Wisła Kraków i Lech Poznań – dwa największe rozczarowania sezonu. Oba kluby zmierzyły się ostatnio w swoistym dwumeczu, najpierw w lidze, a chwilę później w Pucharze Polski. Tak ujęła nas magia liczby dwa, że wyciągnęliśmy z tych spotkań dwa wnioski.
Wniosek pierwszy
Zmiana na stanowisku trenera w obu klubach była potrzebna. I Wisła, i Lech grają odrobinę lepiej. Nie można mówić jeszcze o jakiejś radykalnej poprawie gry, ale progres jest.
Zacznijmy może od Wisły. Michał Probierz słynie z tego, że żelazną ręką trzyma swoich podopiecznych. Wygląda na to, że dość szybko zaprowadził również porządek w krakowskiej szatni. Pokazał, kto ma najwięcej do powiedzenia i kto weźmie na siebie pełną odpowiedzialność za wyniki.

Już w pierwszym meczu prowadzona przez byłego trenera Arisu Saloniki Wisła wygrała 2:0 w Gdańsku z Lechią. Potem przyszedł bezbarwny i bezbramkowy remis przy Reymonta z Lechem i chwilę później wyszarpane zwycięstwo z podopiecznymi Mariusza Rumaka w PP.
Nie ma się co oszukiwać, PP to jedyna szansa na wywalczenie przez Wisłę promocji do gry w europejskich pucharach. I na tym chyba skupi się Probierz.
Jeżeli chodzi o Lecha, to zmianę widać było od razu. Niektórzy piłkarze z miejsca podkreślali, że po odejściu Bakero odetchnęli i mają teraz większą ochotę do gry.
Co prawda nie przekłada się to jeszcze na wyniki, ale to, że Lech w końcu strzeli bramki i zacznie wygrywać, wydaje się kwestią czasu. Już we wspomnianym meczu pucharowym z Wisłą te gole powinny paść, bo sytuacji było co najmniej kilka. Trzeba tylko poczekać. Problem tylko w tym, że Lech za wiele czasu nie ma.
Wniosek drugi
Po bezbramkowym remisie w meczu ligowym stało się jasne, że PP będzie dla obu drużyn ostatnią deską ratunku. Dlatego Wisła mimo jednobramkowego zwycięstwa w pierwszym spotkaniu nie może być pewna awansu. Walka o półfinał będzie bardzo zacięta i obie ekipy wytoczą zapewne najcięższe działa.
Jak mawia filmowy klasyk: „A kto umarł, ten nie żyje”. W tym wypadku umrze ten, kto przegra rywalizację o dalszą grę w Pucharze Polski, a tym samym przekreśli swoje szanse na grę na arenie międzynarodowej.











