21. kolejka T-Mobile Ekstraklasy minęła pod znakiem zwycięstw faworytów i strzelaniny, jaką sprezentowali nam zawodnicy wszystkich drużyn. Czy były sensacje? Raczej nie, ponieważ po Wiśle, Polonii i Ruchu nikt nie spodziewa się zbyt wiele.
Dwa piątkowe spotkania obfitowały w aż dziesięć bramek. Wszystko zaczęło się od Ruchu, który zwycięstwem mógł pozbawić szans na utrzymanie Podbeskidzie. Tak się jednak nie stało i podopieczni Michniewicza wywieźli z Chorzowa arcyważne trzy punkty. Gdyby w tym spotkaniu wygrali „Niebiescy”, to mieliby już trzynaście punktów przewagi nad strefą spadkową. Teraz sytuacja jest bardziej ciekawa i „Górale” tracą już do chorzowian „tylko” siedem oczek. O 20:45 mieliśmy kolejny ważny mecz dla obu grających w nim drużyn. Porażka Lecha mogłaby znacznie oddalić „Rumaków” od mistrzostwa. Trochę niżej w tabeli – również wielka bitwa. Lechia po zwycięstwie mogła włączyć się do walki o europejskie puchary. Jak się skończyło? Ano piłkarze Lechii po 30 minutach mogli zejść już z boiska, ponieważ trzybramkowe prowadzenie wydawało się nie do odrobienia. Tak też się stało i przy Bułgarskiej kibice zobaczyli sześć bramek. Pozostałe trzy wpadły w drugiej połowie.

W sobotę znowu działo się sporo. Najmniej emocjonującym spotkaniem był pojedynek Jagiellonii z Pogonią. Nie wiem, czy jest sens marnować siły na spotkanie, które prawdopodobnie było ustawione. Tych, który jeszcze o tym nie czytali, odsyłam tutaj: Dywersja i ustawiony mecz? Po tym spotkaniu było bardzo ciekawie. Śląsk podejmował Górnik Zabrze. Zespoły rywalizują ze sobą w bezpośrednim pojedynku o Ligę Europy. Po dobrym meczu gospodarze zwyciężyli przyjezdnych 2:1. Podobnie jak w przypadku mistrzostwa, walka o trzecią lokatę będzie bardzo zacięta, tak bardzo zacięta, że trudno wskazać mi zespoły, które mogą o nią walczyć. Jeżeli spojrzymy na tabelę, to zauważymy, że przewaga Śląska nad ósmą Jagiellonią wynosi zaledwie sześć punktów. Możemy również spojrzeć na tabelę z innej strony. Jest w niej tak ciekawie, że 12. Zagłębie Lubin, mając trzy punkty więcej, mogłoby wskoczyć nawet na siódmą lokatę. Skoro mowa o „Miedziowych”, to przechodzimy do ich spotkania z Legią. Legią, która ten pojedynek musiała wygrać, jeżeli poważnie, a na pewno tak jest, myśli o triumfie w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy. Bramki Radovicia i Dwaliszwilego pomogły CWKS-owi w postawieniu kolejnego mistrzowskiego kroku. Ciekawe tylko, jak długo ten chód będzie trwał, kiedy w Warszawie staną na czerwonym świetle i czy podobnie jak w poprzednim sezonie będzie ktoś w stanie wyszarpać legionistom tytuł.
Kolejne pytania związane z podwórkową ligą pojawiły się w niedzielę. Czy Zubas znowu pozostanie niepokonany? Czy Wisła wreszcie zagra, jak przystało na „Białą Gwiazdę”? Na oba pytania musimy odpowiedzieć przecząco. W pierwszym spotkaniu Korona wreszcie trafiła do bramki bełchatowian. Litewski golkiper, który był niepokonany od ponad 500 minut, wreszcie skapitulował i GKS wrócił do Bełchatowa bez zdobyczy punktowej. Jeszcze więcej emocji miało czekać na wszystkich kibiców przy Reymonta. Wszystko zaczęło się od bramki Iliewa, natomiast na dwadzieścia minut przed końcem do bramki Pareiki trafił Zbozień, a potem Urban i Piast… No właśnie, co Piast? I Piast liczy się w walce o Ligę Europy. Do wcześniej wspomnianego Śląska „Piastunki” tracą tylko trzy punkty. Jedna wpadka wrocławian i zabrzan i inny klub ze Śląska będzie bronił trzeciej lokaty. Kto by się spodziewał? Nie zapominajmy, że to polska liga. U nas wszystko jest możliwe.











