TME. Kilka dni później okazało się, że Wisła też finansowym magnatem nie jest. Holenderski plan pana Valcksa był tak krótkoterminowy, że nawet koalicja PIS-PO mogłaby wytrzymać dłużej. Sprowadzenie tego całego zagranicznego zaciągu typu Jaliens, Genkow, Lamey to jakieś nieporozumienie. To są zawodnicy, którzy nic do gry krakowskiej drużyny nie wnoszą, a zarabiają krocie.
Oczywiście, ktoś zaraz powie, że gdyby Wisła awansowała do Ligi Mistrzów, to wtedy… Problem polega na tym, że nie awansowała. I tego typu gdybanie nie ma sensu.
Teraz już wiemy, że polityka transferowa i płacowa się przy Reymonta zmieni. Będzie taniej i bardziej swojsko, czyli w Wiśle wreszcie zaczną grać Polacy. To też niebezpieczna ścieżka, ale chyba lepsza niż sprowadzanie zagranicznego szrotu na potęgę.
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że gdzieś tam w Chorzowie taki biedny jak mysz kościelna Ruch walczy o podwójną koronę.











