W pierwszym niedzielnym spotkaniu Bayern Monachium zaledwie zremisował z liderem, Bayerem Leverkusen. Gospodarze mieli nadzieje, że ten mecz będzie przełomowy, lecz katastrofalna niekiedy gra i kolejny mecz bez zwycięstwa sprawiły, że posada Louisa Van Gaala jako pierwszego szkoleniowca stała się poważnie zagrożona
Niedziela w Bundeslidze to przede wszystkim hit kolejki, który mógł wnieść dużo w tabeli ligowej. Na Allianz Arena konfrontowały się bowiem jedenastki Bayernu Monachium, który fatalnie spisuje się w tym sezonie, a także Bayeru Leverkusen, będącego obecnie liderem w ligowym zestawieniu. Spotkanie zatem już przed jego rozpoczęciem budziło wiele emocji i wiary, że czeka nas sześć kwadransów futbolu na światowym poziomie.
Nie trzeba było długo czekać, by trybuny na Allianz Arena rozgorzały na dobre. Bayern od początku meczu wziął sobie poważnie do serca jego rangę i ruszył do ataków. Już w ósmej minucie piłkę zewnętrzną częścią buta uderzył Mario Gomez i wychodzący Rene Adler nie miał nic w tej sytuacji do powiedzenia. W Monachium zatem otwarcie wyniku i 1:0 dla gospodarzy. Pierwsze 15 minut na pewno pozostanie w pamięci, bowiem jeszcze w przeciągu tego czasu goście z Leverkusen zdołali wyrównać. Stało się to za sprawą Stefana Kiesslinga, który nie pierwszy raz udowodnił, że można na niego liczyć i w 14. minucie, ogrywając Van Buytena, trafił między słupki bramki Hansa-Jorga Butta. Powtarzał się wiec scenariusz potyczki z Schalke, w której to „Bawarczycy” również wyszli na prowadzenie, później zaś je stracili, a w grze pojawiła się nerwowość. Bajecznie wręcz w 21. minucie kontrę rozegrali „Aptekarze”. Akcja przeprowadzona w niezwykle szybkim tempie, zakończona została nawet bramką Kiesslinga, lecz arbiter liniowy zasygnalizował spalonego.
Przewaga Bayeru się uwidoczniła. To podopieczni Juppa Heynckesa lepiej czytali grę i stwarzali groźne ataki pozycyjne. Nie mniej niebezpieczni byli podczas kontr. Bayern zaś, po utracie gola, pod polem karnym Rene Adlera bywał rzadziej. Widać było momentami zupełną bezradność piłkarzy z Bawarii. Do przerwy więc mieliśmy remis 1:1. Podsumowując premierową odsłonę należy stwierdzić, że monachijczycy powtarzali błędy z poprzednich konfrontacji. Kiedy tylko stracili gola, ich gra wyglądała coraz gorzej, a przeprowadzane przez nich akcje stawały się nieporadne. Po wznowieniu meczu, poziom i tempo gry znacznie spadło, a sytuacji podbramkowych było znacznie mniej. Bayer czekał na rywala, szanując rezultat remisowy, jaki widniał na tablicy świetlnej. Bayern zaś momentami grał katastrofalnie, a oglądanie ich poczynań było męczarnią. „Aptekarze” zdecydowanie nastawieni byli na kontry, czyhając na swoją okazję, która mogłaby przesądzić o losach meczu. W 85. minucie, mimo słabej gry, świetną okazję do objęcia prowadzenia mieli „Bawarczycy”. Bardzo dobrą interwencją popisał się jednak Rene Adler i w dalszym ciągu było 1:1.
Ostatecznie taki też rezultat utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego. Bayern nie wygrywa zatem po raz kolejny, a „Aptekarze” zachowali się jak minimaliści. Mieli szansę pogrążyć monachijczyków, ale skorzystać z tego nie chcieli. Remis dla gospodarzy przyjęty został jak porażka i poważnie zagrożona jest posada Louisa Van Gaala. Piłkarze z Leverkusen zaś pozostają jedynym niepokonanym zespołem w Bundeslidze.








